środa, 28 maja 2014

— 5. Lust, hate, desire



Trójka uczniów zajmuje miejsce na wyczarowanych krzesłach przed biurkiem nauczycielki. Każdy zupełnie inaczej podchodzi do tego spotkania. Ron nerwowo bawi się palcami, a jego twarz nadal ma kolor dorodnego buraka. W myślach przeklina blondyna na miliony sposobów, za to w jakim świetle przedstawił go przed jego dziewczyną. Nie może również zapomnieć o czasie wakacji, kiedy… Nie był z Hermioną szczery. Jednak, gdy znowu spogląda na blondyna, jego współczucie od razu znika. Nie powie Hermionie co się stało, chce być z nią szczery, jednak miałoby to za duże konsekwencje dla niego. Dziewczyna rudzielca zakłada nogę na nogę i z podniesioną głową spogląda na każdy ruch profesorki.  W jej oczach można dostrzec skruchę oraz strach przed słowami jej opiekunki. Nie chce stracić tego, na co tak ciężko pracowała przez te wszystkie lata w Hogwarcie. A wszystko przez tych dwóch kretynów, którzy zajmują miejsca po jej obydwóch stronach. Fuka pod nosem, gdy jej podświadomość przypomina, że ona również brała w tym udział. Przecież musiała odpłacić się, za to co zrobił. Przecież to niedorzeczne żeby on pocałował ją. To musi mieć jakieś drugie dno, albo ona już po prostu wpada w paranoję. Kolejny z trójki skazańców rozkłada się na krześle, a ręce wkłada do kieszeni. Cicho pogwizduje pod nosem, zadowolony, że jego plan przebiega tak idealnie. Nie obchodzi go to, że wylądował w gabinecie na dywaniku – ważne, że dopiął swego. Ten pocałunek miał pokazać Wieprzlejowi, że Hermiona zasługuje na kogoś lepszego, a on jest skończonym śmieciem, który tylko bawi się jej uczuciami. To nie tak, że coś się w nim poruszyło i zaczął współczuć dziewczynie. O nie… On tylko uważa, że każda kobieta powinna być traktowana z należytym szacunkiem. Oczywiście w swoich myślach pomija to, że chwila gdy poczuł jej słodkie usta na swoich, spowodowała u niego dziwne uczucie, które rozlało się po całym ciele, tworząc przyjemną falę ciepła. Każdy z uczniów jest tak zajęty myśleniem, że nie zauważa dyrektorki, która w końcu siada na krześle przed nimi. Mierzy ich nerwowym spojrzeniem, a w jej głowie panuje zawzięta walka ze samą sobą. W końcu jej obowiązkiem jest pozbawienie tej trójki odznak. Jaki dają przykład młodszym klasom? Kręci głową z niedowierzaniem. Jednak zatrzymuje ją jedna osoba, która patrzy na nią błagalnym wzorkiem. Tak… Niestety jej najlepsza uczennica również jest wplątana w całą tę intrygę. Wzdycha głośno. Wreszcie wpada na pomysł, który wszyscy odczują na swojej skórze i w końcu zrozumieją, że bycie prefektem to nie przelewki.
- Strasznie się na was zawiodłam - zaczyna. - Bójka na początku roku w wielkiej sali,  a ponadto wszczynają ją prefekci. Jaki przykład dajecie?
Pyta, lecz żadna odpowiedź nie wydobywa się z ust uczniów. Kobieta poprawia swoje okulary i spogląda na kota, który leniwie przeciągnął się obok jej stopy. Uśmiecha się pod nosem, lecz gdy przypomina sobie, że przed nią znajdują się uczniowie, od razu przybiera srogi wyraz twarzy.
- Macie szczęście, że to dopiero początek roku. Próbowałam znaleźć wam już jakieś zajęcie, jednak nikt nie potrzebuje was do pomocy. Oczywiście pomijając pana Filch’a, ale jeśli macie sprawować patrole, to niestety musimy pominąć tę propozycję. Jednak takiego zachowania nie mogę pozostawić bez żadnej kary. - Przerywa i mierzy uczniów wzrokiem przepełnionym mądrością. Jej uwagę przykuwa blondyn, który z zainteresowaniem przygląda się jej gabinetowi i strzela palcami, nucąc jakąś melodię. - Czy ja nie przeszkadzam panu, panie Malfoy?
Wyżej wymieniony przewraca oczami, lecz w końcu swój wzrok zatrzymuje na dyrektorce, która kipi ze złości.
- Powiedzmy, że jest to wasze pierwsze przewinienie w tym roku, więc… Przymknę na to oko i nie odbiorę wam odznak, lecz pamiętajcie, że jeszcze jeden taki wybryk, a cała trójka odda mi je, zanim zdąży powiedzieć słowo „Hogwart”. Zrozumiano? Dodatkowo nie będę was już bronić przed pomocą woźnemu. A coś mi się wydaje, że komnata pamiątek dawno nie była czyszczona.
Uśmiecha się wrednie w stronę blondyna, który wzrusza ramionami. Pozostała dwójka na słowa dyrektorki kiwa sztywno głową.
- Od dziś, przez okrągły miesiąc, będziecie pomagać profesor Galhaei, uczęszczając na jej lekcje OPCM wraz z pierwszoklasistami.
Malfoy chichocze pod nosem, a na szczęście - dla niego -  Minerwa nie słyszy jego reakcji.
- Pani Alba potrzebuje niewielkiej pomocy, przy prezentowaniu zaklęć, czy poprawianiu sprawdzianów i tak dalej. Myślę, a raczej mam nadzieję, że to nie przerośnie waszych możliwości.
Blondyn prycha pod nosem, mierząc opiekunkę Gryfonów złośliwym wzrokiem. Ta tylko uśmiecha się, bo najlepsze zostawiła na koniec.
- Oczywiście, przez taką nagłą zmianę muszę zmienić wasze rozkłady zajęć. Jeśli wszystko ma dobrze funkcjonować to wasze domy muszą mieć wspólnie lekcje. Na pewno wasi koledzy się ucieszą i podziękują wam za zachowanie, które zaprezentowaliście na sali. Już od dawna chciałam wprowadzić małe zmiany, a wy w końcu naprowadziliście mnie na pierwszy krok to takowych zmian.
- Co!? Nie może pani tego zrobić! - Ron podnosi się ze swojego krzesła i gestykuluje nerwowo rękami.
Malfoy chichocze pod nosem. Gdyby nie jego plan, już dawno skoczyłby z mostu, słysząc, że przez cały rok ma męczyć się z tymi palantami… jednak w zaistniałej sytuacji, wychodzi na to, że i dyrektorka mu sprzyja. Uśmiecha się ironicznie do rudzielca, a ten jeszcze bardziej czerwienieje na twarzy.
- Chce pani, żebyśmy się na tych lekcjach pozabijali?!
- Ron! - upomina go Hermiona.
- Dziękuję panno Granger - uśmiecha się do swojej uczennicy. - Nie chcę was pozabijać panie Weasley. Chcę, żeby wasze domy w końcu zeszły ze ścieżki wojennej. Każdy ma już dość waszych wymyślonych sporów. Proszę więc trzymać swoje wzburzone emocje na wodzy, bo zdania nie zmienię. A co do waszego szlabanu… Dodatkowe lekcje Obrony przed Czarną Magią będziecie odbywać podczas okienek lub po lekcjach. Na pewno was o tym poinformuję.
- Ale…- ponownie zaczyna Ron.
- Nie ma żadnego „ale” - odpowiada stanowczo. - Jutro po obiedzie stawcie się w gabinecie profesor Alby i nie chcę już dłużej słychać sprzeciwów.
Ucisza ręką latorośl Weasley’ów, w którym nadal gotują się negatywne emocje. Gdy tylko spojrzy na Malfoy’a, który swój przebrzydły wzrok utkwiony ma w jego Hermionie. JEGO. To… z chęcią ponownie zepsułby mu tę śliczną buźkę. Malfoy również kipi, ale z napływu pozytywnych emocji. Od początku doskonale wiedział, że dzięki wspaniałej kujonicy nie odbiorą im odznak. W końcu Hermiona Granger bez odznaki, to by wywołało niemałe zamieszanie. Nie podoba mu się, że dyrektorka ma swój „wspaniały” plan na pogodzenie ich domów, ale jeśli dzięki temu będzie mógł częściej podokuczać Granger i reszcie… To czemu nie? Widząc co chwilę Wieprzleja na skraju załamania nerwowego, będzie uznawał ten rok za naprawdę udany. Hermiona natomiast zerka na obydwóch chłopaków, którzy mierzą się nienawistnym spojrzeniem, a w myślach ma mętlik. Cieszy się, że to spotkanie skończyło się tylko malutkim szlabanem, lecz lekcje ze Ślizgonami… powodują u niej mieszane uczucia. Nie wie czy wytrzyma tak częste spotykanie się z blondynem. Przecież oni mogą się naprawdę zabić. Nie dość, że on nie wywiązuje się z ich umowy, to jeszcze sprawia jej problemy. W końcu profesor prosi, aby opuścili jej gabinet i wrócili do swoich dormitoriów. Gdy odchodzą trochę dalej, Ron w końcu wybucha;
- Jesteś z siebie zadowolony?! - krzyczy. - Wszystko przez ciebie… Chciałeś nam spieprzyć cały rok. Proszę bardzo! Zrobione, ale masz to jak w banku, że nie podaruję ci tego.
- A proszę bardzo - śmieje się ironicznie blondyn. - Nie mogę się doczekać, może skończy się tak jak rzygałeś ślimakami. To dopiero było widowisko.
Hermiona dotyka ramienia swojego chłopaka i mocno je ściska.
- Ron - szepcze. - Proszę cię, odpuść.
Rudzielec wyrywa rękę z jej uścisku i popycha blondyna na ścianę. Ślizgon uśmiecha się ironicznie w stronę Hermiony.
- Twój chłopak chyba niezbyt cię szanuje, co? - śmieje się, a gdy Ron podnosi na niego rękę, komentuje: - Chowaj te łapska, bo jeszcze sobie zrobisz krzywdę. Było śmiesznie, gdy groziłeś mi jakimiś idiotycznymi zemstami, ale jeśli ja to zrobię, uwierz, że zapamiętasz to do końca życia. Nie muszę użyć siły, aby zostawić na twojej psychice blizny, której nawet w Mungu nie będą umieli wyleczyć.
Odpycha go od siebie i otrzepuje się z niewidzialnego brudu.
- Nie będziesz mi mówił co mam robić - odpowiada, a ręce zaciska w pięści.
- Merlinie ratuj mnie, bo do czynienia mam z kompletnym idiotą - mierzy go wzrokiem. - Nic ci nie każę… Ja tylko ostrzegam. Nie chcę przez twoją głupotę tracić odznaki, więc przemyśl to sobie… Tylko dokładnie.
Uśmiecha się ironicznie. Spogląda na Granger, która mierzy go podejrzliwym wzrokiem.   W końcu od kiedy to Malfoy przepuszcza tak dobrą okazję to naśmiewania się z innych,  a tym bardziej z Ron’a. Dziewczyna widzi w nim pewną zmianę, a dokładniej w jego oczach, które nie patrzą na nią przepełnione nienawiścią, tylko… No właśnie. Blondyn jest jedyną osobą, u której Gryfonka nie może wyczytać żadnych emocji. Draco podchodzi do niej  i szepcze jej do ucha;
- Zostaje mi tylko powiedzieć: do zobaczenia na zajęciach - uśmiecha się i odchodzi.
Hermiona nadal stoi w jednym miejscu, jakby coś przytwierdziło ją do podłoża i nie chciało puścić. Ron łapie ją za rękę i ściska za mocno. Dziewczyna przygląda mu się z wyraźnym zdziwieniem oraz ostrożnością. Dzisiejszy dzień kompletnie wybił ją z rytmu. Tak… Pierwszy raz Hermiona Granger nie wie co powiedzieć.
- Co to miało być?! - unosi głos. - Co się z tobą ostatnio dzieje?
- Co się dzieje ze mną? - pyta urażona.
- Ciągle gdzieś znikasz, chodzisz zamyślona… Obrażasz się o byle co i dodatkowo pozwalasz mu się do siebie zbliżać. To nasz wróg!
- Mój już nie – odpowiada i podnosi głowę do góry. - Zakopaliśmy topór wojenny i tobie również doradzam tę opcję.
- Chyba żartujesz - spogląda na nią z byka. - Robisz mi na złość? Może jesteś na mnie o coś zła? Ginny ci coś mówiła?
- Co? Ron… Nieważne. Proszę cię, przestań. Od dawna nam się nie układa. Nie wiem co spowodowało tę zmianę, ale przez wakacje oddaliliśmy się od siebie. Myślałam, że jak wrócimy do Hogwartu to uczucia również wrócą, ale myliłam się. Ja… Ja potrzebuję czasu, żeby wszystko przemyśleć.
- Co!? Nie no… Głupoty jakieś dzisiaj gadasz! - wrzeszczy. - Co chcesz przemyśleć?! Przecież wszystko jest idealnie. Ja kocham ciebie, a ty kochasz mnie! Nie pozwólmy, aby naszą relację zepsuł jeden przebrzydły Ślizgon. Chyba mu nie ufasz?! Przecież to jest pewne, że podrywa cię tylko dlatego, żeby coś z ciebie wyciągnąć! Przecież nie kręciłby z jakąś…
- No proszę - zakłada ręce na piersi. - Dokończ, dokończ. Szlamą? To właśnie chciałeś powiedzieć. Jak miło, że w końcu wyznałeś, co tak naprawdę o mnie myślisz Ronaldzie. Mówię to ostatni raz – tak żeby w końcu to do ciebie dotarło. Tu nie chodzi o Malfoy’a. Zrozum w końcu, że również możesz popełniać błędy, a ja nie będę ich zawsze wybaczać. Nie ten!
- Hermiona… - szepcze.
- Nie! - unosi głos. - To koniec Ron… Koniec.
- Mionka - łapie ją za rękę. - Przecież wiesz, że jesteś dla mnie ważna. Broniłem cię dzisiaj, gdy on wymyślał o tobie jakieś brednie. Klei się do ciebie, a ja… Nie mogę na to patrzeć.
- Więc go uderzyłeś - dopowiada. - Tak Ron… Wiem to. Byłam tam. To jest Malfoy… Zawsze taki był, a ty powinieneś nad sobą panować. Taka dobra rada na przyszłość. Ja mam dość. Dość każdej chwili, w której muszę udawać, że wszystko jest dobrze. A ty? Myślisz tylko o sobie… Ron. Gdzie się podział ten chłopak, w którym się zakochałam?
Pyta, a gdy czuje, że po jej policzkach zaraz popłyną łzy, ucieka. Słyszy za sobą jego nawoływanie, lecz ignoruje je. W środku kipi ze złości, lecz również ze smutku. W końcu nie spodziewała się takiego obrotu akcji. Ale jeśli ma być sobą to z osobą, która ją zrozumie, wysłucha i da jej oparcie. A teraz… Ma już dość ciągłego wybaczania oraz cierpienia. Nawet nie zauważa, gdy podchodzi do drzwi prowadzących do dormitoriów. Wyciera rękawem swoją twarz oraz pozostałości po łzach. Wciąga do płuc kilka głębokich wdechów, aż  w końcu wchodzi do środka. Jej wzrok zatrzymuje się na jednym z foteli, na których siedzi blondyn. W ręce – co dziwne - trzyma książkę, a nie szklankę z ognistą. Jego wzrok mierzy ją od dołu do góry i zatrzymuje się na oczach. Zauważa w nich smutek, a później zaczerwienienia obok nich oraz na nosie.
- Płakałaś - stwierdza bardziej, niż pyta.
- Nie twoja sprawa - opowiada.
Przechodzi koło chłopaka, lecz gdy chce go ominąć, przeszkadza jej w tym jego ręka, która zaciska się na jej nadgarstku. Chłopak przybliża się do niej, a swoje ręce kładzie na jej talii.
- Przepraszam, jeśli zrobiłem coś źle - szepcze do jej ucha.
Hermiona odpycha go od siebie i oddala się o kilka dużych kroków. Spogląda na jego bladą twarz, po której błąka się teraz światło ogników z kominka. Jego oczy ponownie emanują dziwnym blaskiem, który jest dla Gryfonki czymś interesującym. Sekundy mijają, a ona nadal nic nie mówi. Chce go okrzyczeć za to co robił w sali, za jego obojętność w gabinecie i za wkurzenie jej chłopaka… Byłego chłopaka, ale żadne słowa nie wydobywają się z jej ust. Wie, że poniekąd dzięki niemu zauważyła, że nie może żyć w toksycznym związku, że ponownie chciała poczuć się wolna i kochana, a nie zależna od jego decyzji. Uśmiecha się delikatnie, a na czole blondyna pojawia się zmarszczka. Gryfonka zapamiętuje ten delikatny ruch twarzy, który u niego oznacza zaciekawienie oraz zdumienie.
- Nie umiesz wywiązać się z umowy, co? - pyta. - Zmieńmy ją trochę i zacznijmy wszystko od nowa.


