niedziela, 30 sierpnia 2015

—25. So you can keep me inside the pocket

So we’ll just keep each other as safe as we can
Until we reach the border, until we make our plan


Podniosła się z łóżka cała spocona. Jej serce biło jak szalone, a całe ciało drżało. Przetarła dłońmi twarz i opadła ponownie na poduszki. Jej przedramię pulsowało z bólu. Rana szczypała, jak gdyby sen stał się rzeczywistością. Wszystko wróciło ponownie. Nie wiedziała, czym było to spowodowane, lecz zasiana w niej nadzieja, prysła tak szybko jak się pojawiła. Koszmary wróciły. Obawiała się, że ponownie staną się rzeczywistością, lecz była w Hogwarcie. Nie miała, czego się obawiać.  Pomimo tych zapewnień i tak czuła rosnący w niej niepokój. Śmierciożercy nie odpuszczą tak szybko. Wiedziała to, tak jak wiedzieli to wszyscy, lecz próbowali to wszystko zatuszować. Przełknęła ślinę, która z trudem przeszła przez jej gardło. Sięgnęła po różdżkę i wyczarowała sobie szklankę z wodą. Szybko upiła z niej kilka łyków i wstała z łóżka. Nerwowo krążyła po pokoju, starając się odsunąć od siebie złe myśli. Było jej ciężko. Z każdą sekundą mrok, który panował w jej pokoju, przyprawiał ją o dreszcze, a wyobraźnia… zaczęła odżywać. Podbiegła do okna i zerwała zasłonę. Pokój oświetliło światło dnia, które odbijało się od zasp śnieżnych. Prószył śnieg. Jego płatki wirowały na wietrze w chaotycznym tańcu. Zderzały się ze sobą, a później odfruwały dalej. Nastała kolejna pora roku. Świat po wojnie funkcjonował tak jak powinien, więc czemu ona nie mogła? Wypuściła ze świstem powietrze i usiadła na parapecie. Przykryła się szczelnie kocem, a czoło oparła o szybę. Każdy jej oddech, zostawiał po sobie ślad na szkle. Później zanikał. Powoli. Serce nadal nie unormowało swojej pracy. Słyszała jego mocne uderzenia, które echem wypełniało całe jej ciało. Przygryzła wargę, starając zapobiec łzą, napływającym do jej oczu. Nie mogła pozwolić sobie na chwilę słabości. Wtedy całe jej starania, poszłyby na marne. Nie mogła. To było już inne życie. Ale może okaże się lepsze? Musiała się postarać i dać z siebie wszystko.
Wstała, pobudzona nagłym zastrzykiem energii. Na dzisiejszy dzień miała pełny grafik, w którym nie było miejsca na użalanie się nad swoim losem. Ubierając się, próbowała nie zwracać uwagi na bliznę na jej ręce, która nadal pulsowała, wysyłając tępy ból po cały jej ciele. Kontrola. To najważniejsze. Musi się tego trzymać. Spojrzała na siebie w lustrze. Czarne spodnie, gruby, czerwony sweter, na który narzuciła szkolną szatę i burza włosów, która zdołała wydostać się z gumki. Wyglądała jak dawniej. Posłała w kierunku swojego odbicia smutny uśmiech, po czym opuściła wzrok. Założyła kozaki, a na ramię zarzuciła torbę wypełnioną po brzegi książkami. Był piątek. Ale nie zapowiadał się być taki jak zawsze. Lekcje zostały skrócone, przez popołudniowe wyjście do wioski. Po obiedzie wszyscy uczniowie ruszą na zakupy, wpadając w szał weekendowej wolności. Pomimo tego, że Hermiona nie czuła tej wolności, cieszyła się, że będzie mogła spędzić ten wieczór w towarzystwie przyjaciół. Miała również nadzieję na krótką rozmowę z Harrym. Musieli sobie wyjaśnić to zajście. Kolejnych cichych dni już by nie wytrzymała. Zerknęła ostatni raz na biurko, sprawdzając czy zabrała ze sobą wszystko, po czym wyszła z pokoju. W salonie, jak zawsze, w kominku palił się ogień. Ciszę, która w nim panowała, zagłuszało jedynie ciche trzaskanie palącego się drewna oraz szum wody, dochodzący z łazienki. Malfoy. Mimowolnie na jej ustach pojawił się nikły uśmiech, który jednak nie utrzymał się na nich długo. Wyszła z salonu w momencie, gdy usłyszała zakręcanie kurków. Nie unikała go. Po prostu nie miała ochoty na poranną konfrontację z nim. Musiała sobie to wszystko poukładać i chociaż plan wydawał się być prosty… w jej życiu już raczej nic nie mogło takie być. Chłopak wkroczył do niego ze swoimi buciorami, wypełniając jej serce nadzieją. Przecież od początku chciała mu pomóc. Pamiętała wyraźnie jego wzrok, gdy oglądał ją kręcącą się w przebieralni. Pamiętała jak doprowadził Rona do czystej złości na peronie, czy też w wielkiej sali, gdy wbił się w jej usta. Jej dłoń powędrowała do tego miejsca i pogładziła je, czując jego wargi na swoich. Mimo tego, że było to tak odległe… ona czuła wszystko. Nikt jeszcze nie przyprawił jej o taki zawrót głowy. Ich rozmowa w przedziale. Już wtedy zrozumiała, że chłopak postanowił się zmienić. Dała mu tą nadzieję na rozprawie. Dali mu z Harrym szansę. Skorzystał z niej. Więc czemu przepełniają ją nadal obawy? Czemu nie może się cieszyć tym, że Draco był nią zainteresowany? Wydawało się to być zbyt piękne żeby mogło być prawdziwe. Każdy jej związek kończył się fiaskiem. Pomimo tego, że było ich mało, każdy zachował oddzielne miejsce w jej sercu. Czy więc znajdzie w nim go jeszcze więcej dla tego chłopaka? Nie wiedziała czy rany, które na nim powstały… zabliźnią się, gdy on do niego wkroczy. A może pojawią się głębsze? Może mocniej zaboli, gdy pęknie jej serce. Ponownie. Nawet nie zauważyła, gdy przekroczyła próg wielkiej sali. Dopiero głos jej przyjaciółki wyrwał ją z zamyślenia. Ginny pomachała jej ręką, wskazując, aby zajęła miejsce tuż obok. Hermiona ścisnęła pasek torby i ruszyła w jej stronę. Była przyzwyczajona do tego, że uczniowie wodzili za nią wzrokiem, jednak dzisiaj czuła się wyjątkowo niekomfortowo. Przebrnęła szybko przez dzielący je dystans i z ulgą usiadła obok Ginny. Miała w niej wsparcie. Lecz równało się to z tym, że bardzo dobrze potrafiła odczytać z jej twarzy wszystkie myśli. Momentalnie na jej talerzu pojawiły się kanapki posmarowane dżemem, a w pucharku znalazł się pomarańczowy sok. Hermiona uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością i zabrała się za jedzenie. Rozmawiały, jak zawsze, o wszystkim. Uwielbiała to, ponieważ dzięki niej, mogła przestać myśleć. Mogła mówić to, co jej ślina przyniesie na język, nie zastanawiając się czy postąpiła słusznie.
-Ostatnio Harry cały czas znika- przerwała chwilę ciszy, która nastała, gdy obydwie upiły trochę soku.- Wraca zdenerwowany. Nie mogę się z nim dogadać.
Hermiona przez moment zamyśliła się nad słowami przyjaciółki. Kiedy ona nie miała Dracona też nie mogła sobie poradzić ze wspomnieniami. Może wojna dopadła również i jego? Rozejrzała się po sali, szukając przy stole burzy czarnych włosów. Jednak nigdzie ich nie zauważyła, natomiast jej uwagę przykuł inny osobnik. Nie chował się z tym, że wpatruje się w nią natarczywie. Był wręcz zadowolony z tego, że przyłapała go na tym. Posłał jej ironiczny uśmiech i ugryzł kanapkę. Hermiona opuściła wzrok zdenerwowana. Daniel Khal. Jej kolejny problem, który musiał jednak w tym momencie zaczekać. Spojrzała na przyjaciółkę, która wyczekiwała jej reakcji.
-Porozmawiam z nim dzisiaj Ginny- zaczęła i uśmiechnęła się do niej pocieszycielsko.- Wypytam, o co chodzi i postaram się mu pomóc. Jestem jego przyjaciółką, w końcu. Jestem mu to winna.
Ruda rzuciła się jej na szyję i przycisnęła do siebie mocno.
-Dziękuję- wyszeptała jej do ucha, po czym odsunęła się od niej, posyłając w jej stronę słaby uśmiech.
Po sali rozniósł się nagle damski pisk. Hermiona chwyciła za różdżkę i mocno ścisnęła ją w swojej dłoni. Wstały z Ginny w tej samej chwili, rozglądając się za osobą, która wydała ten dźwięk. Później jednak usłyszały śmiech. Perlisty, szczęśliwy i przede wszystkim znajomy. Gdy uczniowie odsunęli się na boki, zauważyły Lavender Brown, która wisiała na szyi… Rona. Nad nimi latały różowe balony, na których napisy układały się w pytanie: Czy pójdziesz ze mną na bal?
Hermiona opadła na ławkę i schowała różdżkę do torby. Ginny po chwili jej zawtórowała. Na ustach młodszej widniał grymas obrzydzenia.
-Zaraz się porzygam- oznajmiła ruda i upiła kilka łyków soku, próbując tym wymazać sobie z głowy obraz, który widziała przed chwilą.
Hermiona skinęła tylko głową. Nadzieja na przyjaźń z rudzielcem w tej chwili została zmiażdżona. Chłopak najwyraźniej nie zamierzał się pozbyć swojej nowej dziewczyny, a Hermiona nie zamierzała z nim rozmawiać, gdy ta…. Westchnęła i pokręciła głową, odganiając od siebie te myśli. Ron pomimo tego, że ją zdradził, był jej przyjacielem. Ciężko pogodzić się z tym, że nigdy już to nie wróci.
-Harry jeszcze nie zaprosił mnie na bal, a i tak pewnie zrobi to na ostatnią chwilę- odpowiedziała, a w jej głosie można było wyczuć nutkę żalu.
-Wiesz, że jest nieśmiały!- Uśmiechnęła się do przyjaciółki.-Zaprosi i na pewno zrobi to w wielkim stylu!
Ginny zaśmiała się pod nosem, po czym skierowała swoje ciekawskie oczy w stronę przyjaciółki.
-A ciebie już ktoś zaprosił?-Spytała i uniosła brwi do góry.
Policzki Hermiony zapłonęły rumieńcem. Pokręciła głową i zwróciła wzrok na resztki swojego śniadania. Ginny skwitowała zachowanie przyjaciółki krótkim śmiechem, po czym dodała:
-Może nie tylko Harry jest nieśmiały.

