piątek, 27 lutego 2015

—16. The arms of the ocean ; so sweet and so cold.

Sobotni poranek był dla Hermiony idealną porą, aby zanurzyć się w błogim lenistwie. Nie musiała śpieszyć się na zajęcia, więc pozwoliła sobie pospać do późniejszej godziny. Kiedy promienie słońca przedarły się przez zasłony w jej pokoju, osłoniła się przed nimi, przyciskając do twarzy poduszkę. Fala zimna otuliła jej rozgrzane policzki, przez co dziewczyna mogła ponownie zasnąć. Niestety, nie było dane jej zaczerpnąć błogiego lenistwa, ponieważ do jej pokoju wgramolił się pewien gad, który bez zapowiedzi ściągnął jej poduszkę z twarzy i rozchylił zasłony, tak, że promienie słońca padały na całe jej łóżko.
-Malfoy!-Krzyknęła oburzona, gdy tylko zauważyła sprawce.
Blondyn stał, opary plecami o szafę, a w dłoniach nadal trzymał poduszkę, którą zabrał jej bez żadnych skrupułów. Na jego ustach widniał wredny uśmiech.
-Wstawaj księżniczko. Śniadanie już trwa, a chyba nie chcesz się na nie nie zdążyć?- Jego brew skoczyła do góry.
-Daj mi spać- westchnęła i opadła ponownie na łóżko.
-O nie moja droga- zaśmiał się pod nosem i rzucił w nią poduszką.
-Ała!-Oburzyła się.
-Masz 5 minut- uśmiechnął się do niej i skierował się do drzwi wyjściowych.- Nie chciałbym być w twojej skórze, jeśli się spóźnisz.
Hermiona usiadła na łóżku i spojrzała na niego wrogo, marszcząc przy tym czoło.
-Nie działa to na mnie- otworzył drzwi, lecz zatrzymał się w ich progu, wychylając zza nich swoją głowę.- Od razu po śniadaniu widzimy się na zbiórce!
Gryfonka wydęła wargi i chwyciła w ręce poduszkę, którą później rzucił prosto w Malfoy’a. Niestety, zanim znalazła swój cel, chłopak zdążył zatrzasnąć za sobą drzwi.
-Nie spóźnij się!- Usłyszała jeszcze jego głos za drzwiami.
Warknęła pod nosem i szybko wygramoliła się spod kołdry. Nawet w najśmielszych snach nie myślała, że kiedykolwiek obudzi się w ten sposób. Zauważyła, że Malfoy zaczął sobie za dużo pozwalać, co niekoniecznie ją oburzyło. Dzięki takiemu zachowaniu czuła się przy nim swobodnie. Zachowywali się jak para przyjaciół, którzy znają się na wylot. Podeszła do szafy i wyciągnęła z niej sukienkę w kwiatki oraz szary sweter. Szybko założyła na siebie ubrania, po czym włożyła na nogi baleriny i wybiegła z pokoju. Draco siedział na kanapie, a w dłoni trzymał szklankę z Ognistą. Spojrzał na nią kątem oka, po czym odłożył trunek z widocznym uśmiechem na ustach.
-Prawie bez spóźnienia- odparł i wstał ze swojego miejsca.
-Jasne- fuknęła pod nosem.- Idziemy?
Pokiwał głową i puścił ją przodem. Hermiona spojrzała na niego podejrzanie, lecz przeszła przez przejście pierwsza i ruszyła korytarzem dalej. Po chwili zrównał się z nią krokiem. Szli w ciszy. Obydwoje uważali, że nie była ona tą złą ciszą, a raczej tą konieczną. Każdy w spokoju mógł przemyśleć ważne dla niego sprawy. Hermiona jednak nie mogła się na niczym skupić. Cały czas czuła jego perfumy, które docierały do jej nosa i podrażniały go.  Skierowała swój wzrok w jego stronę. Wyglądał dziś inaczej. Swoje włosy uczesał w lewo, eliminując tym nieład, który zazwyczaj panował na jego głowie. Zamiast czarnego garnituru miał na sobie niebieskie, potargane jeansy i białą koszulę, której guzik przy szyi był rozpięty. Nadal jednak czuł się pewnie. Szedł eleganckim i pewnym siebie krokiem, z głową podniesioną wysoko. Wyglądał poważnie i dość przerażająco. Lecz ona nie odczuwała tego strachu, który wzbudzał u innych. Wszystko przez panujący w jego oczach niepokój i mętlik. One wyrażały wszystko. Ból, rozpacz, zamyślenie, radość i… iskry, które coraz częściej w nich widziała. Mówią, że oczy to zwierciadło duszy. Ukazują, każde, nawet te skryte emocje…, lecz trzeba umieć z nich czytać. Trzeba znać tą osobę, aby dowiedzieć się, co tak naprawdę dzieje się w jej środku.