* * *

Hermiona wchodzi pod wanny. Odkręca kilka kurków, z których zaczyna lecieć  kolorowa woda. Jedna z nich pachnie lawendą, a inna natomiast świeżo skoszoną trawą i cytryną. Jej zmysły rozluźniają się po tak długim i męczącym dniu. Poranek i od razu kłopoty, później Ron - którego woli nie wspominać - i lekcje, dłużące się w nieskończoność. W końcu czas na błogie lenistwo. Uśmiecha się do siebie i postanawia okręcić jeszcze jeden kurek, przez który powstaje więcej baniek, pachnących różami. Kładzie głowę na ręczniku, który położyła obok wanny i odpręża się. Oczywiście, jej myśli wracają do niebieskich oczu Dracona, które tak dziwnie spoglądały na nią, na każdej lekcji. Czuła się nieswojo, w końcu pierwszy raz taka sytuacja ma miejsce. On patrzy na nią i to nie z nienawiścią. Cały dzień zachowywał się tak normalnie - najwidoczniej zaczął ich umowę traktować na serio. Nie nazwał jej ani raz szlamą, a Ron… Tak. I tu jest między nimi różnica. Ten wredny Ślizgon wie jak się zachować w każdej sytuacji, a Ron… Nie radzi sobie, gdy jest zdenerwowany.
Gdy woda robi się zimna, szybko wychodzi z niej i zakłada na siebie piżamę. Wszystkie rzeczy wrzuca do swojego pokoju i dopiero wtedy otwiera drzwi od strony blondyna, przez które już po chwili wchodzi on. Uśmiecha się do niej, a ona to odwzajemnia.
- Dobranoc Malfoy - mówi.
- Dobranoc Granger - odpowiada.
Uśmiechnięta pada na łóżko. Jej myśli wirują w kółko, a ona nie może przestać czuć tego dziwnego uczucia, które wypełnia jej ciało. Spogląda na lusterko i zauważa, że na jej policzkach pojawiły się dwa rumieńce. Karci się za to w myślach.
- Przecież to tylko Malfoy - szepcze.
Przypomina sobie jego pocałunek. Jego delikatne usta, które złączyły się z jej. Nie wiedziała wtedy, że to zrobi. Była tak zdumiona, że nie zdążyła zareagować od razu. Dopiero chwilę potem jak zaczęła rozpływać się w jego uścisku, zrozumiała, że to on. Łapie się za głowę, a jej podświadomość karci ją za zachowanie nastolatki. Uśmiech nadal nie schodzi jej  z twarzy. Wie, że nie pozbędzie się go tak szybko. Wtula się w kołdrę i wciąga nosem śliczny zapach. Nagle powstaje pytanie, które zaczyna ją nurtować: A jeśli jutro wróci stary Malfoy?
Zaprzecza głową. Zauważyła w nim dziś człowieka, który ma uczucia i potrafi wstawić się za nią. Nawet uświadomić jej w jakim toksycznym związku żyła.
Pierwszy dzień nauki minął, a ona nadal nie ma zamiaru uciec. Czy to podstęp? Nie… Ma jedynie nadzieję, że kolejny dzień przyniesie jej przyjemne wspomnienia. A gorąca plotka  o niej i o Malfoy’u powoli przycichnie. Chociaż… Uśmiecha się do siebie. Czy nie lepiej podniecić ten ogień, który już i tak grzeje za gorąco. Zamyka oczy, wymyślając wredny plan, który zaskoczy pewnego blondyna i da mu nauczkę za dzisiejsze przedstawienie, które urządził jej w wielkiej sali.



Draco po szybkiej kąpieli zakłada na siebie spodnie od dresu i przegląda się w lustrze. Pierwszy raz nie poznaje chłopaka, który stoi przed nim. Widzi delikatny uśmiech i iskierki radości w oczach. Domyśla się, kto spowodował tę zmianę, jednak nie chce przyznać, że to prawda. Coś jednak ciągnie go do jej pokoju, próbuje przełamać tę potrzebę, jednak wszystko na marne. Puka do drzwi, a gdy nikt mu nie odpowiada naciska na klamkę, która – o dziwo – nie jest zablokowana. Mija chwila, gdy jego oczy przyzwyczajają się do ciemności. Wtedy zauważa ją, wtuloną w jedną z poduszek. Blondyn uśmiecha się mimowolnie. Ciągnięty przez jakąś niewidzialną siłę, podchodzi do niej i przykrywa ją kołdrą, aby nie zmarzła. Przez chwilę patrzy na jej twarz; spokój i radość, która maluje się na niej, daje mu nadzieję, że jednak wszystko się ułoży. Porusza się delikatnie, a jeden kosmyk jej włosów opada na twarz. Malfoy stoi przez chwilę w bezruchu, aby nie obudzić współlokatorki, lecz po chwili dotyka jej policzka, który jest przyjemnie ciepły. Bierze w palce jej włosy i zakłada za ucho. Gryfonka ponownie się porusza, więc chłopak ucieka szybko do łazienki, a potem przez drzwi w niej do swojego pokoju. Rzuca się na łóżko i rozgląda na około. Wygląda dokładnie tak samo jak dziewczyny obok, jednak różni się barwami - u niego dominują zimne kolory. Patrzy jeszcze przez chwilę na baldachim, myśląc o niej. W końcu po paru minutach odpływa do krainy snów.