***

Hermiona zajęła swoje stanowisko, jako jedna z pierwszych. Uczniowie powoli zbierali się w szklarni, powodując, że temperatura w środku podskoczyła. Gryfonka powachlowała się dłonią i rozejrzała się po pomieszczeniu, szukając Harry’ego, lecz nigdzie nie mogła go zauważyć. Obok niej nadal było puste miejsce, które zazwyczaj zajmował szatyn. Przez obawy Ginny, sama również zaczęła się niepokoić o stan Gryfona. Musiała coś z tym zrobić i to szybko!
-Czemu tak szybko uciekłaś dziś rano?- Usłyszała zachrypnięty głos blondyna, który stanął za nią.
Jego delikatny oddech uderzał o jej szyję, powodując przyjemne dreszcze. Otrząsnęła się szybko z tego dziwnego uczucia i rozejrzała się po twarzach zgromadzonych. Nikt na szczęście nie zauważył sceny, która rozegrała się między nimi. Blondyn zajął miejsce obok niej, rzucając torbę na blat. Mierzył ją ciekawskim spojrzeniem, w którym skakały iskierki rozbawienia. Hermiona natomiast nie podzielała jego dobrego humoru. Nie dość, że martwiła się o przyjaciela, to jeszcze Draco prawił jej jakieś niewytłumaczalne aluzję.
-Gdyby ktokolwiek to usłyszał…-zwróciła się do niego szeptem, a jej palec wystrzelił w kierunku jego twarzy.
Blondyn zaśmiał się serdecznie i podniósł dłonie w geście poddania. Rozbawienie nie schodziło z jego twarzy.
-Czyżby zabrzmiało to dwuznacznie?- Spytał i uniósł jedną z brwi do góry.
Hermiona poczuła jak jej policzka czerwienią się ze wstydu. Chciała zrzucić to na panującą w pomieszczeniu duchotę, lecz… nie potrafiła okłamać samej siebie.
-Lepiej się zamknij Malfoy- warknęła szybko i odwróciła od niego wzrok.
W tym samym momencie do klasy weszła nauczycielka, która sprawiła, że wszystkie rozmowy momentalnie ucichły. Gryfonka była jej za to dozgonnie wdzięczna.
-Dzisiaj będziemy pracować w grupach!- Oznajmiła swoim donośnym głosem i klasnęła w grubiutkie dłonie.- Wy dwaj! Podejdźcie do koleżanek, a ty obróć się do tamtej trójki!
W klasie zapanował istny harmider. Każdy szybko zmieniał swoje miejsca, kierując się na nowe, wyznaczone przez nauczycielkę. Hermiona utkwiła swój wzrok w kobiecie, pomimo tego, że czuła jak Draco natarczywie chcę zwrócić jej uwagę na siebie. Nie dała się. Dopiero, gdy nauczycielka wymieniła jej imię i skinęła na nią dłonią, aby podeszła do niej, spojrzała na chłopaka.
-Miłej pracy, Malfoy- uśmiechnęła się i ominęła go.
Chłopak zmarszczył czoło i rozejrzał się po uczniach, którzy zostali przy jego stanowisku. Zabini wyciągał właśnie z torby książkę, która okazała się być cała zapaćkana jakąś kleistą substancją. Zdenerwowany rzucił ją na stół i wymamrotał kilka przekleństw pod nosem. Draco nawet nie chciał wiedzieć, czym jest ta kremowa substancja, która… podejrzanie przypomina budyń. Obrócił głowę w bok, po czym zacisnął dłonie w pięści. Zostały jeszcze dwie osoby. Jeden Puchon, który zerkał na niego bojaźliwie oraz on… Daniel Khal. We własnej osobie. Nawet nie zwracał na niego uwagi. Wertował podręcznik, szukając wyznaczonych przez nauczycielkę stron.
-I tutaj ostatnia grupka – pani Sprout wskazała na nich i uśmiechnęła się serdecznie.- Możecie zacząć pracę. Chcę abyście wykorzystali swoją wiedzę oraz informację z podręcznika i zapisali w podpunktach, jakie właściwości mają rośliny, które leża przed wami. Mam nadzieję, że z ich rozpoznaniem nie będziecie mieć żadnego problemu.
Zakończyła klaszcząc ponownie w dłonie. Na ustach Dracona pojawił się grymas niezadowolenia. Wręcz nienawidził tych lekcji, ale dzisiaj wszystko przekroczyło dozwoloną granicę. Jeszcze raz spojrzał na swoich towarzyszy. Puchon dźgał swoją różdżką kwiat lawendy, jakby obawiał się, że zaraz zamieni się w diabelskie sidła. Zabini bujał się na krześle i rozglądał się po pomieszczeniu, jakby szukając w nim kogoś. A Daniel…, jako jedyny siedział uważnie z nosem w książce i czytał opisy roślin. Pomimo całej nienawiści do tego chłopaka był mu wdzięczny, że przynajmniej on przykłada się do tego zadania. Zerknął na stolik i przyjrzał się uważnie rośliną, które przed nimi się znajdowały. Lawenda, wydawała z siebie wspaniały zapach, który kojarzył mu się z ogrodem jego matki. Kochała te kwiaty. Uśmiechnął się smutno i odłożył pęk kwiatów. Asfodelus, podobny do lilii. Bardzo przydatny do wielu eliksirów. Ślaz, który zbierany w pełnię księżyca może posłużyć, jako składnik do eliksiru wielosokowego.  Na końcu znajdował się…
-Nie ruszaj tego!- Po szklarni rozniósł się krzyk Dracona, który próbował ostrzec Puchona.
Niestety, było już za późno. Wnykopieniek ożył, gdy różdżka nieznośnego ucznia dźgnęła go w korę. Długi, kolczasty pęd wyrósł znikąd i zaatakował młodszego chłopaka, raniąc go w ramię. Materiał szaty zaczął przesiąkać krwią, a chłopak zbladł, gdy zauważył strużki krwi lecące po jego palcach. Pani Sprout podbiegła do chłopaka i szybko posadziła go na krześle obok. Na jej twarzy widniało zdenerwowania, a w oczach kryła się istna panika.