-Czemu mi się tak przyglądasz?-Usłyszała jego głos, który wybudził ją z transu.
Opuściła głową i założyła włosy za ucho. Czuła jak jej policzki robią się czerwone. Nie mogła zapanować nad dociekliwością oraz nad wścibskim wzrokiem, który jeszcze przed chwilą badał, każdy element jego twarzy. Miał coś w sobie, co coraz bardziej ciągnęło ją do niego. Przerażało ją to oraz w pewnym stopniu cieszyło. Czuła się z nim bezpieczna i… szczęśliwa? Tak, szczęśliwa. Już dawno nie pamiętała, kiedy w jej snach pojawiły się koszmary z wojny. Wszystko jakby wyparowało, spowodowane właśnie przez tą o to osobę. Chłopaka, którego dusza jest po części słodka, a po części zimna. Dusza pełna sprzeczności. Jego ognisty charakter, zostaje czasem opanowany przez falę zimnego oceanu. Jednak ten żar cały czas w nim jest i płonie. Wojna stała się dla niego tą zimną falą, jego ojciec zamknął jego ogień w klatce i dopiero teraz dotychczasowe więzienie jego prawdziwej duszy powoli topnieje. Z każdym dniem ogień topi metalowe kraty jego więzienia, aż w końcu wyjdzie na światło dzienne i ukaże się w pełnej okazałości.
-Wcale się nie przyglądałam- odparła cicho, po chwili ciszy.
Jej odpowiedź została skwitowana cichym chichotem. Ponownie nastała między nimi cisza, lecz tym razem spowodowana dotarciem do celu ich podróży. Wejście do Wielkiej Sali oblegali z każdej strony uczniowie, którzy tak jak pani prefekt postanowili pospać odrobinę dłużej, choć mając cały czas na baczności, że muszą zdążyć na zbiórkę przed wyjściem do wioski. Malfoy złapał ją za ramię i ruszył, przepychając się przez tłumy uczniów. Hermiona na początku nie potrafiła skupić swoich myśli na niczym innym niż na dłoni chłopaka, która oplatała jej ramię. Emanowało z niej ciepło, które wraz z dreszczami rozchodziło się po ciele dziewczyny. Gdy jednak odzyskała panowanie nad swoim umysłem wyszarpnęła ramię z uścisku chłopaka i sama zaczęła przepychać się za nim. Gdy tylko znaleźli się już w Wielkiej Sali, przystanęli na chwilę.
-Widzimy się za chwilę księżniczko- wyszeptał jej do ucha i skierował się do swojego stołu.
Policzki Hermiony ponownie zaczerwieniły się, lecz tym razem ze złości. Jeszcze się dziś przekona, co to znaczy rozzłościć lwa, powiedziała do siebie. Zacisnęła dłonie w pięści i ruszyła do stołu. Wzrokiem znalazła przy nim Harry’ego i Ginny, którzy rozmawiali ze sobą ożywionym tonem. Na twarzy Wybrańca widniał wielki uśmiech, a w oczach dziewczyny iskrzyły iskierki radości. To był wspaniały widok.
-Dzień dobry- przywitała się i usiadła obok Ginny.
Młodsza Gryfonka rozpromieniła się na widok swojej przyjaciółki. Hermiona nalała sobie soku pomarańczowego oraz nałożyła na talerz dwa tosty, bekon i jajko.
-Wybieracie się do Hogsmeade?-Spytała, kiedy wypiła kilka łyków.
-Tak. Harry zabiera mnie do Miodowego Królestwa, a potem przejdziemy się na spacer- powiedziała z uśmiechem, a później, gdy tylko Harry obrócił się do Deana, dopowiedziała na ucho.- Podobno ma dla mnie jakąś niespodziankę.