* * *

Błoga cisza panuje w obydwóch dormitoriach. Jednak Hermiona nie może spać spokojnie, przewraca się na boki i mamrocze pod nosem. Czuje, jak kropelki potu spływają jej po czole oraz plecach. To znowu się dzieje, powróciło to, czego najbardziej się bała. Ponownie spotyka się z nią we śnie. Nie wytrzymuje już bólu, który zadaje jej kobieta, więc zaczyna krzyczeć. Wszystko jest ponad jej siły. Chce umrzeć, chce żeby cały ten koszmar się skończył.
Gdy Draco słyszy głośny krzyk od razu wstaje z łóżka, rozgląda się dookoła przypominając sobie, gdzie się znajduje.
- Granger - szepcze i szybko wybiega przez drzwi.
Dziękuje w myślach, że dziewczyna zapomniała zabezpieczyć swoich drzwi zaklęciem                       i wyciszyć pokoju. Podbiega do jej łóżka i przygląda się jej, gdy rzuca się po łóżku, krzycząc i mamrocząc. Nie wie co robić. W końcu pierwszy raz ma ochotę komuś pomóc i to bez wzmianki o odpłacie. Siada na skraju łóżka i łapie ją za rękę. Jego dotyk powoduje, że jej oddech normuje się oraz z jej ust nie wydobywają się już krzyki. Blondyn obejmuje ją ramieniem i szepcze do ucha słowa pocieszenia, gdy nagle jej oczy się otwierają.
- Malfoy? - pyta cicho, a w jej głosie czuć nutkę ulgi.
- To tylko sen, tylko sen - szepcze do niej.
Gryfonka jest tak zmęczona, że nie zwraca uwagi na to, że jej głowa powoli opada na jego ramię, a jego ręce mocniej oplatają ją w pasie.
- To było tak prawdziwe - odpowiada zachrypniętym głosem,  a z jej oczu powoli zaczynają lecieć łzy. Jedna po drugiej spadają na goły tors blondyna, powodując u niego dreszcze. Przytula ją do siebie jeszcze mocniej. Nadal zastanawia się czy dobrze robi, ale na pewno nie zostawi jej teraz samej. Byłaby to najgłupsza rzecz, którą by wymyślił.
- Cii - szepcze jej do ucha. - Spróbuj zasnąć. Będę tu z tobą. Obiecuję, że już nic złego się nie stanie.
- Nie dam rady - przerywa. - Za bardzo się boję.
- Podobno Gryfoni nigdy nie tchórzą - docina jej.
Jej oczy spoglądają w jego, po chwili na jej ustach pojawia się delikatny uśmiech,  a na policzkach robią się małe dołeczki, których przedtem Malfoy nigdy nie zauważył.
- Dziękuję ci, że mi pomagasz - odpowiada i kładzie swoją głowę na jego klatce piersiowej. Jej oddech staje się miarowy i powoli zaczyna się uspakajać. Już po chwili zasypia. Blondyn delikatnie gładzi jej włosy, przed oczami przelatuje mu widok jej czerwonych oczu,  a w uszach słyszy jej krzyk. Przypomina sobie ten dzień, kiedy nie zrobił nic, aby ją uratować Pozwolił, aby jego ciotka ją torturowała… Na jego oczach działa się ta tragedia. Jego spojrzenie od razu kieruje się w stronę jej przedramienia. Napis ‘szlama’ nadal na nim widnieje. Ślizgon czuje wielką gulę w gardle, gdy spogląda na swoją rękę, gdzie widnieje czarny znak. Jaki był głupi, żeby za namową ojca włączyć się do armii Voldemorta. Idiota.. Idiota! Spogląda ponownie w jej stronę. Śpi tak beztrosko, wygląda tak delikatnie, jakby nawet dotknięcie mogło ją zranić, a przeszła tyle złego. Przytula się do niej i wciąga nosem jej śliczny zapach. Draco w tej samej chwili uświadamia sobie, że jego plan zaszedł za daleko. Chciał się z nią tylko przekomarzać. Chciał, żeby było jak dawniej, kiedy codziennie sobie dogryzali. Jednak co takiego się zmieniło, że to już nie jest możliwe? Boi się, że stał się słaby. Za słaby, aby okazać nienawiść. Stracił tyle i po co mu to było? Chyba potrzebuje zmiany. Potrzebuje wejść na inną ścieżkę, która doprowadzi go do szczęścia, o którym tak bardzo marzy.







  • na początku rozdział chce zadedykować Sofi , która codziennie wspiera mnie i chwali oraz dzięki niej mam wiele pomysłów na kolejne rozdziały. Dziękuję! Jesteś kochana :* Teraz rozdział... wiem, że na pewno niektórych wkurzy to, że oni już sobie okazują emocję. A właśnie, że nie! Pokazują swoje słabości, a druga osoba po prostu próbuje pomóc. Kolejną niezbyt pozytywną sprawą jest to, że w poniedziałek jadę na obóz naukowy i nie będzie mnie , aż 4 dni. Tak , więc nie bójcie się, że Was zostawiłam (czy coś takiego), lecz następny rozdział pojawi się na pewno  trochę później :) Dziękuję za Wasze opinię pod poprzednim rozdziałem, na prawdę zaskoczył mnie tak duży odzew i to pozytywny! :D

wtorek, 20 maja 2014

— 4. Night, black and white



Oczy obydwu uczniów powiększają się do wielkości galeonów. Nie spodziewali się, że zastaną tak olbrzymi salon i to z takimi udogodnieniami. Hermiona wchodzi dalej i okręca się dookoła, oglądając swoje nowe miejsce zamieszkania. Porównuje je do pokoju wspólnego  Gryffinoru i musi stwierdzić, że od niego salon jest o wiele, wiele większy. Opada na czarną, skórzaną sofę, która stoi pośrodku pomieszczenia.
- No nieźle - tylko tyle jest w stanie powiedzieć.
Na jej ustach ciągle widnieje wielki uśmiech. Draco siada koło Gryfonki i spogląda na nią. W jej oczach wirują wesołe ogniki, a policzki różowieją. Co się dziwić… W końcu dormitorium jest wspaniałe. Koło sofy stoi mały, drewniany stolik ze szklaną wstawką  w blacie. Na nim zaś leży kilka książek, które od razu wzbudzają zainteresowanie Hermiony. Za nimi, między dwoma oknami, wstawiona została biblioteczka, zrobiona z tego samego drewna co stolik i barek, który znajduje się przed sofą obok kilku zielonych foteli. Nieopodal  wbudowany został kominek, a na nim kilka zapalonych świec, które oświetlają ciemne pomieszczenie. Na prawo od sofy znajdują się drzwi. Jedne prowadzą do pokoju Hermiony; pośrodku nich znajduje się dumny, wyrzeźbiony lew, a obok nich pokój Dracona, na których również wisi rzeźba, lecz pełzającego węża. Pomiędzy nimi stoi wielkie, czarne pianino. Prefekci spoglądają na nie ukradkiem, lecz żadne nie nadmienia o nim nic, a nic.
Gryfonka nagle wstaje z kanapy i podchodzi do okien, odsuwa zielone zasłony, tak, aby do pomieszczenia wleciało trochę słońca. Jakaż jest jej mina, gdy zauważa widok zza okna. Siada na parapecie i rozmarzonym wzrokiem zaczyna wyłapywać każdy element krajobrazu. Tafla jeziora jest lekko wzburzona przez chłodny wietrzyk, a księżyc zachodzi za jedną   z deszczowych  chmur.
- No nieźle - powtarza jej słowa i zajmuje miejsce naprzeciwko.
- Tego się nie spodziewałeś, co? - pyta i uśmiecha się, gdyż wie, że to będzie jedno z jej ulubionych miejsc w Hogwarcie.
Blondyn kręci głową, zaprzeczając. Ona chichocze pod nosem. Również nie wiedziała, że tak będzie wyglądało jej nowe lokum. Owszem, wiele razy słuchała zachwalania Percy’ego, jednak brała to przez pół. W końcu brat Ron’a nie jest zbyt prawdomówną osobą.
- Chodźmy zobaczyć pokoje - blondyn przerywa ciszę.
Gryfonka kiwa głową i zeskakuje z parapetu. Rusza do drzwi z herbem jej domu i łapie za klamkę. Chwilę się wacha… nie wie czy tam również będzie tak wspaniale jak tu. Jednak, gdy Malfoy spogląda w jej oczy, obydwoje naciskają rączkę  i wchodzą do środka. Dziewczyna na początku zerka nieśmiało, a po chwili na jej twarzy ponownie pojawia się wielki uśmiech. Naprzeciwko niej stoi olbrzymie łóżko z baldachimem w odcieniu czerwieni, w niektórych miejscach można zauważyć również złotą nitkę. Na kamiennych ścianach wiszą flagi z herbem jej domu, a przy nich kilka pustych ramek, czekających na wypełnienie ich zdjęciami. Do łóżka dołożone są dwa stoliki nocne, a każdy z nich ma kilka szufladek. Po prawej stronie w ścianie wbudowane zostało wielkie okno z widokiem tak wspaniałym, jak w salonie. Parapet wyściełany jest brązowym kocem, a na nim położone są kolorowe poduszki we wzory. Koło niego stoi niewielka biblioteczka zapełniona różnymi dziełami. Na lewo od niej spora szafa, przy której czekają na nią bagaże. Prawie całą podłogę zajmuje wielki, brązowy dywan o delikatnych włóknach. Ostatnią rzeczą, która rzuca jej się w oczy są drzwi, przez które właśnie wchodzi Dracon. Uśmiech szybko zamienia się w grymas.
- Myślałem, że to moja garderoba - narzeka.
- Co? Księżniczka nie zmieści się w szafie? - odgryza mu.
Draco chce powiedzieć coś jeszcze, jednak powstrzymuje się i zachowuje swoją uwagę dla siebie. Jego stan konta powoli zmniejsza się z dnia na dzień. Wszystko przez ojca, który narobił tyle długów, że trudno mu teraz je spłacić. Po Hogwarcie od razu zacznie pracować, by wyjść na prostą i przeszłość zostawić daleko w tyle.
Wkłada ręce do kieszeni i rozgląda się po pomieszczeniu.
- Ale tu… gryfońsko - stwierdza, po czym zostaje uderzony jedną z poduszek. - Ej!
- No co? - pyta niewinnie. - Czego się spodziewałeś? Jestem Gryfonką. Myślałam, że minęło już tyle lat, że w końcu sobie to uświadomiłeś.
- Ha, ha - wykrzywia usta w grymasie. - Naszej kujonce coś się język wyostrzył.
- Może troszeczkę - śmieje się.
Mija go, delikatnie uderzając ramieniem. Gdy wchodzi do pomieszczenia, przez które wszedł blondyn, zapiera jej dech w piersiach. Jej oczom ukazuje się olbrzymia i przestronna łazienka w morskich kolorach.  W pomieszczeniu uwagę przykuwa wanna, którą można już zaliczyć do basenu. Pośrodku niej znajduje się metalowa rura, a z niej wychodzą małe kraniki, każdy odpowiada za inny zapach, kolor bąbelków, piany czy też balsamu.
- Zmieniłbym kolor na trochę ciemniejszy… Ten wygląda jakby ktoś tu zwymiotował - mówi jej do ucha, a dziewczyna prycha pod nosem.
Obraca się do niego, a za ucho zakłada pasmo włosów, które opadło jej na twarz.
- Zawsze na wszystko patrzysz tak negatywnie? – pyta, a ręce kładzie na biodra.
- Taka już moja natura, kobieto - uśmiecha się. – A teraz wyjdź bo mam zamiar zrelaksować się w tej oto wannie, a mi ty przeszkadzasz.
 - To także moja łazienka, Malfoy - warczy.
- Jeśli chcesz, to możesz zostać - mówi i przybliża się do niej tak, że ich ciała prawie się stykają.
Wpatrują się przez moment w swoje oczy, lecz Gryfonka przerywa to głośnym prychnięciem.
- Nie myśl sobie za dużo - mówi i wychodzi z pomieszczanie, trzaskając drzwiami.
- A może ja właśnie to lubię - śmieje się do siebie, gdy dziewczyna znika z jego pola widzenia.