-Hermiono!- Krzyknęła, a dziewczyna po chwili pojawiła się tuż obok nauczycielki.
Jej wzrok próbował za wszelką cenę skupić się na twarzy kobiety, jednak świadomość, że jej kolega jest ranny, nie pomagała jej w tym. Z jej twarzy zniknął cały kolor, a dłonie drżały z przerażenia. Wspomnienia… one…
-Muszę iść z Erniem do Skrzydła Szpitalnego- oznajmiła i złapała chłopaka, podciągając go do góry. Już po chwili znaleźli się przy wyjściu.- Jesteś Prefektem Naczelnym, zajmij się nimi i przypilnują, aby dokończyli swoje zadanie.
Hermiona sztywno skinęła głową i zwróciła się w stronę uczniów. Wszystkie pary oczu wpatrzone były w nią. Oczekiwali na dalsze instrukcje. Pomimo tego, że Hermiona była w ich wieku, czuli do niej respekt. Zdołała pokazać, że zdolności, jakie posiada oraz wiedzę, jaką nabyła, czynią ją wręcz niepokonaną.
-Słyszeliście panią Sprout- zdołała wydobyć z siebie głos.- Do pracy!
Pomimo tego, że starała się zabrzmieć donośnie i pewnie, czuła, że nie wszyscy odebrali to właśnie tak. Oczy jednego z uczniów spoczęły na niej, wiercąc w niej dziurę. Odważyła się zmierzyć go wzrokiem, jednak, gdy zauważyła te brązowe, puste oczy, które patrzyły na nią bez wyrazu. Przeszedł ją dreszcz. Pragnęła ominąć ich szybko, jednak jego głos sprawił, że musiała się zatrzymać.
-Czy mogłabyś nam pomóc Hermiono?- Spytał. Delikatnie. Bez nutki nienawiści. Po prostu.
Spojrzała na niego, a na jego ustach pojawił się przepełniony ironią uśmiech.
-Wydaje mi się, że radzimy sobie bardzo dobrze- usłyszała głos za sobą. Draco.-Czy masz problem z odróżnieniem rośliny Khal?
Daniel niechętnie przeniósł wzrok z Hermiony na Dracona i zmarszczył czoło. Uśmiechnął się słabo i skinął w stronę Zabiniego.
-Ani ty, ani twój przyjaciel nie okazujecie zbytnio chęci współpracy, dlatego chyba muszę zgłosić się po nowego towarzysza. Czy nie jesteś przypadkiem bez grupy Hermiono?
Na policzkach dziewczyny pojawił się niechciany rumieniec. Otworzyła już usta, aby odmówić, jednak ubiegł ją Draco, który odsunął ją na bok i przybliżył się do chłopaka. Hermiona jeszcze nigdy nie widziała żeby był, aż tak zdenerwowany. Nawet wtedy, gdy pobili się na korytarz. Teraz wręcz kipiał ze złości. W jego oczach widziała czystą nienawiść. Nie mogła uwierzyć, że tu chodziło tylko o nią i o pytanie Daniela. Za tym musiało się kryć coś więcej. Bez zastanowienia wkroczyła między dwójkę i rozdzieliła ich od siebie. Czuła jak uczniowie przyglądają się im z zaciekawieniem. Nie mogła pozwolić, aby na jej warcie stało się coś złego.
-Draco idź do siebie i zajmij się zadaniem- zaczęła, lecz gdy zauważyła jego zdziwione spojrzenie, dodała ciszej.- Proszę… Nie chcę mieć problemów.
Blondyn skinął głową i odszedł niezadowolony. Nie spuszczał jej jednak z oczu. Ona natomiast zwróciła się w stronę Daniela, który nadal spokojnie wpatrywał się w nią.
-To jak będzie z tą pomocą?- Spytał.- Przecież każdy dobrze wie, że dla ciebie to błahostka, a ja chyba mam problem z zielarstwem. Może gdybym podszedł do pani Sprout i powiedział, że nie chciałaś mi po…
-Przestań!-Podniosła głos i fuknęła zdenerwowana.- Pomogę ci, dobrze? Ale w zamian masz mi i Malfoyowi dać spokój.
-Obiecuję- zaczął, po czym dodał.- Jeśli to ty do mnie nie przyjedziesz pierwsza…
-O to się nie martw- warknęła i zwróciła swój wzrok na listę, którą chłopak przygotował.
Przejrzała ją dokładnie i sięgnęła po pióro. Jego notatki były schludne i uporządkowane. Miał prawie wszystko, czym miło zaskoczył Gryfonkę. Do każdej rośliny zrobiła jeszcze po jednym podpunkcie i oddała listę chłopakowi.
-Brakuje ci jeszcze opisów wyglądu- zaczęła.- Ale do tego chyba już mnie nie będziesz potrzebował.
Daniel uśmiechnął się delikatnie, a Hermiona nie zauważyła w jego uśmiechu ironii. Był to dziwny, szczery uśmiech, którym pierwszy raz została obdarowana przez tego Ślizgona. Odwróciła od niego wzrok i spojrzała na innych uczniów. W pomieszczeniu panowała istna duchota. Każdy, co po chwile wycierał czoło, po którym spływały kropelki potu. Hermiona podwinęła rękawy swojego swetra, narzekając w myślach, że nie ubrała na siebie czegoś cieńszego, wiedząc dobrze, że dwie godziny będzie musiała spędzić w szklarni. Większość pozbyła się już ciepłych ubrań, jednak trójka Ślizgonów, przy których stoiku się znajdowała, nie zrobiła tego. Pomimo tego, że pot płynął po ich czołach, a ubrania coraz bardziej przylegały do ich ciał… oni pracowali nadal. Zmarszczyła czoło i przyjrzała się uważnie Draconowi. Nagle jej wzrok zawędrował na lewe przedramię. Biała koszula mogła ukrywać znak, jednak jego kontur stawał się coraz to bardziej widoczny. Przeniosła wzrok na Daniela. Lewe przedramię zasłaniał czarny sweter, przez który nie miała możliwości spojrzeć. Pomimo tego, że nie była pewna swoich racji, serce w jej środku zaczęło mocniej bić.