Hermiona podniosła do góry brwi, a później uśmiechnęła się szeroko. Dobrze wiedziała, czym może być ta niespodzianka, lecz obawiała się planu. Wiedziała, że we wszystkim swoje łapy maczał Daniel, lecz nie potrafiła przyporządkować jego działań do złych, czy też do dobrych. Nie ufała mu, lecz Harry najwyraźniej tak.
-To wspaniale- odpowiedziała, po czym ugryzła tost.- Myślisz, że…?
-Ja to wiem!- Krzyknęła radośnie, lecz ściszyła swój głos, gdy tylko Harry obejrzał się na nią podejrzliwie. – A ty, jakie masz plany na dzisiejszy dzień?
-Też wybieram się do wioski… na małe zakupy- odpowiedziała i opuściła wzrok na swoje dłonie, które zaczęły jej nerwowo dygotać.
-Może pójdziesz z nami?-Spytała ją Ginny.
-Nie, nie, nie- energicznie kręciła głową.- To jest wasz dzień, a ja sobie znakomicie poradzę...
-Nie puszczę cię samej- nalegała ruda.
Hermiona wykrzywiła się w grymasie i spojrzała na przyjaciółkę.
-Nie idę sama- powiedziała, a kiedy zauważyła błysk w jej oku, dodała.- To nie jest randka!
-Jasne, jasne- odpowiedziała z przekąsem i niedowierzaniem.- Mów mi, kim jest ten szczęściarz. Tak się cieszę, że w końcu się z kimś spotykasz. Mój brat był porażką, lecz przecież trzeba iść dalej, co nie?
-Ginny…
-Nie trzymaj mnie w nie pewności Hermiona. I tak się dowiem, kto to…- ostrzegła ją.- Chyba lepiej, że to ty mi powiesz, a nie mój szpieg.
Hermiona pokręciła ze zrezygnowaniem głową.
-Idę z Malfoy’em, Ginny. Nie jest to tak jak mówiłam randka, lecz zaprosił mnie, a ja się zgodziłam.
Nastała cisza, w której Gryfonka bała się spojrzeć na swoją przyjaciółkę, lecz gdy strach przezwyciężyła ciekawość, skierowała swój wzrok na nią.
-Malfoy?-Spytała i przekrzywiła się.- Naprawdę?
-Jest inny- zdołała tylko powiedzieć.
-Wiesz, że nie potrafię go teraz ocenić… - zaczęła.- Może i masz rację. Może się zmienił, lecz… i tak uważaj, dobrze? Nie chcę żeby cię skrzywdził.
Szatynka kiwnęła głową i uśmiechnęła się do Ginny.
-Cieszę się, że to rozumiesz… Ta znajomość jest dla mnie dość ważna. On… on mi pomaga i to między innymi dzięki niemu nie myślę już tak o wojnie.
-Wiesz jak to niewiarygodnie brzmi, co nie?- Spytała z uśmiechem na ustach.- Lecz jeśli tak uważasz, to nie mogę się z tobą sprzeczać.
-Jeszcze raz dziękuję, że mnie rozumiesz- powiedziała cicho.
-Zawsze będę z tobą, w tych trudnych jak i w tych złych chwilach. Może i nawaliłam na początku roku, lecz teraz się mnie nie pozbędziesz.
-Miło mi to słyszeć. Bo nie ma szans, żeby cię miała gdziekolwiek puścić.