* * *

Budzi ją dźwięk zaczarowanego budzika, który gra dla niej jedną z najbardziej wkurzających, mugolskich piosenek, jakie słyszała w życiu. Przeciera oczy i uśmiecha się delikatnie, gdy przypomina sobie, gdzie się znajduje. Własne dormitorium. Pierwsza nos spędzona  w Hogwarcie. I pomyśleć, że minęła ona bez niechcianych koszmarów, które prześladują ją od czasu wojny.
- Może nie będzie aż tak źle - szepcze i powoli wstaje ze swojego łóżka.
Bierze szybki prysznic, ubiera się w spodnie oraz szarą bluzę, a na to zakłada szatę z godłem jej domu oraz przypinką prefekta. Gdy otwiera drzwi, przypomina sobie, że jej życie ma jednak pewien mały szczegół, który nie jest jej na rękę: Malfoy. Szybko przelatuje wzorkiem po salonie, niestety, jej spojrzenie zatrzymuje się na jego blond włosach, które wystają znad oparcia kanapy. Idzie kilka kroków i zauważa, że jej towarzysz trzyma w ręce szklankę, wypełnioną do połowy bursztynowym płynem.  Przeklina w myślach, że akurat teraz Malfoy musiał urządzić sobie cichą libację ze swoją przyjaciółką Ognistą. Szatynka prostuje się jak najszybciej. Chce przejść obok blondyna niepostrzeżenie, lecz jej plan już chwilę później kończy się fiaskiem.
- Nie gryzę - śmieje się ironicznie.
- Zawsze wolę być przygotowana na wszystko - odpowiada, a na jej ustach pojawia się grymas.
- No tak… wróciła nudna Granger - warczy. - Chwalcie niebiosa, bo już myślałem, że trzeba będzie cię wysłać do Munga.
- O mnie się nie martw - odpowiada mu.
- Załatwione - uśmiecha się i wypija zawartość szklanki. - Przyłączysz się, czy nadal będziesz próbowała wyjść niepostrzeżenie?
- Nie mam zamiaru towarzyszyć ci w twoich mini imprezach - mówi. - Mam tylko jedną sprawę, na której zależy nam obojgu.
- Mów, mów - chichocze. - Zaciekawiłaś mnie…
- Przemyślałam twoją propozycję…- zaczyna. - Chcę żeby ten rok był w końcu normalny. Nie wchodźmy sobie w drogę. Chwilowe zawieszenie broni, co ty na to?
- Chwilowe powiadasz - uśmiecha się. - Mnie pasuje.
Szatynka uśmiecha się delikatnie, spogląda jeszcze przez chwilę na chłopaka, który znów zapełnia swą szklankę. Obraca się i odchodzi na korytarz, szybkim krokiem rusza w stronę Wielkiej Sali. Trochę myślała nad tą decyzją. Musiała zrezygnować z „nowej” znajomości Granger-Malfoy, ponieważ każdy dobrze to wie… Nie wróży to nic dobrego. Jedynym rozwiązaniem będzie unikanie siebie i to właśnie postawi sobie jako pierwszy punkt w liście spraw do wykonania.

Draco wypija napój, który zaczyna piec go w przełyku. Cholerny nawyk, który podczas wojny dawał mu ukojenie. Dziś nawet gdyby wypił kilka butelek ognistej, jego umysł nie zdoła pozbyć się tej upierdliwej panny-wszystko-wiem-wszystko-umiem. Jego oczy mierzą cały czas zamknięte drzwi, przez które przed chwilą ona wyszła. Czuje w środku, że coś mu nie pasuje. Wie, że sam zaproponował jej ten układ w pociągu, ale teraz… Jakoś nie wszystko zbiera mu się do kupy. Cały rok bez dokuczania świętej Granger. Mają się omijać… Jak?! Mieszkają w jednym pomieszczeniu. Skończy się na tym, że ta księżniczka wystawi grafik odnośnie pobytu w łazience czy w salonie. O nie! Na to nie pozwoli. Wstaje szybko z kanapy i idzie w ślady swojej współlokatorki, a w myślach układa plan.



* * *

 Wchodzi do wielkiej sali i zauważa swoich przyjaciół, którzy wesoło gawędzą przy stole. Siada koło Ron'a, a chłopak delikatnie całuje ją w policzek i uśmiecha się do dziewczyny. Hermiona chwilę milczy. Zachowanie jej chłopaka zawsze było dziwne. Na początku wpadał w złość, osądzał ją o zdradę, a potem jak gdyby nigdy nic, zawsze całował  ją w policzek, aby wybadać grunt. Szatynka przypomina sobie dzień rozprawy Dracona, na której pierwszy raz była świadkiem takiego zachowania swojego chłopaka.





Zebranie kończy się, a ona jak najszybciej opuszcza salę. Chce przemyśleć niektóre wątki                 w swoim życiu i osądzić samą siebie za takie zachowanie na rozprawie. Gdy minister wydał werdykt, nagle pojawiły się w niej wyrzuty sumienia. Czy dobrze zrobiła ratując ich wroga przed Azkabanem? Zrobiła to tak pochopnie... Nawet nie pomyślała jakie mogą być tego skutki. Ona, Hermiona Granger, pierwszy raz w życiu niczego nie przemyślała kilka razy, tylko od razu postanowiła działać. Ma nadzieję, że wszystko ułoży się dobrze. 
Znajduje ławkę koło wejścia do Departamentu i wzdycha. W ministerstwie nie widać ani żywej duszy. Każdy czarodziej po wojnie jest tak zajęty naprawianiem szkód, że nie ma czasu nawet na kilka minut przerwy na kremowe piwo. Nigdy by nie pomyślała, że w takim miejscu może być tak cicho…A jednak jest. Nagle ktoś się do niej przysiada. Ruda czupryna skrywa całą czerwoną twarz, dzięki której Hermiona wie, że Ron nadal jest zły.
- Coś ty najlepszego zrobiła?! - warczy, przerywając ciszę.
- Uratowałam mu życie - odpowiada ze spokojem, chociaż w środku jej wnętrzności robią fikołka. 
- Powinien zginąć, Hermiona. Zgnić w Azkabanie tak jak jego ojciec. W końcu rodzina mogłaby się szczycić tą "sławą" , którą mieli przez swoje marne życie. Ile razy nas obrażał? Ile razy cierpiałaś przez jego słowa? Nie widzisz, że jest nic nie warty. Nawet jego matka wolała się nadal ukrywać, niż przyjść na jego rozprawę. Mieliśmy ustanowić sprawiedliwość! Po to była ta rozprawa! A teraz...
- Skończ! - podnosi głos. - Ty nic nie rozumiesz...
Wzdycha i wstaje z ławki. Staje naprzeciwko rudzielca i mierzy go wzrokiem. W oczach chłopaka zauważa ogniki złości, co oznacza, że ich kłótnia będzie trwała, aż któraś ze stron powie o kilka słów za dużo. 
- Nie chcę się kłócić - odpowiada, aby rozluźnić atmosferę. - Wiesz, że...
- Nie! - przerywa jej. - Tu jest o co się kłócić. Zawaliłaś... I to po całości. 
Hermiona zerka z niedowierzaniem na swojego chłopaka. Jej podświadomość uderza się otwartą dłonią w czoło i narzeka na jego głupotę. Hermiona warczy pod nosem. 
- On uratował Harry'ego. Nie wydał nas... Dobrze wiesz, że moje zaklęcie nie było aż tak dobre, aby zatuszować bliznę czy rysy twarzy. Wiedział, że to my... Że to Harry… - robi przerwę, aby pozbyć się łez, które napływają jej do oczu. - Życie za życie. 
- Nigdy nie byliśmy mu nic winni - unosi głos. - Przez niego zginął Fred, Remus, Tonks... wymieniać dalej? Czy reszty już nie pamiętasz... zachowujesz się jakby ich śmierć nic dla ciebie nie znaczyła. To były bliskie mi osoby, a ty ich mordercę  puszczasz wolno! 
- Opanuj się, Ron. Zapędzasz się za daleko...- wciąga powietrze. - Myślisz, że nie mam uczuć, czy co?! A tu cię zaskoczę... Mam! Każdą stratę bliskich odczułam tak samo jak ty! Moi rodzice zaginęli, nie mogę ich odnaleźć, a ty mi mówisz, że nic to dla mnie nie znaczy. Przesadzasz! Śmierć ich wszystkich spowodował Voldemort, a nie Malfoy. On nikogo nie zabił. 
 - Miona... Czy ty siebie w ogóle słyszysz? - kręci głową. - Masz chyba klapki na oczach, że nie zauważasz jakim on jest człowiekiem... Nawet nie wiem czy zasługuje na to miano. To jest potwór, Hermiono. Nie zmieni się! Kompletnie cię nie rozumiem. Obiecał ci coś... Pieniądze? A może wolisz go ode mnie?
- Przesadziłeś - warczy. - Jak możesz mnie podejrzewać o takie rzeczy! To już jest chore Ronald... Chore! Kocham cię, a ty... Zawsze szukasz drugiego dna! Mam już tego dość... 
Podnosi ręce do góry w geście poddania. Odwraca się od chłopaka i odchodzi. Słyszy za sobą jego nawoływania. Ignoruje je. Jej podświadomość chodzi w kółko i powtarza - "szybko się opamiętał". Szatynka zgadza się z nią, a  z jej oczu powoli zaczyna spadać coraz większa ilość łez. W jej głowie krąży jedno, natarczywe pytanie: czy było warto?
Uświadamia sobie, że znajduje się w wielkiej sali, do której właśnie wchodzi Malfoy. Jego wzrok mierzy ją w dziwny sposób, że aż po jej plecach przechodzą dreszcze. Kręci głową, aby pozbyć się jego widoku. Przecież każda jej kłótnia z rudzielcem była właśnie przez niego. Każdy zarzut zdrady zawsze zmierzał w kierunku blondyna, a wszystko przez tą cholerną rozprawę. Nie wie, czy była dla Rona za dobra, gdy zawsze kiedy przychodził do niej  z kwiatami i całował ją w policzek, wybaczała mu. Słabość? Nie chciała kłótni, ale i tak jej przebaczanie dużo nie zmieniło.
- Halo! Ziemia do Hermiony - ktoś krzyczy jej do ucha.
- Przepraszam, zamyśliłam się - odpowiada, a na jej policzkach pojawiają się dwa szkarłatne rumieńce. - Coś mnie ominęło?
- Ogłosili nabory do drużyn oraz zarządzili grafik treningów i meczy - mówi   z podekscytowaniem ruda. - Już nie mogę się doczekać meczu ze Slytherinem!
Ron śmieje się głośno.
- Będzie to dla nas bułka z masłem. Wczoraj opracowaliśmy strategię, która da nam przewagę od pierwszej minuty.
Hermiona uśmiecha się jedynie i kiwa głową. Nie chce być niemiła, jednak quidditch to nie jej bajka. Nakłada sobie na talerz trochę jajecznicy i dłubie w niej widelcem.
- A właściwie to czemu nie wróciłaś wczoraj do wieży Gryffindoru? - pyta Harry.
- Martwiliśmy się o ciebie. Chcieliśmy pójść już do Mcgonagall, ale gdy tylko otworzyliśmy wyjście, przybyła kotka Filch'a. Chyba się na nas uwzięła...- kończy swoją wypowiedź Ron, po czym gryzie duży kęs kiełbaski.
Podświadomość Gryfonki przewraca oczami oraz zawzięcie powtarza, że Ron najbardziej martwił się ze wszystkich. Oczywiście z drobną nutką ironii w głosie.
- Tak bardzo was przepraszam. Kompletnie zapomniałam wam powiedzieć. Dyrektorka przydzieliła mi osobne dormitorium. Byłam tak zmęczona, że od razu położyłam się spać.
Ponownie na jej policzkach pojawiają się rumieńce.
- To wspaniale! - klaszcze ruda. - To kiedy robimy imprezę?
Hermiona chce już odpowiedzieć, że nie jest to możliwe, gdy przerywa jej Ron.
- Szkoda, że tylko prefekci naczelni mogą mieć takie udogodnienia - warczy. - Przecież ja... Jako prefekt również powinienem mieć osobne dormitorium.
- Ty się lepiej zajmij nauką Ron, a nie rozmyślaniem - śmieje się Ginny.
- Ale poczekaj. Jeśli prefekci naczelni dostają osobne pokoje... To znaczy, że..
- Brawo! - słyszą ironiczny głos za sobą.
Wszyscy jak na komendę odwracają się do tyłu. Mierzą Malfoy'a wrogim spojrzeniem, jedynie Miona nie rozumie tej sytuacji. Przecież miał być spokój! Każda cząstka jej ciała chce mu o tym przypomnieć, lecz w ostatniej chwili się powstrzymuje.
- Czego tu szukasz? - warczy Ron. - Chyba pomyliły ci się stoły.
- Nie, Weasley - odpowiada i uśmiecha się wrednie. - Wszystko czego szukam jest tutaj.
Swoje spojrzenie kieruje na szatynkę,  która już któryś raz z kolei strzela buraka. Ron wstaje od stołu i uderza dłonią w klatkę blondyna.
- Zostaw ją w spokoju! - warczy, a cała sala nagle cichnie, aby przyjrzeć się nowej sprzeczce Złotego Tria przeciwko królowi Slytherinu.
- Och! To wasza kochana Granger wam nic nie powiedziała? - śmieje się i ponownie spogląda na Gryfonkę. - Tu będzie problem... Mamy wspólne dormitorium... więc przykro mi Wpierzlej, ale twoją miłością będziesz musiał się podzielić.
Ron czerwienieje na twarzy jeszcze bardziej. Widać, że jeszcze słowo, a zaraz nie wytrzyma.
- Zostaw go - podchodzi do Gryfona, łapie go za ramię i delikatnie ściska. - Przecież wiesz, że on to robi specjalnie...
- No właśnie.. Robię to specjalnie - śmieje się. - Aby pokazać ci jak naprawdę powinno obchodzić się z dziewczyną. Jeszcze chwila, a twoja ukochana wyfrunie od ciebie wprost  w moje ramiona.
W rudzielecu w końcu puszczają wszystkie blokady. Uderza blondyna w twarz. Chłopak  upada  na posadzkę wielkiej sali, a z jego nosa zaczyna lać się krew. Hermiona jak skamieniała spogląda na całe zamieszanie. Widzi kątem oka, że podąża do nich kilka nauczycieli ze srogimi minami.
- Wspaniale! - warczy do swojego chłopaka. - Po co to zrobiłeś?! Musisz nad sobą panować.
Szatynka kuca przy blondynie i jednym zaklęciem naprawia mu złamany nos. Ich spojrzenia się łączą, przez ułamek sekundy próbują rozszyfrować zachowanie drugiego. Jednak Malfoy ma inny plan. Szybko przybliża się do Gryfonki i wbija się w jej usta. Hermiona przez chwilę nie rusza się zdziwiona, lecz gdy odzyskuje rozum, odsuwa się od blondyna i uderza go w twarz. Chłopak ponownie łapie się  za nos. Po chwili do uczniów podchodzi dyrektorka, która widząc całe zajście, od razu chciała interweniować, gdyby nie tłumy uczniów, którzy ustawili się naokoło bójki . Jej oczy mierzą trójkę uczniów i posyłają w ich stronę groźne błyskawice.
- Malfoy, Weasley, Granger - warczy. - Do mojego gabinetu... już!