***

Zaraz po obiedzie wszyscy uczniowie ruszyli pędem do swoich dormitoriów, aby zabrać z nich wszystko, co uważali za potrzebne. Hermiona założyła na siebie ciepłą kurtkę, na uszy czapkę, a na ręce wełniane rękawiczki, które kiedyś zrobiła dla niej kochana Molly. Zbiegła po schodach, a z jej ust nie schodził uśmiech. Postanowiła sobie, że to popołudniu minie jej bez żadnych zmartwień. Będzie to po prostu miły wieczór z przyjaciółmi. Najpierw jednak będzie musiała zamienić kilka słów z Harrym. Spięła się na samą myśl, jednak zacisnęła dłonie w pięści, dodając sobie odwagi. To przecież Harry… jej przyjaciel. Jest dla niej jak brat. Jeśli potrzebuje wsparcia, jej zadaniem jest danie mu go.
Wybiegła ze szkoły i zatrzymała się przy murku, przy którym zazwyczaj spotyka się z przyjaciółmi. Oparła się o niego plecami, a ręce założyła na piersi, aby stworzyć nikłą ochronę przed zimnym wiatrem. Nie musiała długo czekać. Już po chwili zauważyła w tłumie burzę rudych włosów, upiętych w wysokiego kucyka. Ciągnęła za rękę niskiego chłopaka, któremu z nosa cały czas spadały okulary. Hermiona poczuła się lepiej, widząc, że na jego ustach widnieje uśmiech.
-Hej Herm!- Ruda mocno przytuliła ją do siebie.- Długo czekasz?
Starsza Gryfonka pokręciła głową i zwróciła swój wzrok na przyjaciela. Gryfon przyglądał się jej niepewnie.
-Mogę go porwać na chwilę?-Spytała Ginny, na co ta przytaknęła energicznie głową.
Hermiona złapała Harryego pod ramię i uciekła z nim przed ciekawskimi spojrzeniami uczniów. Usiedli na jednym z wolnych parapetów. Hermiona podciągnęła swoje nogi do klatki piersiowej, a Harry nerwowo wykręcał swoje palce.
-Ja… przepraszam cię Hermiono- zaczął, czym zdziwił swoją towarzyszkę.- Wiem, że nie powinienem oceniać go tak szybko. Na rozprawie dałem mu drugą szansę, a ostatnio zachowałem się jak głupek. Ludzie mówią…
-Wiesz, że zawsze mówią- przerwała mu, a w jej głosie słychać było delikatną nutkę gniewu. Gdy zaczęła mówić ponownie, starała się ją zamaskować.- Ile razy o tobie pisali jakieś niestworzone historię w Proroku? Pamiętasz jak na piątym roku nikt ci nie chciał uwierzyć? Jak wszyscy wymyślali swoje wersje wydarzeń? Tak było, jest i będzie…
-Wiem Hermiono… ja wiem.
-Draco naprawdę się stara- zaczęła mówić z determinacją.- Dałeś mu szansę, więc i ty z niej skorzystaj. Porozmawiaj z nim! Przekonaj się, że nie jest już tą samą osobą.
Harry pokiwał głową. Nastała cisza. Potrzebna cisza. Musieli przemyśleć swoje słowa. Musieli rozważyć wszystkie myśli, które zdołały napłynąć im do głowy. Nie było w niej niczego niezręcznego. Była potrzebną przerwą, którą obie strony wykorzystały.
-Ja jeszcze raz cię przepraszam- zaczął i zwrócił się do dziewczyny.
-Wiesz, że tu nie chodzi o to- przyznała, lecz nie potrafiła powstrzymać uśmiechu, który pchał się jej na usta.- Cieszę się, że w końcu zrozumiałeś.
Nagle usłyszeli głos Filcha, który oświadczył, że uczniowie mogą już wychodzić ze szkoły. W tym samym momencie zeskoczyli z parapetu. Jednak, gdy już mieli iść, Hermiona pociągnęła Harryego za rękaw i zatrzymała go jeszcze na chwilę.
-Harry…- zaczęła tym razem. Zwróciła swój wzrok w jego stronę i dopiero, gdy on spojrzał na nią, zaczęła mówić ponownie.-Czy coś się dzieje? Martwimy się, że…
-Wszystko jest w porządku Herm- uśmiechnął się smutno.- Po prostu dużo spraw zebrało się na raz i… muszę sobie to wszystko poukładać.
-Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć?- Spytała.
Harry posłał jej szczery uśmiech, po czym przytulił ją do siebie. Poczuła jego typowy zapach i zaśmiała się pod nosem. Pasta do polerowania miotły, landrynki i słodkie perfumy, które dostał od Ginny. Chłopak oderwał ją od siebie i spojrzał na nią zdziwiony.
-Po prostu się cieszę, że sobie wszystko wyjaśniliśmy- odpowiedziała i ponownie przytuliła się do przyjaciela.
Wiedziała już od początku ich drobnej sprzeczki, że za niedługo się pogodzą. W końcu byli jak rodzeństwo. Pomimo tego, że non stop dochodzi po między nimi do sprzeczek, zawsze się godzą, ponieważ kochają się z całego serca. Cieszyła się, że ma przy sobie takiego brata, takiego przyjaciela.

***

Hogsmeade pękało w szwach. Z cichego i spokojnego miejsca zmieniło się w przetłoczoną wioskę, gdzie uczniowie ledwo mieścili się w sklepach. Już z oddali było słychać śmiechy oraz głośne rozmowy. W powietrzu unosił się zapach prażonych kasztanów, które sprzedawane były na ulicach. Wydawać się mogło, że nagle cała wioska ożyła. Jednak było to błędne. Z daleka od zgiełku, który panował w centrum, ciągnęły się zaśnieżone uliczki, do których nikt nie zaglądał. Dzisiaj jednak stał się wyjątek. Wysoki chłopak szedł przez jedną z takich uliczek, zostawiając ślady ciężkich butów na śniegu. Zostawił gdzieś za sobą cały zgiełk, który zapanował w wiosce i udał się do wyznaczonego miejsca. Gospoda pod Świńskim Łbem jak zawsze świeciła pustkami. Gdyby nie to, że była najbezpieczniejszym miejscem na spotkanie, chłopak nigdy by nie postawił tutaj nogi. Gdy tylko wszedł do pomieszczenia do jego nosa dotarł odór alkoholu, który mieszał się z zapachem zgnilizny. Zakrył nos czarnym szalikiem i skierował swoje kroki jak najszybciej do oddzielnego pomieszczenia. Uchylił drzwi, a przez szparę zauważył jego dzisiejszą towarzyszkę. Pomimo panującego zimna miała na sobie krótką spódniczkę. Wysokie kozaki sięgały jej za kolana, a gołą nogę przykrywał jedynie cienki płaszcz, który miała narzucony na różową bluzę. Mimowolnie przewrócił oczami, po czym zamknął za sobą drzwi. Nie ściągnął z siebie kurtki. Temperatura w pomieszczeniu równała się temperaturze na polu. Zajął miejsce przy jedynym stoliku w pomieszczeniu i poluźnił szalik, który wbijał się w jego szyję. Rzucił okiem po całym pomieszczeniu, a na jego ustach pojawił się grymas obrzydzenia. Na ziemi walały się resztki jedzenia, a plamy po napojach przyklejały się do podeszw butów. Parapety wyścielała warstwa kurzu, a same okna pokrywały ogromne pajęczyny. Szkło natomiast pokrywał mróz, tworząc na nim przeróżne kształty. Chłopak przerwał swoje obserwację i zwrócił swój wzrok na dziewczynę, która przyglądała mu się z niecierpliwością. Nie przeszkodziła mu jednak, co pokazało, że się go obawia. I słusznie- przeszło mu przez myśl. Dziewczyna pod wpływem jego wzroku zaczerwieniła się na policzkach i sięgnęła po szklankę z napojem. Na jego ustach pojawił się grymas. Wskazał palcem na szklankę, która leżała przed nim.
- Myślisz, że będę z tego pił?- Spytał, siląc się na uprzejmy ton głosu.
Z dziewczyną łączyły go tylko interesy, lecz dzięki jej determinacji i informacji, mógł dojść o wiele dalej niż bez niej. Dziewczyna odłożyła szklankę z hukiem na stół i zmierzyła go wzrokiem.
- Umyłam je wcześniej zaklęciem- warknęła pod nosem.-Możemy już przejść do rzeczy?
Chłopak siknął głową i machnął ręką, pokazując tym, aby ona zaczęła.
- Wiesz, że Draco chcę zaprosić na bal tę szlamę?
- Już mówiłaś o tym wcześniej- westchnął znudzony.- Podobno miałaś coś innego, niż żałosne podsłuchiwanie Dracona z Zabinim w skrzydle.
Brunetka zmarszczyła czoło i łypnęła na niego groźnie. Była świadoma tego, że łączą ich tylko interesy. Miała już jednak czasami dość jego władczego zachowania, lecz… ich współpraca za niedługo miała się skończyć i to z wielkim hukiem. Dla dobra sprawy, nie skomentowała jego wrednego komentarza i ponownie wróciła do swojej opowieści.
- Najwyraźniej jest przekonana, że Draco ją zaprosi, dlatego odrzuca każde zaproszenie. Nie wiem, co on widzi w tej brzydkiej szlamie, jest tylko…
- Do rzeczy Pansy!- Oburzył się, na co dziewczyna fuknęła tylko gniewnie.
- Jeśli mamy ich rozdzielić, to trzeba się śpieszyć. Bal jest tuż, tuż… i najlepsza okazja, jaka może się nadarzyć… będzie jutro.
- Impreza u Slughorna- dopowiedział, a ona skinęła głową.
- Będziemy musieli działać szybko- oznajmiła, a jej drobna dłoń uderzyła w stół.- O taktyce już rozmawialiśmy, zostały jeszcze drobne szczegóły.
- Mianowicie?
- Tak jak prosiłeś- uśmiechnęła się i wyjęła z kieszeni płaszcza małą karteczkę.- Hermiona Granger. Nie było to łatwe, bo młody Puchon strasznie się uparł, że chcę zrobić jej prezent, lecz dla chcącego nic trudnego.
Na ustach Ślizgona pojawił się wredny uśmiech. Rozwinął kartkę i przyjrzał się koślawemu pismu nauczyciela. Jej imię i nazwisko widniało na skrawku papieru. Schował je od razu do kieszeni kurtki.
- Zamówiłam już to, o co prosiłeś- zaczęła mówić ponownie, wyciągając skrawek papieru, na którym widniało zdjęcie, wycięte z magazynu.- Powinno pojawić się z samego rana.
- A jeśli nie?- Zmierzył ją wzrokiem, unosząc brew do góry.
- Na pewno będzie- złapała w dłoń szklankę i upiła z niej kilka łyków napoju.- To wszystko z mojej kwestii. Mów lepiej jak ci idzie przyjaźń ze złotym chłopcem?
Kącik jej ust powędrował do góry. Uwielbiała tą część planu. To miało być jej show. Dzięki temu, ona zyska swojego ukochanego, a on… będzie miał tę szlamę. Nie obchodziło jej, czemu tak bardzo chłopakowi na niej zależy, ani co z nią zrobi jak już ją zdobędzie. Dla niej liczył się Draco.
- Opornie, lecz prowadzi w dobrym kierunku- odpowiedział.-Za niedługo załatwię ci hasło.
- Mam nadzieję, że się pośpieszysz. Nie mamy dużo…
- Czasu-dopowiedział za nią i wstał od stołu.- Tak, wiem.
Wyszedł za nim mogła cokolwiek odpowiedzieć. Zostawił po sobie jedynie nieruszony napój oraz zapach drogich, męskich perfum. Pansy pomimo tego, że całe swoje serce oddała Draconowi, poczuła w nim mocne ukłucie. Co, jak co, ale Daniel Khal potrafił sprawić, że nawet ona poczułaby do niego coś więcej. Gdyby tylko chciał…