  • huhuhu... rozdział na czas. Dodałam do niego dużo poprawek , a część odjęłam. Mój zamysł tej historii się trochę zmienił i wpadłam na kilka nowych pomysłów. Jeden z nich mogliście przeczytać w ostatniej scenie. Bójka zawsze spoko :) Dziękuję wam za wszystkie komentarze , które pewnie jak sami wiecie są bardzo ważne! 



 

środa, 14 maja 2014

— 3. Hearts are made for breaking and for pain




Trójka przyjaciół niechętnie żegna Gryfonkę. Dziewczyna zakłada na ramię torbę, a do ręki bierze  tosta z dżemem. Wychodząc z wielkiej sali, przegryza parę razy kromkę. Kilka ciekawskich spojrzeń mierzy ją do momentu, aż znika za drzwiami. Spogląda na zegarek. Kolacja skończy się dopiero za dwadzieścia minut, a ona już postanowiła wyjść. Zatrzymuje się, a jej wzrok przykuwa fontanna, przy której uczniowie zatrzymują się, gdy organizowane są wyjścia  do Hogsmeade. Siada na zimnym murku i spogląda w niebo, które przykryły czarne chmury. Z zakazanego lasu dobiega ją głośne wycie wilkołaków, które zmieniły się przez trwającą pełnię. Powiewa lekki wiaterek, który rozwiewa jej włosy. Do jej nosa dobiega zapach perfum blondyna, które pewnie wsiąknęły w jej ubranie. Ponownie wraca myślami do chłopaka o blond włosach. Czy się zmienił? Dziś gdyby go nie znała, powiedziałaby, że jest to miły chłopak, z którym warto rozpocząć znajomość. Jednak przeszkadza jej w tym przeszłość, która atakuje ją z każdej strony. Wojna zmieniła zarówno ją, jak i jego. Nikt nie jest już taki sam jaki był. Przecież dowiedziała się o tym tego dnia, kiedy spotkali się po wojnie. Poczuła się wtedy… inaczej. Wszystkie jej smutki zniknęły, a ona skupiła całą swoją nienawiść na nim. Pomogło. Przestała martwić się co będzie jutro, gdy tylko widziała jego twarz w myślach. Poczuła się wtedy jak dziś, kiedy Ginny rozbiła w niej kamienną barierę.

~*~

Brunetka delikatnie stąpa po rozwalonej posadzce, na której wala się mnóstwo kamieni   i innych szczątków budynku szkoły. W dłoni trzyma różdżkę, z której końca wydobywa się biały dymek, oświetlający drogę. Próbuje usunąć przeszkodę spod swoich nóg, jednak jest za bardzo rozkojarzona, przez co kilka małych odłamków głazu uderza ją w stopy. Przeklina pod nosem i rozmasowuje obolałe miejsca.
- Pomóc ci? - słyszy głos.
Odskakuje przerażona i upada na zimną posadzkę, tłukąc sobie resztę ciała. Podnosi wzrok   i szybko go spuszcza, gdy zauważa kim jest osoba, przez którą będzie musiała stosować maści na siniaki przez miesiąc. Blondyn, niezrażony jej zachowaniem, wyciąga do niej rękę.
- Nie, dziękuję - odpowiada i samodzielnie podnosi się z ziemi, nie korzystając z jego pomocy. - Doskonale radzę sobie sama.
- Właśnie widzę Granger - odpowiada i chowa ręce do kieszeni.
- Odwal się Malfoy! - podnosi głos.
Spogląda na niego przez chwilę, a później odchodzi od chłopaka, otrzepując się z kurzu, który przyległ do jej ubrania.
- Granger! - krzyczy. - Zaczekaj.
Odwraca się, a on mocno wbija palce w jej ramiona, chcąc ją zatrzymać.
- To boli - warczy i wymyka się z jego uścisku.
Twarz Ślizgona zmienia swój wyraz. Przez ułamek sekundy można było na niej zobaczyć skruchę, jednak teraz ponownie przybiera postać chłopaka, z którego nie da odczytać się żadnych uczuć.
- Co tu robisz? - pyta, przerywając niezręczną ciszę pomiędzy uczniami.
- Pomagam odbudować Hogwart - oznajmia. - Tak samo jak ty, lecz z większym zapałem.
Uśmiecha się ironicznie. Hermiona rumieni się na twarzy, ale nie ze wstydu tylko ze złości.
- Ja go nie zniszczyłam! - warczy. - Tylko ty… ze swoimi przebrzydłymi koleżkami.
- Nie masz pojęcia jak było! Nic nie wiesz… - unosi się.
- To mi wytłumacz, albo nie… twoje słowa są dla mnie nic nie warte.
Ponownie chce odejść, lecz zatrzymuje ją jego dłoń, która mocno zaciska się na jej. Kiedy próbuje ją odwrócić, Gryfonka potyka się o kamień i spada wprost w jego ramiona, a on mocno przyciska ją do siebie.  Przez ciało dziewczyny przechodzi dreszcz, a jej nogi miękną pod wpływem dotyku jego ramion. Draco zakłada za jej ucho pasmo włosów, po czym szepcze:
- Czy mogłabyś wybaczyć osobie, która zrobiła wiele złych rzeczy?
- Zależy od osoby, tych złych rzeczy oraz jego starań – odpowiada i odzyskuje świadomość.
Szybko odpycha od siebie  wroga. Jej policzki wróciły już do swojego naturalnego koloru,  a cała złość nagle wyparowała gdzieś daleko. Draco uśmiecha się tajemniczo i po chwili znika z charakterystycznym dźwiękiem teleportacji. Szatynka styka się plecami ze ścianą, powodując, że zimno przechodzi przez jej ciało. Serce bije jej jak szalone, a myśli ponownie rozbiegają się na kilka stron, przez co nie może się skupić na tak prostych czynnościach jak sprzątanie szkoły. Opada na posadzkę i obejmuje się ramionami. Chowa głowę w dłonie,    a w ciemności swego umysłu zauważa jego stalowe oczy, które patrzą na nią   z zainteresowaniem.

~*~

Zastanawia się do dziś, czemu tak zareagowała. Może brakowało jej czułości, okazania jakichkolwiek uczuć. Po wojnie w Norze było cicho. Nikt się nie śmiał, nie pocieszał. Temat wojny został przykryty grubą warstwą cierpienia, przez co wszyscy stali się inni. To już nie był ten sam dom, w którym życie toczyło się od rana do nocy. Wzdycha, gdy kilka kropel deszczu spada na jej rękę. Szybko czaruje ochronną tarczę, przez którą ani jedna kropla nie może się przedostać.
Każdy się zmienił, stwierdza po chwili namysłu. Porównuje Rona, który był dla niej jedyną miłością, postrzegała ten związek z wielką przyszłością, a teraz nie wie na czym stoi.  A Malfoy? Dorósł. Tak samo jak ona, uświadomił sobie wiele ważnych spraw, które przedtem były dla nich błahostkami. Uśmiecha się pod nosem, gdy przypomina sobie te wszystkie kłótnie, które tak zawzięcie prowadzili. Zauważa, że dziś ani razu nie nazwał ją szlamą. Macha różdżką, a obok niej pojawiają się małe, pomarańczowe ptaszki, które ćwierkają radośnie. Wpatruje się w nie, nie zauważając, że zza kolumny ktoś obserwuje ją od kilku minut. Draco z zaciekawieniem przyglądał się Gryfonce, która rozmyślała, zamknięta w swoim świecie. Zauważył, że jej policzki przybierają wtedy śliczny, różowy kolor, a czekoladowe oczy znikają za powiekami.
Podchodzi do niej bliżej, aż w końcu zajmuje miejsce po jej prawej stronie. Dziewczyna wzdryga się, gdy czuje obecność drugiej osoby. Otwiera oczy i przygląda mu się podejrzliwie. Po chwili ponownie spogląda na ptaki, które zbliżyły się do uczniów i krążą wokół nich. Obydwoje czują, jak ich problemy powoli odpływają, a na usta pcha się delikatny uśmiech. Myślą, że spowodowały to pomarańczowe zwierzątka, jednak są w wielkim błędzie.
Nagle duch pociąga za linę, przez co z wieży rozbrzmiewa bicie dzwonu. Wymyślona przez nich obojga iluzja spokoju nagle znika. Wraz z nią powróciła szara rzeczywistość, a ptaki zniknęły. Gryfonka wciąga powietrze, ignorując zapach jej towarzysza i powoli wstaje  z murku.
- Gdzie idziesz? - pyta ją.
Gdy odchodziła poczuł dziwną pustkę, lecz nie mógł wytłumaczyć sobie czemu i dlaczego ta dziewczyna tak na niego podziałała. Ona jest jego wrogiem. Przez nią musiał spędzić miesiąc w Azkabanie, ale również dzięki niej został z niego uwolniony.