***

Hermiona opadła na krzesło w pubie i westchnęła zmęczona. Zakupy z tą parą równały się ciągłemu chodzeniem od innego sklepu do innego. Tam gdzie Ginny czuła się jak w raju, Harry błagał, aby ta męczarnia jak najszybciej się skończyła. I na odwrót. Hermiona jedynie człapała za nimi, a jej myśli błądziły wokół prezentu, który miała sprawić przyjacielowi. Znalazła go dopiero w ostatnim sklepie, gdzie para w końcu była zgodna. Nowo otwarty salon mioteł i gadżetów był wypchany po brzegi. Dzięki temu Hermiona zwinnie złapała jedną z książek o taktyce oraz rękawice zrobione z elastycznej skóry smoka. Cały tydzień nasłuchiwała się o tym jak jego rękawice powoli się wycierają, dzięki temu w końcu będzie mogła na to poradzić. Prezent bezpiecznie spoczywał na samym dnie torby, na której użyła zaklęcia zmniejszająco-zwiększającego.
-Co zamawiasz Hermiono?- Usłyszała głos przyjaciółki.
Szybko zerknęła na kartkę, którą trzymała w dłoniach i stuknęła palcem w wybrane miejsca.
-Poproszę piwo kremowe i szarlotkę z dużą ilością cynamonu- uśmiechnęła się w stronę kelnera, który później zniknął z ich zamówieniem.

Ginny sięgnęła w stronę swoich zakupów i wyciągnęła ponownie z kwadratowego pudełka śliczną, kremową sukienkę, sięgającą jej do kolan. Przejechała dłonią po ozdobionym kryształkami dekolcie w serduszko, po czym zjechała niżej na jedwabisty materiał, którym wykończony był dół. W jej oczach iskrzyły się iskierki szczęścia. Hermiona pomimo tego, że nie podzielała pasji przyjaciółki, co do ubrań, w tej sprawie rozumiała ją idealnie. Ta sukienka uratowała jej życie. Szata, którą dostała od matki… była dla niej najgorszym nieszczęściem. Gryfonka wiedziała, że przyjaciółka chce, aby ten wieczór był idealny. Wtedy, na czwartym roku, nie poszła z Harrym. Teraz… mogła przeżyć to ponownie z odpowiednią osobą. Jej myśli powędrowały w stronę blondyna. Bal zbliżał się wielkimi krokami, a on nadal nie odważył się jej zaprosić. Zaczęła się nawet obawiać, że nie ma on takiego zamiaru. Chociaż… czemu ona tego oczekiwała od niego? Owszem byli ze sobą blisko, lecz może pocałunek w skrzydle nie znaczył dla niego tyle ile dla niej? Przerwała swoje przemyślenia, gdy pojawił się przed nią pucharek ze słodko pachnącym piwem oraz ciasto, które wypełniło pomieszczenie zapachem jabłek i cynamonu. Upiła kilka łyków, po czym wciągnęła się w rozmowę z przyjaciółmi. Nawet nie zauważyli, kiedy zrobiło się ciemno, a knajpa prawie opustoszała. Rozmowa kleiła im się jak nigdy. Każdy, chociaż zmęczony przez wracające wspomnienia, zdołał wyciągnąć z głębi siebie iskierkę radości, którą podzielił się z innymi. Hermiona uśmiechnęła się na myśl, że u niej ta iskierka przerodziła się już dawno w płomień. A winien tego był pewien Ślizgon, o którym nie mogła przestać myśleć. 

  • Jest to najdłuższy rozdział, który pojawił się na tym blogu! Boję się jednak, że pomimo tego, że starałam się napisać go długiego, to gdzieś zagubiłam się w pisaniu. Sama nie wiem. Pisało mi się ciężko. W pewnych chwilach pisałam nawet z przymusu. Moja wena robiła sobie ze mnie żarty i powstało takie coś. Mam jednak cichą nadzieję, że się Wam spodoba! Piszcie w komentarzach swoje opinie! 
  • Druga kropka! To musi oznaczać coś złego i... poniekąd jest. Jak każdy wie wakacje powoli dobiegają do końca. Co za tym idzie, ponownie muszę powiedzieć "Witaj szkoło!" i odstawić na bok moją historię. Sierpień był moim przełomowym miesiącem, w którym dodałam 5 notek! Musicie się jednak przygotować, że od początku roku szkolnego będę dodała rzadziej. Będę się starać utrzymać przy dwóch rozdziałach na miesiąc, lecz nie wiem jak ciężko będzie w tym roku. Proszę więc o wyrozumiałość :)