~*~

- Podejrzany Draco Malfoy! - po sali roznosi się wysoki głos Ministra Magii, a do pomieszczenia pod eskortą dwóch czarodziei, zostaje wprowadzony blondyn.
Hermiona zbiera się w sobie i zerka w jego stronę. Jego szata jest potargana, a ciało umazane jakąś czarną mazią i błotem. Kiedy zostaje usadzony na krześle pośrodku sali rozpraw, zauważa jego twarz. W oczach kryje się obłęd, a na policzkach widać coraz bardziej wystające kości policzkowe oraz fioletowe siniaki i kilka ran z zaschniętą krwią.
Szatynka spogląda na swoich przyjaciół. Harry ma taką samą minę jak ona, lecz Ron… uśmiecha się złośliwie w stronę oskarżonego. Minister zabiera głos.
- Rozpoczynam sprawę Dracona Lucjusza Malfoy’a, który zostanie osądzony o pomaganie Voldemortowi oraz odpowie za śmierć dwóch uczniów podczas bitwy o Hogwart. Czy oskarżony ma coś na swoją obronę?
Draco spuszcza głowę. Widać, że nie ma siły poruszyć palcem, a co dopiero wyznać prawdy. Hermiona postanawia interweniować, wstaje, a wszyscy czarodzieje spoglądają na nią. Oprócz jednych stalowych oczu, które nadal mierzą swym wzrokiem posadzkę. Jednak Gryfonka czuje, że jest zainteresowany nagłym poruszeniem.
- Oskarżony nie może złożyć zeznań… jest niedysponowany, dlatego ja chciałam wstawić się za nim jako jego obrońca.
- Hermiona! Co ty wyprawiasz! - warczy Ron.
- To co powinniśmy zrobić - szepcze do niego.
Ponownie odwraca się do publiczności, nawiązuje z każdym kontakt i kontynuuje.
- Jak każdemu wiadomo, Draco Malfoy został skazany na miesiąc pozbawienia wolności  w Azkabanie. Czy to już nie wystarczająca kara za wstąpienie do szeregów Voldemorta?  Z zeznań oskarżonego wynika, że został do tego przymuszony, więc moim zdaniem jego kara była nawet aż za długa. Co do oskarżenia o morderstwo. Brałam udział w bitwie. Draco Malfoy również, jednak wiele osób zezna, że nie zabił tych uczniów. Tak samo zeznaję ja. Proszę więc o to, aby oskarżony z dniem dzisiejszym został uniewinniony oraz aby jego akta zostały wyczyszczone z zarzutów, które mogą zaszkodzić mu w przyszłości. Dziękuję za wysłuchanie.
Na sali rozeszły się szepty, niektórzy głośno nie zgadzali się ze zdaniem uczennicy. Jednak gdy Minister ponownie zabrał głos, wszystko ucichło.
- Zeznania Hermiony Granger nie mogą być pominięte - zaczyna. - Inni świadkowie ani rodzina nie zgłosili się na rozprawę, tak więc jest ona jedyną ze stron, która może obronić Dracona. Zacznijmy więc głosowanie. Kto jest za tym, aby oskarżony wrócił do Azkabanu do końca swojego życia?
Kilku czarodziei spogląda  na swoich towarzyszy i podnosi ręce. W tym Ronald, który nadal mierzy swoją dziewczynę spojrzeniem. Widać, że ta sprawa nie potoczyła się po jego myśli.
- Kto jest za oczyszczeniem oskarżonego ze wszystkich zarzutów?
Do góry wystrzeliło o wiele więcej rąk, niż za pierwszym razem. Hermiona uśmiecha się do siebie.
- Oczyszczony ze wszystkich zarzutów - oznajmia i stuka młotkiem, aby zakończyć rozprawę.

~*~

- Bu! Ziemia do Malfoy’a! – śmieje się. - Mamy spotkanie prefektów zapomniałeś?
- Ja? Ja o wszystkim pamiętam - odpowiada i podnosi głowę do góry.
Hermiona chichocze pod nosem, lecz szybko przestaje, karcąc się za to w myślach.
- Jasne, uważaj bo uwierzę - stwierdza i odchodzi.
Blondyn przewraca oczami, po czym powoli rusza za nią, oglądając każdy jej idealny krok.


* * *

Kiedy setne hasło do gabinetu dyrektorki okazuje się być właściwie, uczniowie stają przed drewnianymi drzwiami. Hermiona puka w nie delikatnie i już po chwili słyszą pogodny głos Minerwy, która zaprasza ich do środka. Draco przepuszcza szatynkę w drzwiach, po czym siada na krześle obok niej. W pomieszczeniu nie zmieniło się nic, oprócz nowego portretu, na którym teraz smacznie chrapie Albus oraz zamiast miejsca, gdzie wylegiwał się feniks, umieszczona została duża poduszka, na której śpi obśliniony, włochaty kot.
- Niestety nie mamy dużo czasu, ponieważ mam spotkanie odnośnie balu z dyrektorami innych szkół. Myślę, że dla was wszystko jest jasne? Jeśli nie, to skrócę wam to szybko. Macie przywilej dodawania i odejmowania punków, lecz ostrzegam, że macie to robić tylko  i wyłącznie w momentach, gdy uczniowie sobie na to zasłużyli. Dobrze?
Obydwoje kiwają zgodnie głową, lecz na ustach Malfoy’a dodatkowo pojawia się wredny uśmieszek.
- Panie Malfoy, mówię poważnie - karci go dyrektorka, a on podnosi ręce w geście kapitulacji. – Wasze patrole będą się odbywać raz w tygodniu. Innymi dniami zajmuje się pan Filch albo prefekci o niższej randze. Przed każdym patrolem dostaniecie wiadomość jaki teren patrolujecie, więc myślę, że tutaj nie będzie żadnego problemu, ani wątpliwości.
Kobieta przewraca kartkę w swoim notatniku i poprawia okulary, które cały czas spadają jej  z nosa.
- Dobrze. Teraz kwestia waszego dormitorium.
- Czy ja dobrze usłyszałam naszego? - powtarza szatynka.
- Tak panno Granger. Waszego dormitorium - kontynuuje. - Tutaj macie mapę z dokładnymi instrukcjami jak do niego dotrzeć i hasło w tej kopercie, które zniknie kilka sekund po jej otwarciu. Mam nadzieje, że wam się spodoba. Dwa pokoje, salon i łazienka. Niestety, nie można było zrobić inaczej. Oczywiście do dyspozycji macie również łazienkę prefektów.
Uśmiecha się niezręcznie do swojej wychowanki. Ponownie przerywa swój monolog, aby spojrzeć w notatki. Uczniowie posyłają sobie szybkie spojrzenie. Obydwoje nie wiedzą co mają na ten temat sądzić. Kolejna dodatkowa sprawa, która będzie atakować ich i tak już słabe umysły.
- I… ostatnia sprawa do omówienia to bal. Myślałam nad klasycznym balem, bez żadnych przebieranek ani tym podobnych. Eleganckie suknie dla uczennic, a dla uczniów garnitury. Jeśli będziecie mieć jakieś pomysły jestem na nie otwarta. Zadania do wykonania będę wam wysyłała pocztą. Ale nie martwicie się… mamy jeszcze dużo czasu i na pewno bez problemu się z nim uporamy.
Kończy swoją wypowiedź i uśmiecha się do dwójki z tajemniczym błyskiem w oku.
- Och! Rany jak późno - patrzy na zegarek na swoim nadgarstku i szybko wstaje  z krzesła. - Idźcie już i nie zgubcie mapy oraz siebie. Dobrze?
- Jasne - odpowiada blondyn i wraz z Gryfonką wychodzą z gabinetu.

* * *
- To coś miało zawierać dokładne informacje - narzeka blondyn, próbując ponownie zerknąć na kartkę, którą trzyma w dłoniach dziewczyna.
- I takie zwiera - odpowiada.
- Ja tu widzę jakieś szlaczki, które prowadzą do nikąd - oznajmia, gdy zatrzymują się przy ścianie, w której powinno być wejście.
- Z mapy wynika, że to tutaj - szepcze Gryfonka i podnosi różdżkę, aby oświetlić miejsce przed nimi.
- Jesteś pewna? - pyta i korzystając z momentu nieuwagi koleżanki, wyrywa jej mapę.
- Ej! - krzyczy. - Oddaj ją!
- Od początku wiedziałem, że nie można tobie powierzyć nawigacji - odpowiada i uśmiecha się ironicznie.
- Malfoy - warczy. - Jesteśmy w dobrym miejscu, więc oddaj mi tę mapę!
Krzyczy ponownie i skacze, aby dostać kawałek papieru. Chłopak wyciąga rękę do góry, przez co Hermiona nie może jej dosięgnąć. W końcu zmęczona podskakiwaniem patrzy na niego gniewnie i zakłada ręce na piersi.
- To prowadź panie mądraliński - warczy.
Blondyn uśmiecha się triumfalnie i przygląda się mapie. Przelatuje wzrokiem trasę spod gabinetu, aż do miejsca gdzie powinno znajdować się ich dormitorium. Niestety musi przyznać, że Gryfonka ma rację.
- I co? - mówi zadowolona z siebie.
- Nie odzywaj się kobieto - warczy wkurzony.
Na twarzy Miony pojawia się szeroki uśmiech, po czym pokazuje blondynowi język. Odsuwa go na bok i wpatruje się w ścianę, rozmyślając.
- Podaj mi kopertę z hasłem - nakazuje mu.
Draco niechętnie podaje jej biały świstek papieru nadal obrażony o sprawę sprzed chwili. Szatynka rozrywa górę od koperty i wyjmuje z niego małą karteczkę.
- Ogień i lód - mówi nagłos. - Zapamiętaj lepiej, bo nie będę zawsze przy tobie, aby ci pomóc.
- Pilnuj swojego nosa Granger - odpowiada.
Miona chichocze cicho. Nagle ściana przed nimi zaczyna migotać i pojawiają się w niej duże, drewniane drzwi z metalową kołatką, przy której wyryte zostały dwa zwierzęta: lew i wąż. Blondyn spogląda na dziewczynę i dotyka okrągłej klamki. Drzwi uchylają się z lekkim zgrzytem, a prefekci wchodzą do swojego nowego dormitorium.



  • rozdział krótki... za krótki, lecz dodaję, aby zachować dobry i nie za długi odstęp między rozdziałami. Dodany jest jednak z jednym dniem opóźnienia, a to tylko dlatego , że  moje bety nie miały zbytnio czasu. Co do treści; mamy w nim trochę retrospekcji, lecz one będą nam towarzyszyły jeszcze kilka razy  w opowiadaniu . Mam nadzieję, że się spodobał i ocenicie go w komentarzach :) Dziękuję za tak dużą aktywność :*

poniedziałek, 5 maja 2014

— 2. Save me again...







Pociąg zatrzymał się, a spod jego kół usłyszeć można było głośny i nieprzyjemny zgrzyt, gdy pojazd mocno zahamował przy stacji. Drzwi otworzyły się i uczniowie gromadami wypychali się, aby jak najszybciej znaleźć się już w Hogwarcie. Hermiona odczekała chwilę, aby korytarz się przerzedził i  tak jak pozostali swobodnie opuściła środek transportu. Gdy uderzyła podeszwami swoich butów o twardy grunt, rozejrzała się po peronie. Mimo dość później godziny powietrze wydawało się być przyjemnie ciepłe. Na niebie nie widać było ani jednej chmurki, a księżyc powoli wynurzał się zza pagórka, aby swoim blaskiem oświetlić przepiękny budynek szkoły magii. Gryfonka zatrzymała swój wzrok na zamku, który wyglądał dokładnie tak samo jak  w ostatnich latach jej kształcenia się w nim. Uśmiechnęła się pod nosem, kiedy wspomnienia  z ostatnich lat powróciły do jej głowy, a obrazy ułożyły się w jedną całość, przypominając jej o wielkich  i wspaniałych przygodach, które tutaj przeżyła. W pełni świadoma swoich myśli, mogła nazwać tę szkołę swoim drugim domem. Poznała tutaj przyjaciół i wrogów. Znalazła miłość  i, co najważniejsze, poznała samą siebie. Zmieniła się z przerażonej czarodziejki, która pochodziła z mugolskiej rodziny, w niezależną kobietę, dzięki której świat uwolniony jest od wielkiego zła; w postaci Voldemort’a.
Podczas wakacji Zakon Feniksa, ponownie zebrał się i zorganizował kilka spotkań, na których musieli zaprowadzić nowe porządki w swoich szeregach. Hermiona dostała zadanie, które spodobało jej się od razu. Zajęła się rekrutacją młodych i zdolnych umysłów, których napłynęła zaskakująco duża liczba. Spotkania z osobami, w których widziała potencjał, sprawiały jej radość. Coraz częściej wyobrażała sobie, że każdy z tych młodych czarodziei da z siebie cząstkę dla nowego, lepszego  Zakonu, który potrzebuje pomocy. Dużo śmierciożerców po przegranej bitwie uciekło. Zadaniem rekrutów jest odnalezienie ich  i zamknięcie tam, gdzie ich miejsce; w Azkabanie. Podjęta praca sprawiła, że Gryfonka zyskała większą pewność siebie, dzięki kilku czarodziejom, którzy pochwalili ją za odwagę, podziwiali za zawziętość oraz mądrość, i za to, że postanowiła zdziałać coś w świecie magii. Dzięki temu, że stała się szanowana, zaprowadziła kilka nowych porządków w Ministerstwie. Teraz czarodzieje z mugolskich rodzin bez problemu mogli dostać posadę i to na wysokiej pozycji. Zajęła się również domowymi skrzatami, które otrzymały swoje prawa. Jej organizacja W.E.S.Z zyskała nawet większą popularność, niż wprowadzone przez Ron’a zawody w Eksplodującego Durnia.
- Hermionka - usłyszała głos za sobą.
Uświadomiła sobie, że zbyt długo przebywała w świecie wspomnień, przez co została prawie sama na peronie. Koło niej stanął wysoki i grubiutki olbrzym oraz zgraja pierwszoroczniaków, którzy czekali, aż gajowy przewiezie ich na łódkach prosto do wymarzonej szkoły. Teraz kilkoro z nich spoglądało na Gryfonkę, naszeptując sobie coś do ucha i pokazując ją palcami.
- Hagrid! - ucieszyła się Gryfonka i z całej siły uścisnęła gajowego. - Jak tam uprawy? Po takim gorącym lecie mam nadzieję, że dobrze się nimi zająłeś.
- No a jak! Holibka… Miona nawet nie wiesz, jak to słońce może wysuszyć czyrakobulwy. Skubane niby takie odporne, a tu… bum! Ale nic poważnego się nie stało. Dzięki pomocy pani Sprout wszystko przeżyło bez szwanku.
- To dobrze - uśmiechnęła się, poklepując mężczyznę po ramieniu. - Ona zawsze ma wszystko pod kontrolą.
- Oj tak. Przewspaniała kobieta - zachichotał, drapiąc się po długiej brodzie, przypadkowo odsłaniając jej przypaloną część.
- Hagridzie… czyżbyś znowu bawił się smokami? - zapytała się, unosząc go góry brew.
Gajowy lekko zaczerwienił się na policzkach, a dłonie złączył niezdarnie i nerwowo zaczął się  bawić  swoimi grubiutkimi palcami.
- No bo wiesz Hermionko… - zaczął i spojrzał na wielki zegar przy budynku stacji. - Holibka! Jak już późno! Leć, bo się spóźnisz na ucztę, a ja jeszcze muszę odstawić pierwszaki przed wielką salę.
- Racja - posłała mu ostatni uśmiech i odeszła na kilka kroków. - Nie myśl, że nie dokończymy tej rozmowy.
- Pewnie - uśmiechnął się nieśmiało. - Zapraszam was na herbatkę i ciasteczka!
Hermiona zachichotała pod nosem, gdy przypomniała  sobie wypieki Hagrida, które równie dobrze można zastosować jako kafel w rozgrywkach.
Dziewczyna rzuciła okiem na zegar i  przerażona popędziła biegiem w stronę bramy, za którą stał powóz. Jej uwagę przykuło zwierzę, które go prowadziło. Czarne stworzenie, przypominające  konia, zerknęło na  nią białymi oczami pozbawionymi źrenic. Szatynka czuła na sobie jego chłodny oddech. Testral delikatnie otrząsnął się, pokazując duże skrzydła, na których skóra przylepiona była do kości, odsłaniając cały układ. Gryfonka przyglądała się  jeszcze przez chwilę zwierzęciu,  przypominając sobie rok, na którym tylko Harry mógł zobaczyć owe stworzenie. Teraz po wojnie miała wrażanie, że każdy uczeń, z niemałą ciekawością, spoglądał na nie i podziwiał każdy dziwny element ich nienaturalnej budowy. Głośne chrząknięcie przywołało ją do porządku. Spojrzała na powóz, w którym już ktoś siedział. Draco wyraźnie zniecierpliwiony mierzył ją wzrokiem.
- Księżniczka ma zamiar wsiąść, czy chce iść na piechotę? - zapytał z nutką ironii w głosie.
- Znowu ty! - warknęła i westchnęła zrezygnowana.. - Wolę zaczekać na kolejny, niż jechać z tobą.
Założyła ręce na piersi i obejrzała się za siebie. Profesor Flitwick zamknął właśnie bramę, zabezpieczając  ją zaklęciem; co oznaczało, że nie było kolejnego powozu. Hermiona wpadła w panikę, a na jej twarzy pojawił się grymas niezadowolenia. Podbiegła do pojazdu, który zaczął już odjeżdżać i wsiadła do środka. Zajęła ławkę naprzeciwko blondyna, nie racząc go nawet jednym spojrzeniem. Wóz ruszył, a  nagły, zimny wiatr powiał z zachodu. Kilka  drzew niebezpiecznie uginało się pod jego naporem, jednak żadne z nich nie miało zamiaru się złamać. Draco spojrzał na dziewczynę. Zauważył, że na jej policzkach pojawiły się wielkie rumieńce, usta zbladły, a zęby zaczęły uderzać o siebie. Ściągnął z siebie marynarkę i podał ją Gryfonce, pomimo tego, że w jego środku panowała istna bitwa, pomiędzy za i przeciw. Hermiona odtrąciła rękę Ślizgona i oddała mu jego własność.
- Nie potrzebuję twojej łaski - warknęła, chociaż w myślach wydzierała się na siebie za taką reakcję.
Jej rozsądek uderzył się w czoło i rozłożył ręce w geście niedowierzania nad jej głupotą. Szatynka spróbowała  ignorować swoje ego i mocniej zacisnęła ramiona w uścisku, który dawał jej minimalne, ale zawsze jakieś, ciepło. Ślizgon zerknął na nią i przewrócił oczami.
- Granger - warknął. - Wiem, że twoja gryfońska duma nie pozwala ci zniżyć się do takiego poziomu, ale pomyśl o swoim zdrowiu.
- Od kiedy to się tak mną przejmujesz? - odpowiedziała zawzięcie.
Chłopak unniósł ręce w geście poddania.
- Chciej dobrze i jeszcze dostań za to opieprz -wymamrotał pod nosem.
Gryfonka słysząc te słowa, poczuła lekkie wyrzuty sumienia. Spojrzała szybko na blondyna, a z jej ust wypłynęły słowa.
- Przepraszam.
Draco ponownie założył na nią swoją marynarkę, a ona tym razem jej z siebie nie zdjęła. Podświadomość Gryfonki zaczęła bić brawo. Dziewczyna włożyła swoje ramiona w otwory  i  otuliła się rękoma. Do jej nosa dostał się przepiękny zapach drogich, męskich perfum, przez które lekko zakręciło się jej w głowie.
Nagle zza drzew wyłonił się wielki, oświetlony budynek. Przy jego wejściu nie widać było żywej duszy, pomijając kilka duchów, które wesoło rozmawiały o nadchodzącym sezonie Quidditcha. Na samą myśl o tym sporcie przez Draco przeszedł dreszcz podniecenia. W końcu w tym roku ponownie zajmie zasłużone miejsce trenera i będzie się starał doprowadzić swoją drużynę do zwycięstwa. Pokonają ten przeklęty Gryffindor i zdejmą  z twarzy Bliznowatego i Wieprzleja te wesołe uśmieszki. Powóz zatrzymał się przy jednym z wejść głównych do szkoły, a uczniowie wyskoczyli z niego szybko. Nagle koło nich pojawił się Filch, a w swoich brudnych i owłosionych dłoniach trzymał jego przebrzydłą kotkę, która wodziła za uczniami dociekliwym wzrokiem.  
- W końcu! - warknął pod nosem, a później dorzucił, o wiele ciszej, kilka przekleństw, skierowanych w stronę spóźnionych uczniów.
Draco zachichotał, a Hermiona zmierzyła go wzrokiem godnym bazyliszka, nie podzielając jego entuzjazmu.  W środku prowadziła zawziętą rozmowę ze samą sobą. Narzekała na siebie, na Malfoya, na pogodę… na wszystko. Już pierwszego dnia pozwoliła sobie na chwilę przemyśleń, przez co spóźniła się na ucztę. Ponownie zamykając się w świecie własnych rozmyśleń, nie zauważyła nawet jak doszli do drzwi wielkiej sali. Spojrzała na Dracona, który zatrzymał się i patrzył na nią z oczekiwaniem. 
- Co? - oburzyła się.
- Prosiłem cię, abyś oddała mi marynarkę. Chyba nie chcesz, aby twoi przyjaciele zobaczyli cię w niej - uśmiechnął się złośliwie, gdy zauważył na jej policzkach rumieńce. - Żyj Granger! Kiedyś cię okradną, jak nie przestaniesz tak zawzięcie o mnie fantazjować.
Ponownie jego kąciki podnoszą się do góry w grymasie.
- Ja wcale… nie! - przerywała, gdy blondyn uniósł swoje brwi do góry. I tak by go nie przegadała. - Jak ty mi działasz na nerwy!
Warknęła i zdjęła z siebie własność blondyna, po czym od niechcenia rzuciła ją w jego stronę. 
- Nie nowość - odpowiedział i puścił do niej oczko.
Drzwi do wielkiej sali otworzyły się. Na ich szczęście uczniowie zajęci byli słuchaniem pieśni Tiary Przydziału na nowy rok szkolny. Niespostrzeżenie zajęli miejsca przy swoich znajomych, dziękując, że nie będą musieli tłumaczyć się ze wspólnego wkroczenia do sali. 