niedziela, 23 sierpnia 2015

—24. I don't wanna be left for my demons to find



Zaraz po lekcjach dwójka Ślizgonów wybrała się na spacer. Było to dość dziwne, ponieważ od początku swojej znajomości, nigdy nie wpadł im do głowy taki pomysł. Wtedy woleli siedzieć w Pokoju Wspólnym Slytherinu i pić Ognistą. Jednak to już nie były te czasy.
Teraz… śnieg skrzypiał im pod nogami, a twarze oświetlało popołudniowe słońce, które postanowiło przez moment wyjść zza śnieżnobiałych obłoków. Szli ramię w ramię. Ubrani po uszy w ciepłe rzeczy. Rozmawiając o rzeczach ważnych, jak i tych nie ważnych. Zabini zdawał się słuchać wywodu Dracona odnośnie najnowszej taktyki na mecz, lecz jego myśli zaprzątała jedna osóbka. Uśmiech mimowolnie wypłynął na jego usta. Malfoy spojrzał na niego podejrzliwie i założył ręce na piersi.
-Słuchasz mnie w ogóle?!- Wybuchnął w końcu, gdy po chwili ciszy, Zabini nadal kiwał głową, przedstawiając, że wszystko rozumie.
-Oczywiście, że tak!-Oburzył się i spojrzał na przyjaciela z przymrużonymi powiekami.
-Coś mi się nie wydaje przyjacielu…-westchnął, odpuszczając.- Zaproś ją w końcu! Jeśli nadal będziesz taki… zmartwiony i cichy, nie wytrzymam tego i rzucę się z wieży astronomicznej. Chcesz tego?
Zabini zaśmiał się serdecznie, po czym klepnął Dracona w ramię.
-Wyświadczyłbyś światu przysługę- odpowiedział ironicznie i ponownie się zaśmiał, gdy zauważył morderczy wzrok przyjaciela.- No może prócz jednej osoby…
Spojrzał na niego wymownie i skierował wzrok w stronę ławki, na której siedziała Hermiona. Po jej obu stronach znajdowały się Ginny oraz jedna z Gryfonek, której Draco nie kojarzył. Dziewczyny zawzięcie dyskutowały na jakiś temat, pokazując sobie jakieś wycinki z gazet. Gryfonka natomiast czytała książkę, która spoczywała na jej kolanach, ignorując zmieszanie wokół niej. Wyczuwając natarczywe spojrzenie chłopaków, podniosła głowę i zmarszczyła czoło. Oczekiwała odpowiedzi. Draco wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko, po czym wraz z przyjacielem ponownie rozpoczęli swoją wędrówkę. Śnieg coraz bardziej przeszkadzał im w poruszaniu się. Jednak pomimo wielkich zasp Ślizgoni nie zrezygnowali ze swojej trasy. Potrzebowali spokoju. Potrzebowali ciszy. Draco spojrzał na przyjaciela i westchnął głośno.
-Wiesz, że nie uciekniesz od tego tematu…- przerwał ciszę.- Możesz mnie zwodzić, lecz nie będziesz tego robił w nieskończoność.
Zabini słysząc jego słowa, westchnął zrezygnowany. Wiedział, że jego przyjaciel nie wytrzyma długo. Jednak nie chciał mówić mu kim jest jego wybranka. Pomimo tego, że Draco się zmienił, nie wiedział jak zareaguje na jej osobę. Hermiona miała na niego dobry wpływ, ale tutaj chodziło o nią, a Ślizgon nie chciał postawić jej w takiej sytuacji. Nagle wpadł na pomysł.
-Na balu…- wyszeptał, dziwiąc tym przyjaciela.
-Co na balu?
-Poznasz ją na balu- powiedział pewniej.- Zaprosiłem ją, a ona się zgodziła. Tobie radzę zrobić to samo, dopóki jeszcze masz czas.
Zabini uśmiechnął się znacząco, co jednak Ślizgon skwitował cichym fuknięciem. Brunet doskonale wiedział, że przy ludziach Malfoy będzie musiał się pilnować. Bal był najlepszą okazją na ich poznanie. Potem… potem to już nie będzie miało znaczenia. Draco będzie musiał ją zaakceptować i wspierać go w tym. Tak jak on pomagał mu z Hermioną.
-Skończ lepiej temat balu!- Odparł zdenerwowany.- Mam już go po dziurki w nosie. Mamy problem z dostawcami oraz spieramy się z wyborem zespołu na bal.
-Zespołu? Przecież to oczywiste, że najlepsze by były Hobogobliny!- Odparł oburzony.
-Dokładnie!- Ucieszył się, że znalazł kogoś, kto podziela jego zdanie.-Lecz Hermiona upiera się przy Głosie Serca. Czy ty to rozumiesz? Przecież tam śpiewa ten udawany wampir!
Zabini chwilę nic nie odpowiedział. Po chwili wzruszył ramionami.
-Głos Serce w sumie też może być dobry-powiedział spokojnie, obawiając się wybuchu przyjaciela, który, jak się spodziewał, nastąpił od razu.
Malfoy zaczerwienił się na twarzy, zacisnął usta w wąską kreskę, a jego brwi ułożyły się groźnie.
-I ty przeciwko mnie!-Krzyknął, a jego dłonie wystrzeliły w górę.
-Są teraz sławni…-zaczął.-Dużo ludzi ich słucha i może… może lepiej iść w gusta tłumu niż w pojedynczych jednostek.
Draco wymamrotał coś niezrozumiałego pod nosem, jednak po chwili przystanął i schował się za murek. Pociągnął Zabiniego za sobą, a ten wydał z siebie zgłuszony okrzyk. Draco szybko pokazał mu, aby się nie odzywał i wychylił się zza murku. Zabini poszedł w jego ślady. Już po chwili ich oczom ukazała się dwójka uczniów, których nie spodziewali się spotkać razem. Harry szedł nerwowo, cały czas potykając się o własne nogi. Spoglądał na wyższego z towarzyszy i mówił do niego. Brzmiał piskliwie. Draco pomyślał, że jeszcze nigdy nie widział go tak niepewnego i zdenerwowanego, lecz nie dziwił się mu. Jego towarzysz potrafił tak działać na ludzi. Miał wrodzony dar, o którym Malfoy przekonał się na własnej skórze.
-Daniel Khal i Potter?- Wyszeptał zdziwiony Zabini.
Draco pokiwał głową, lecz nic nie odpowiedział. Próbował skupić się na ich rozmowie. Nie podobało mu się to, że się potajemnie spotykają. Jeśli ich kontakty są, aż tak dobre… może to znaczyć, że Hermiona jest w niebezpieczeństwie. Nie ufał Danielowi. Teraz zaczął nie ufać również i Potterowi. Coś mu w tym śmierdziało. Musiał dowiedzieć się o co tutaj chodzi.
Harry zatrzymał się nagle i wymierzył w chłopaka palec. Mówił szybko, lecz jego dłoń cała się trzęsła. Draco nie wiedział czy ze zdenerwowania, czy z powodu zimna. Zdołał usłyszeć końcówkę ich rozmowy, zanim Harry wyminął go i poszedł. Słowa Daniela utknęły mu w głowie i zaczęły rozbudzać w nim obawy.
-Spokojnie…-uśmiechnął się cynicznie w stronę niższego.- Wszystko mam pod kontrolą. O całym planie dowiesz się… niedługo.
Harry przestąpił z nogi na nogę i rzucił ostatnie słowa, odchodząc.
-Robię to tylko dla jej dobra! Jeśli, jeśli… byłeś w błędzie.
Nie dokończył. Odwrócił się i poszedł. Zostawił pustkę, w której groźba wisiała w powietrzu, lecz każdy wiedział, że były to tylko słowa… rzucone na wiatr. Harry był za słaby. Daniel był tym silnym. Był tym, którego każdy musi się obawiać. I w tym momencie Draco uświadomił sobie jedno. Był tym, który może być dla Hermiony największym zagrożeniem. Nie Śmierciożercy. Nie wredni uczniowie. On…
Pomimo wcześniejszych wydarzeń, myślał, że Daniel sobie odpuści. Wkurzy ją kilka razy, tak jak on miał kiedyś w zwyczaju i w końcu mu się to znudzi. Lecz on się nie nudził. Nie odpuszczał.
Draco musiał dowiedzieć się o nim wszystkiego. To była sprawa najwyższej wagi. Chodziło tu o Hermionę. Jego Hermionę.

***
Kiedy wrócił do ich salonu, ona już siedziała na kanapie. W ręce trzymała książkę, którą dostali od dyrektorki i przeglądała propozycje zamówień. Na pergaminie zapisywała dane ofert, które wydawały się jej najkorzystniejsze. Zauważyła go dopiero, kiedy przysiadł obok niej i zabrał z jej kolan książkę. Ułożył ją na swoich i sprawdził wybrane przez nią oferty.
-Czerwone?- Spojrzał na nią i uniósł brwi.- Nie zgadzam się na żadne czerwone dodatki, kwiaty czy cokolwiek. Wiem, że twoje gryfońskie ja nie może się powstrzymać, lecz tym razem… będzie neutralnie.
Hermiona fuknęła pod nosem i przyjrzała się mu bliżej. Pomimo tego, że zachowywał się normalnie w jego oczach zauważyła coś, co potwierdziło jej obawę. Coś się wydarzyło, a on próbował to zamaskować. Jak zawsze.
-Co powiesz na biel?- Spytał i wskazał jeden z wybranych wariantów.- Białe lilie w bukietach na stolikach. Prószący śnieg z sufitu. Lodowe rzeźby. Prawie tak samo jak na czwartym roku. Wygląd pozwoli wrócić do lepszych czasów, gdy jeszcze nie było… zagrożenia.
Hermiona nie odpowiedziała. Cały czas jej oczy świdrowały w nim dziurę, próbując wydobyć z niego odpowiedzi. Nie mógł jej na to pozwolić. Odłożył książkę na stół i zabrał kartkę z danymi.
-Pójdę wysłać do nich sowę- oznajmił i wstał z sofy.-Miejmy nadzieję, że odpowiedzą szybko, wtedy…
Przerwał, gdy poczuł jak jej dłoń łapie jego. Drobne palce zaplatały się o jego i mocno ścisnęły. Czuł ciepło, które przepłynęło przez jej ciało, do jego. Odwrócił się i wtedy zauważył te piękne, czekoladowe oczy, które wpatrywały się w niego natarczywie. Przyciągały go i sprawiały, że prawie się poddał. Jednak jej bezpieczeństwo mogło wnikać z niewiedzy. Gdyby dowiedziała się, że Harry knuje coś ze Ślizgonem, bezzwłocznie by się do niego udała. Mogłoby to wyjść jej na dobre, lecz mogło to wyjść również za złe. Nie chciał ryzykować. Za bardzo się o nią bał. Uśmiechnął się w jej kierunku, chcąc pokazać, że wszystko jest dobrze, jednak ona nie dała się zwieść. Pociągnęła go za dłoń, a on upadł na kanapie. Nie zwolniła uścisku. Nadal trzymała go za dłoń, a on cieszył się z tego jak małe dziecko.
-Co się stało Draco?- Spytała w końcu, przerywając ciszę. Pokręcił głową, lecz zaczęła ponownie.- Przecież widzę! Wiesz, że mi możesz wszystko powiedzieć.
Draco wzruszył ramionami. Czuł się jakby był postawiony pod mur. Musiał do zaraz coś wymyśleć, aby nie dać Hermionie jeszcze większych podejrzeń.
-Staram się zaprosić pewną dziewczynę na bal- wypalił, a na jej policzkach pojawił się delikatny rumieniec.
Nie uszedł jego uwadze, pomimo tego, że szybko go ukryła. Spojrzała na niego podejrzliwym wzrokiem.
-I co?- Spytała, a w jej głosie pojawiła się ironia.-Czyżby Draco Malfoy obawiał się, że ta dziewczyna mu odmówi?
Draco zaśmiał się bez krzty wesołości. Poczuł natomiast jak w jego żyłach zaczyna szybciej pulsować krew, a jego dłonie zaczynają się pocić. Szybko wyszarpnął z jej uścisku swoją dłoń i wstał. Zdziwiona Gryfonka wodziła za nim wzrokiem, nie wiedząc, o co mu chodzi. Draco zbliżył się do wyjścia, lecz odwrócił się przed nim.
-Wiem, że nie odmówi-powiedział pewny swojej racji.- Chcę  po prostu, aby było idealnie.
Zanim Gryfonka zdążyła mu odpowiedzieć, zniknął zza przejściem i zostawił ją samą z natłokiem myśli. Czuła się głupio. Może to wcale nie ją próbował zaprosić? Może niepotrzebnie wchodziła na tak delikatny temat? Podwinęła kolana i położyła na nich swoją brodę. Musiała zająć czymś myśli, lecz jak na złość całą jej pracę zabrał Malfoy. Sięgnęła, więc po podręcznik do eliksirów, która znajdował się na stoliku i zaczęła po raz kolejny czytać ten sam temat. Nie zaszkodzi jej przypomnieć sobie kilku wiadomości.

***

Drobna, ruda osóbka kroczyła gniewnie do gabinetu profesora Slughorna. Pomimo odrzucenia jej propozycji przez dyrektorkę, nie zamierzała się poddać. Bal, dla każdej dziewczyny, był dniem wyjątkowym. A ona w końcu mogła go spędzić z równie wyjątkową osobą, którą był Harry Potter. Jej chłopak. Mimowolnie na jej ustach pojawił się delikatny uśmiech, a w oczach zaiskrzyła szczera miłość. Szybko jednak pokręciła głową i przybrała poważna minę. Nie mogła pozwolić sobie, aby coś mogło zepsuć jej ten wspaniały wieczór. A jej jedyną przeszkodą była szata wieczorowa, którą podarowała jej mama. Ten przebrzydły kawałek materiału dręczył ją po nocach. Musiała udać się do wioski, nie tylko po wmarzone słodycze, lecz również po wymarzoną sukienkę. Miała coraz mniej czasu. Gdy skręciła w drogę do gabinetu profesora, jakaś dłoń chwyciła ją mocno za ramię i pociągnęła w kąt korytarza. Pomimo siły, którą posiadała, chociaż nie było tego po niej widać, nie dała rady swojemu oprawcy. Z niezwykłą lekkością przeniósł ją na lewo i schował ją za swoim rozłożystym ciałem. Jej wzrok utkwił najpierw na godle Slytherniu, a przez jej ciało przeszedł dreszcz. To nie wróżyło niczego dobrego. Przełknęła ślinę i zebrała się na odwagę, aby spojrzeć uczniowi w twarz. Nie była, aż tak niska, lecz przy nim musiała zadrzeć głowę do góry, aby móc mu się przyjrzeć.
-Malfoy?!-Zdziwiła się.
Blondyn wydał z siebie zduszony jęk, jakby uświadamiając sobie, z kim ma do czynienia, chociaż to on sam zaatakował ją na korytarzu.
-W tej chwili masz mnie puścić, bo jak nie…
-To co karzełku?- W jego głosie pobrzmiewała kpina, jednak po chwili grymas z jego twarzy zniknął.- Mam sprawę.
-I myślisz, że ci pomogę? Zapomnij.- Spróbowała go wyminąć, jednak on zagrodził jej drogę.
-Ginny…-westchnął zirytowany.- Naprawdę nie mam się, do kogo z tym zwrócić. Jesteś jedyną osobą, która może mi pomóc.
Rudowłosa spojrzała na niego zdziwiona, jednak z jej twarzy nie zniknęło podejrzenie. Pomimo zapewnień Hermiony nadal nie ufała w pełni Ślizgonowi. Założyła ręce na piersi i kiwnęła głową.
-Zgoda…-przyznała, lecz szybko potem zaczęła mówić ponownie.- Lecz jeśli to ma być coś co mogło by mi zaszkodzić, czy coś…
-Obiecuję, że nic z tych rzeczy- zaczął, a ona kiwnęła głową, aby kontynuował.- Chodzi o Hermionę.
Twarz Ginny momentalnie pobladła, a krew w jej żyłach zaczęła buzować. Jeśli cokolwiek stało się jej przyjaciółce…
-Nic jej nie jest- zapewnił ją blondyn, zauważając jej reakcję.- Mam w stosunku do niej pewne plany, lecz chcę żeby wyszło to jak najlepiej. Potrzebuję kobiecej ręki i przede wszystkim… porady.
-Sprecyzuj to Malfoy!- Fuknęła zdenerwowana.- Nie mam całego dnia! Muszę jeszcze porozmawiać z profesorem Slughornem o wyjściu do wioski przed balem.
Na ustach Ślizgona pojawił się przebiegły uśmiech.
-W takim razie każda strona będzie miała z tego układu korzyści- powiedział, a ona zmarszczyła czoło, nie rozumiejąc, o co mu chodzi. Szybko zaczął tłumaczyć.- Jestem w Klubie Ślimaka. Jeśli napomknę, że niektórzy uczniowie muszą wyjść do wioski, aby zrealizować jego wspaniały plan bycia Mikołajem, to na pewno się zgodzi. W końcu nie wyczarują ot tak jakiegoś wyszukanego prezentu.
Na ustach Gryfonki pojawił się uśmiech.
-A, więc słucham cię Malfoy… jaki masz problem?
Draco przez moment się nie odzywał. W jego głowie panował istny chaos. Wszystko sprzeciwiało się wchodzeniu w układy z Gryfonami, lecz jeśli chodziło tutaj o Hermionę...
Westchnął i przeniósł wzrok na dziewczynę.
-Chcę zaprosić Hermionę na bal. A ty mi w tym pomożesz.