* * *

Gdy zajęła miejsce koło swojej rudej przyjaciółki, ta spojrzała na nią pytająco, jednak Hermiona zignorowała jej ciekawość. W jej myślach nadal buszował blondyn, który gorączkowo domagał się jej uwagi. Hermiona zastanawiała się, czy nie dać mu szansy. W końcu każdy na nią zasługuje. Dzięki temu, że nie będą zabijać się wzrokiem lub ubliżać , w każdej możliwej chwili, wiele osób zaoszczędzi sobie nerwów na upominanie ich. Sami również pozbędą się istotnego dla nich kłopotu. Podświadomość Gryfonki kalkulowała za  i przeciw na wielkiej, czarnej tablicy, lecz jakiś cichy głosik w jej głowie śmiał się złowieszczo, przyciągając do niej obawy. On był przy tym jak torturowała ją Bellatrix. Stał na miejscu i niewzruszony patrzył jak na jej ramieniu wycinała napis, który na zawsze oszpecił jej ciało. Mimowolnie dotknęła blizny, która zapiekła ją, przypominając o czasach wojny.Nagle uczniowie zaczęli głośno klaskać, gdy kapelusz zakończył swoją piosenkę. Hermiona szybko zakryła napis i rozejrzała się dookoła. Nikt nie zwrócił na nią uwagi, więc spokojnie wciągnęła powietrze do płuc. Wyczuła wspaniały zapach dań, który najwyraźniej zdążył przywędrować z kuchni. Odgarnęła złe myśli gdzieś do tyłu głowy, aby teraz móc nacieszyć się powrotem. Wielka sala jak zawsze przyjęła dużą ilość uczniów. Nawet po wojnie, każdy chciał wrócić, aby zacząć nowy rok; bez zła, którego symbolem był Voldemort i śmierciożercy.
Dyrektorka postarała się, aby było tak samo jak kiedyś. Z zaczarowanego sufitu, który teraz przedstawiał przejrzyste niebo z milionami gwiazd, zwisały świece, które oświetlały pomieszczenie. Można powiedzieć, że był to najważniejszy element wyposażenia, który dodawał sali magicznego uroku. Na kamiennych ścianach wsiały wielkie flagi w czterech kolorach, symbolizujące domy w Hogwarcie. Na każdej z nich widniało godło, a na nich zwierzęta - przedstawiające dany dom. Przy stole nauczycielskim ułożone zostało małe krzesełko, a na nim przed kilkoma chwilami leżała Tiara. Teraz podeszła do niego nauczycielka w dużym, zielonym kapeluszu. Zza pleców wyjęła pergamin i rozwinęła go, zerkając na przybyłych pierwszoklasistów, którzy nerwowo gromadzili się przed nią. Uśmiechnęła się do nich szczerze, dodając im otuchy.
Ginny trąciła przyjaciółkę ramieniem. Jej zachowanie wzbudziło w niej niepokój. W końcu od kilkunastu minut nie włączyła się w żadną rozmowę, tylko rozmarzona skakała wzrokiem po sali. Zaciekawiło ją również późne przybycie na uroczystość, co nie pasowało do tej punktualnej Gryfonki.
- Herm - zaczęła. - Co się dzieje?
Poprawiła swoje rude włosy, aby lepiej widzieć starszą koleżankę. Z przyzwyczajenia zmarszczyła nosek, na którym widnieją piegi. Hermiona nie odpowiedziała. Opuściła wzrok na swoje ręce i zaczęła nerwowo bawić się palcami. 
- Przecież widzę, że coś się dzieje - zaczęła zawzięcie. 
- Nic się nie dzieje - odpowiedziała. - Jest dokładnie tak samo jak było. Po prostu się zamyśliłam.
Ruda popatrzyła na nią podejrzliwie, lecz kiedy szatynka złapała ją za rękę i uśmiechnęła się, odpuściła. Wiedziała, że jeśli Hermiona będzie chciała o tym porozmawiać, znajdzie ją i opowie. Nie będzie teraz starała się wyciągnąć z niej informacji na siłę. Obydwie odwróciły się, aby obejrzeć końcówkę przydziału. Hermiona przygląda się dyrektorce, lecz nie może skoncentrować się na żadnym z jej słów. Dodatkowo coś nie dawało jej spokoju, cały czas czuła na sobie czyjś wzrok. Przez to natarczywe wrażenie, postanowiła rozejrzeć się po sali, aby sprawdzić kim jest jej prześladowca. Po chwili jej oczy spotykały się ze stalowymi. Jego zaciekawiony wzrok, świdrował ją od środka, sprawiając, że na jej policzkach pojawiły się niechciane rumieńce. Jego usta uformowały się w ironiczny uśmiech, na który Gryfonka przewróciła oczami. Ich spojrzenia przez chwilę jeszcze mierzyły się nawzajem, jednak Hermiona opuściła szybko wzrok na swoje ręce, które nerwowo zaciskała na szacie. Skarciła się w myślach. Draco chwilę jeszcze przygląda się zawstydzonej dziewczynie i uśmiechnął się triumfalnie. Nie uszło to uwadze Rona, który ze złością przyglądał się dwójce od jakiegoś czasu. Jego policzka przybrały czerwony odcień, a ręce złączyły się w pięści.
Ceremonia Przydziału zaraz miała się skończyć, a na krzesełku usiadł ostatni z uczniów. Hermiona widziała w jego oczach strach, wymieszany z zaciekawieniem, kiedy zniszczony przez wojnę kapelusz wylądował na jego głowie. Kołysząc się na boki, wsłuchiwał się w głos starej czapki, która przeprowadzała z nim konwersację. Sala pozostała w krępującej ciszy, czekając, aż chłopak trafi do któregoś z domów. Kapelusz wyprostował się, chrząknął i wybuchnął głośnym głosem:
- Slytherin!
Stół Salazara zaczął wiwatować i klaskać. Dzieciak zeszedł z taboretu i przybity ruszył wolnym krokiem w stronę swoich nowych kolegów z Domu Węża.
- Witajcie! - przemówiła dyrektorka, a wszystkie oczy momentalnie spojrzały prosto na nią. - Na początku chciałam podziękować wszystkim, którzy pomagali nam odbudować szkołę. Dzięki wam jesteśmy tutaj i możemy ponownie rozpocząć rok szkolny. Sprawcie, aby był dla was niezapomniany!
Uczniowie ponownie głośno zaklaskali. 
- Ale nie zapominajcie, że jesteście tu po to, aby się uczyć! - upomniała ich, a przez sale przeszedł jęk zawodu. - Następną kwestią jest zmiana na dwóch stanowiskach w kadrze nauczycielskiej. Nauczycielem Eliksirów ponownie zgodził się zostać profesor Slughorn.
Niski i pulchny nauczyciel wstał ze swojego miejsca zza stołu nauczycielskiego i przywitał się skinieniem głowy. 
- Natomiast stanowisko profesora Obrony Przed Czarną Magią zajmie profesor Galhae.
Ze stołka po prawej stronie dyrektorki wstała wysoka czarownica o jasnych włosach  i zielonych oczach. Spojrzała na uczniów i uśmiechnęła się uroczo, ukazując w swoich policzkach dołeczki.
Rozległy się brawa i dodatkowo ciche gwizdy ze strony chłopaków. Hermiona przewróciła oczami, kiedy zauważyła jak Wybraniec wpatruje się w nauczycielkę.
- Chyba się zakochałem - powiedział z rozmarzonym głosem.
Ginny popatrzyła się na przyjaciółkę, która powstrzymywała się przed wybuchnięciem śmiechem. Ruda uderzyła swojego chłopaka  w ramię, a ten wydał z siebie okrzyk niezadowolenia.
- Ała! - Zaczął masować obolałe miejsce. - Za co?
- Ktoś w końcu musiał to zrobić - wytłumaczyła niewinnie. - Padło na mnie, więc bądź dobrym chłopakiem i swoje oczka wlepiaj w swoją dziewczynę, a nie w nauczycielkę.
- Ktoś tu jest zazdrosny - zaśmiał się i objął ją ramieniem.
- Ani trochę - oburzyła się, lecz pod wpływem uśmiech Wybrańca złagodniała.
Ginny przeniosła wzrok na swoją przyjaciółkę, która uśmiechała się szczerze, słysząc ich przekomarzanie. 
- No i ten uśmiech chce widzieć, każdego dnia… jasne? - wyszeptała jej do ucha, ostrzegając. - Jasne?
- Tak! - potwierdziła, kiedy ruda zaczęła ją łaskotać.
Hermiona poczuła, że jej blokady powoli się rozpadają, a pewna cząstka, która nadal jest   w żałobie, przemienia się w coś innego. Odwzajemniła uśmiech i ponownie odwróciła się w stronę  pani profesor.
- W tamtym roku przeszliśmy dużo - zaczęła, a jej mina spoważniała. - Postanowiłam wraz  z innymi nauczycielami, że ten rok szkolny będzie poświęcony ofiarom wojny. Chcemy, aby zostały one godnie uczczone, a ich poświęcenie nie poszło na marne. Odbędzie się dużo wydarzeń, w których każdy z uczniów będzie mógł wziąć udział. Aktywność w konkurencjach  będzie nagradzana punktami, dlatego na puchar domów każdy może zapracować swoją postawą. Najważniejszym z tych spotkań będzie bal, który urządzę wraz  z nowymi prefektami naczelnymi przed świętami.
Po sali przeszedł cichy pomruk zadowolenia, który szybko został uciszony przez nauczycielkę.
- Zapomniałabym! - krzyknęła i poprawiła okulary, które spadły z jej nosa. - Prefektami Naczelnymi w tym roku zostają: Hermiona Granger i Draco Malfoy. Gratuluję! Proszę was,  abyście zgłosili się do mojego gabinetu po uczcie. Przedstawię wam tam wasze prawa i obowiązki.
Uśmiechnęła się w ich stronę i kiwnęła różdżką. Na stołach pojawiły się przepyszne dania, których zapach sprawił, że można by się na nie rzucić i zjeść wszystko co ma się pod nosem.
- A teraz pałaszujcie! - zakończyła swoją wypowiedź i usiadła za stołem.
Uczniowie zabrali się za jedzenie, umilając sobie ten czas rozmową. 
- Gratuluję - przytuliła ją ruda. - Spełniło się twoje marzenie.
- Dziękuję.
- Szkoda, że wraz z tobą jest ta kanalia - warknął Harry.
Gryfonka spojrzała w stronę Dracona, który dłubał widelcem w swojej sałatce. Koło niego siedziała niska, czarnowłosa dziewczyna, która nazywała się Pansy. Oczy miała pomalowane czarnym cieniem, a twarz pełną pudru. Cały czas opowiadała coś blondynowi, a on udawał, że jej słucha. Hermiona kiwnęła głową w stronę Harry’ego, lecz nic nie odpowiedziała.  
- Dokładnie - wtrącił się Ron. - W ogóle jak mogli wpuścić śmierciożercę do szkoły po tym, co się stało?! Jak dla mnie on powinien siedzieć w Azkabanie, tak jak jego ojciec. 
Gryfonka wciągnęła powietrze i zacisnęła pod stołem dłonie w pięści. Czemu tak reagowała na tę obelgę? Przecież nie dotyczyła jej, tylko jego. Czy nie zasłużył na życie w Azkabanie? Był śmierciożercą. Pomógł  innym przedostać się do Hogwartu! Miał zabić Dumbledora. Jej podświadomość nasunęła pytanie, które również wtedy, na jego rozprawie, przesądziły nad wszystkim: czy tego chciał? Szatynka papatrzyła na chłopaka, a ich spojrzenia  kolejny raz spotykały się ze sobą. Smutek i żal w jego oczach łączył się  z zaciekawieniem w jej. Na pewno tego nie chciał. W końcu kto normalny wkracza do armii Voldemorta, kiedy wie, że może przez to cierpieć. Lucjusz był śmierciożercą, więc dlatego był nim  i on. Tu nie było nic do gadania, musiał zostać i tyle.
- A właściwie Miona to czemu nie siedziałaś z nami w przedziale? - zapytał się Harry. 
Na policzkach Gryfonki pojawiły się rumieńce. Nie chciała okłamywać przyjaciół, ale gdyby powiedziała im prawdę… wtedy nie byliby zachwyceni jej zachowaniem i na pewno zadawaliby dużo więcej pytań. Na przykład: czemu nie wyszłaś, gdy dyrektorka wróciła do swojego przedziału? No właśnie. Czemu nie wyszłaś głupia?, zapytała jej podświadomość.
- McGonagall mnie zatrzymała. Rozmawiałam z nią chwilę, a potem kazała mi usiąść w przedziale - odpowiedziała. - Byłam tak zmęczona, że zasnęłam. Przepraszam.
- Przestań - zaśmiał się Harry. - Każdemu się zdarza.
Hermionę od środka zżerało poczucie winy. Jej umysł był podzielony teraz na dwie części, które kłóciły się ze sobą, o to czy dobrze postąpiła. Jej głowa zaczęła pulsować, a ręce delikatnie się trzęsły.
- Ja…Przepraszam was, ale muszę już iść na to spotkanie - oświadczyła Gryfonka. - Spotkamy się w Pokoju Wspólnym.  



  • Już się usprawiedliwiam! Nie mogłam zabrać się za rozdział i powstał dopiero przedwczoraj. Na początku wypadała nauka, potem się rozchorowałam i dopiero w majówkę znalazłam czas , aby cokolwiek napisać. Rozdział wyszedł nie za krótki, nie za długi.  Nie chciałam dołożyć do niego więcej. Mam nadzieję, że się wam spodobał i zostawicie po sobie komentarz :)
         + zmieniłam swoją nazwę z Astoria na Onnawen.