***


Tej nocy patrol przeminął wyjątkowo szybko. Rozmowa z Draconem wydawała się być zwykłą rozmową dwójki przyjaciół, jednak Hermionie nadal nie pasowało jego zachowanie. Był jakiś inny. Ciągle musiała go upominać i nawoływać do porządku, ponieważ gdzieś odlatywał. Pomimo tego, że był z nią fizycznie… psychicznie znajdował się kilometry od Hogwartu. Jej ciekawość oczywiście nie przestawała dawać o sobie znać. Od momentu rozmowy w salonie wszystko w niej wrzało. Musiała się uspokoić, lecz gdy tylko go widziała, wszystko wracało. Zaraz po tym jak wrócili z patrolu, pożegnała go jak najszybciej i zamknęła się w swoim pokoju. Może unikanie go pozwoli jej chwilowo skleić myśli w logiczną całość. Jakże się myliła. Osoba blondyna stała się dla niej jak cień. Był z nią zawsze i wszędzie. Myśli o nim nie przestawały krążyć w jej umyśle, doprowadzając do czystego obłędu. Nigdy wcześniej się tak nie czuła, więc czemu teraz jej umysł i ciało nie mogą się oprzeć samej myśli o nim. Musiała z tym skończyć. Przecież nie mogła pozwolić, aby on nią  zawładną. Nie może. Musi mieć kontrolę. Kontrola to jedyna rzecz, która pozostała jej po wojnie. Będzie się jej trzymała za wszelką cenę. Skinęła głową, przytakując sobie na zaplanowany plan. Z łóżka zabrała swoją piżamę i skierowała się w stronę łazienki. Zamknęła za sobą drzwi, po czym przekręciła klucz również w drzwiach prowadzących do pokoju jej współlokatora. Położyła ubrania obok umywalki, a sama przyjrzała się swojemu odbiciu w lustrze. Zmęczenie dawało o sobie znaki. Późna pora również nie poprawiała jej wyglądu. Ktoś niebojący się mówić prawdy, nazwałby ją w tej chwili chodzącym trupem. Nie myliłby się. Tak się czuła. Westchnęła głośno i zdjęła z siebie ubrania, po czym weszła pod prysznicy. Gorąca woda spływała po jej ciele, sprawiając, że ponownie nabrała kolorów. Potrzebowała tego. Wyszła i szybko owinęła się w puchaty, biały ręcznik. Jednak nadal trzęsła się z zimna. Jednym skinieniem różdżki, którą wyciągnęła z kieszeni spodni, wysuszyła swoje ciało, po czym przebrała się w piżamę. Na zewnątrz wyglądała o wiele lepiej, jednak w środku nadal czuła się… zmęczona. Dziękowała w myślach, że zbliżała się przerwa świąteczna, w której będzie mogła wypocząć. Może nie w Norze, lecz w końcu Hogwart był jej drugim domem. Nigdy nie będzie się tutaj czuła obco. Wyszła z pomieszczenia i rzuciła ubraniami w stronę fotela. One jednak zahaczyły o torbę, która z hukiem opadła na podłogę. Gryfonka warknęła pod nosem i podeszła ku rozsypanych rzeczy. Sprawnie włożyła wszystko z powrotem, jednak pod koniec coś rzuciło jej się do oczu. Biała karteczka, która samotnie plątała się pomiędzy jej podręcznikami. Wyciągnęła ją i otworzyła. Widniało na niej imię i nazwisko. W myślach uderzyła się w czoło za zapominalstwo. Prezent do Klubu Ślimaka! Nie miała wiele czasu, lecz jako prefekt miała możliwość na samotne wyjście do wioski. Zakup nie powinien być trudny, w końcu znała go jak własną kieszeń. Sięgnęła po pióro i pergamin, po czym zapisała na nim kilka pomysłów. Pomimo tego, że nadal się do siebie nie odzywali, ten prezent stał się dla niej ważnym zadaniem. W końcu to chodzi o Harry’ego. Musi postarać się jak najlepiej!

***
Jak w każdy poranek panował gwar, jednak dzisiaj… było inaczej. Uczniowie, aż za bardzo okazywali swoje emocje, rozmawiając głośno i donośnie, nie zwracając uwagi na karcące spojrzenia nauczycieli. Hermiona niepewnie weszła do tej dżungli i natrafiła wzrokiem na przyjaciółkę, która również emanowała radością. Zmarszczyła czoło i podeszła do niej, po czym zajęła miejsce obok. Ginny, gdy tylko zauważyła przyjaciółkę, posłała jej szczery uśmiech i nałożyła na talerz tosty, a do pucharu nalała jej pomarańczowego soku.
-Odwołali lekcje?- Spytała nadal zdezorientowana.
Ruda parsknęła śmiechem, lecz pokręciła głową.
-Nie, nie odwołali. Nie masz się, o co martwić- uśmiechnęła się.- Jednak ogłosili wyjście do Hogsmeade.
Hermiona zdziwiła się wieścią, lecz po części zrozumiała ogólną radość, która zapanowała w Hogwarcie. Wyjścia te łączyły się z wyjściem z murów szkoły, a co za tym idzie, chwilową wolnością od nauki. Wszyscy zapewne mieli jej już po dziurki w nosie.
-Co sprawiło, że zmienili zdanie?- spytała, po chwili ciszy.
-Malfoy-odpowiedziała ruda, jakby nigdy nic.
Hermiona zakrztusiła się sokiem i spojrzała na przyjaciółkę, próbując wychwycić na jej twarzy kpinę. Jednak ona była poważna. Pomimo tego, że jej usta drgały, powstrzymując się od uśmiechu.
-Malfoy?- Powtórzyła.
-Tak. Poszedł wczoraj do Slughorna i powiedział mu, że jego pomysł nie wypali, jeśli nie będą mieli jak kupić prezentów. Staruszek jakby nagle oprzytomniał i zgodził się z nim, po czym poleciał do dyrektorki i nalegał o możliwość wyjścia.
-McGonaglle, jako, że nie chciała wyróżniać tylko kilku uczniów, postanowiła, że wypuści całą szkołę- przerwała jej Hermiona, dodając brakujący element układanki.
-Dokładnie! I tak o to w ten sposób Malfoy stał się bohaterem całej szkoły- zakończyła, a z jej ust nie schodził uśmiech.
-Czyżbyś się do niego przekonała?- Spytała młodszą.
Ginny wzruszyła ramionami, nakładając sobie na talerz trochę jajecznicy.
-Jest w porządku- wyszeptała.- Zmienił się, a ty miałaś rację. Każdemu należy się druga szansa.
Przerwała, gdy na widoku zauważyła Harryego, którego wzrok skierowany był w starszą przyjaciółkę. Hermiona, gdy tylko go zauważyła, poczuła jak każdy jej mięsień się napina. Chłopak jakby zauważając to, odwrócił głowę i zajął miejsce obok Fina, z trzeciego roku. Chłopak niezmiernie ucieszył się widząc swojego nowego towarzysza.
-Harry czuje się winny. Wie, że nie powinien go osądzać. Lecz… to Harry. Wyciągnij pierwsza rękę, bo on…
-Wiem Ginny.- Przerwała jej.- Tylko, że ja też potrzebuję czasu, aby to przemyśleć.



  • rozdział tak jak przewidziałam... jest spóźniony, jednak w tym tygodniu nie miałam zupełnie na nic czasu, a jak już siadałam do pisania... moja wena nie chciała ze mną współpracować. Norma. Wydaje mi się być troszkę chaotyczny i mogą się pojawić w nim błędy, za które przepraszam, ale chciałam go dodać jak najszybciej! Za to mam dla Was małą nagrodę pocieszenia. W momencie, gdy moja wena postanowiła mnie opuścić, zrobiłam oto ten art. Czytajcie, oglądajcie i oceniajcie! :) Czekam na komentarze!