Ginny zaśmiała się i przytuliła mocno swoją przyjaciółkę. Obydwie cieszyły się, że w końcu ich relację wróciły na normalny tor. Więź między nimi naprawiła się, a ich serca w końcu ponownie wypełniła przyjaźń, bez której czuły się pusto. Oderwały się od siebie zagłębiając się ponownie w rozmowie, do której tym razem dołączył również i Harry. Śniadanie upłynęło im w miłej atmosferze. Hermiona nie mogła przestać się uśmiechać, co było nowością w jej życiu. Czuła, że wszystkie problemy znikają, a tak jak po burzy pojawia się słońce, tak w jej życiu powoli wszystko zacznie się układać. Nabiła na widelec kawałek boczku, lecz gdy podniosła wzrok, widelec stanął w połowie drogi do jej buzi. Z naprzeciwka wpatrywały się w nią oczy. Świdrowały każdą jej cząstkę, wywołując w niej uczucie dyskomfortu. Daniel uśmiechnął się, gdy zauważył jej zdezorientowaną minę. Zachowywał się tak chłodno i nieprzewidywalnie, co doprowadzało dziewczynę do szaleństwa. Nie wiedziała, czego może spodziewać się po nim, a groźba, którą skierował w jej kierunku, nadal grzmiała w jej umyśle.  Opuściła szybko wzrok i zerknęła na zegar, który wskazywał, że już za chwilę rozpocznie się zbiórka do wyjścia do wioski.
-Idziemy?-Spytała swoich przyjaciół, którzy pokiwali głowami i wraz z Hermioną ruszyli do drzwi frontowych Hogwartu.

***

Przed budynkiem zgromadziło się już wielu uczniów, którzy stali w kolejce do Filcha, aby pokazać mu swoje zgody na wyjście do wioski. Woźny jak zawsze podejrzliwie wpatrywał się w twarze uczniów, lecz później oddawał im papierki, jednak zawsze komentując coś pod nosem. Hermiona, gdy tylko przeszła przez kontrolę usiadła na murku fontanny. Wypatrywała w tłumie blond włosów, lecz nigdzie nie mogła ich dostrzec. Ginny usiadła obok dziewczyny i zaczęła bujać swoim krótkimi nogami, które nie dotykały ziemi.
-Gdzie zgubiłaś Harry’ego?-Spytała Hermiona.
Ginny westchnęła i skinęła głową w stronę chłopaka, który rozmawiał z Danielem. Na twarzy Ślizgona widniał miły uśmiech, o który Hermiona nigdy nie mogłaby go podejrzewać. To zupełnie nie pasowało do jego ostrych rysy twarzy oraz zadartego nosa. Również do charakteru.
-Znowu rozmawia z Danielem- powiedziała z przekąsem.- Nie podoba mi się ten typek. Ma coś w sobie, co…
-Przeraża- dodała za nią starsza, a Ginny pokiwała twierdząco głową.
Hermiona jednak w tym momencie w żaden sposób nie potrafiła dopasować mu maski okropnego Ślizgona, który jej groził. Teraz wydawał się być dobrym kolegą, który pokazywał się z jak najlepszej strony. Coraz trudniej było Hermionie zrozumieć tego chłopaka. Był chodzącą zagadką, z którą jednak nie chciała mieć nic o czynienia.
-Nie spóźniłaś się - usłyszała za swoim uchem i podskoczyła ze strachu.
-Dostałam dokładne rozkazy, do których postanowiłam się dostosować… przynajmniej dzisiaj- dopowiedziała i posłała blondynowi uśmiech.
Ginny przyglądała się im z zainteresowaniem, lecz gdy wzrok Malfoy’a skierował się w jej stronę, odwróciła wzrok.
-Chyba nie jesteś zła, że porwę twoją przyjaciółkę na dzisiejszy dzień?-Spytał z nutką rozbawienie w głosie.
-Jeśli ją oddasz to nie- odpowiedziała mu i posłała delikatny uśmiech.
-Zastanowię się- powiedział i złapał Hermionę za ramiona, po czym ściągnął ją z fontanny.- Przepraszam, ale mamy dzisiaj strasznie dużo do załatwienia. Do później rudzielcu!
Krzyknął na odchodne, a Hermiona pomachała przyjaciółce, która ze zdziwieniem wpatrywała się w dwójkę byłych wrogów. Parsknęła pod nosem, gdy Gryfonka uderzyła blondyna w ramię, pewnie karcąc go za dziecinne zachowanie. Musiała przyznać rację Hermionie. Malfoy się zmienił, lecz miała nadzieję, że jego zmiana odbije się w życiu jej przyjaciółki na dobre, a nie na gorsze.
Hermiona natomiast cały czas spoglądała na Dracona morderczym spojrzeniem. Jego zachowanie również i dla niej było dziwne. Nigdy nie spodziewała się po nim czegoś takiego, ale od rana nie mogła się nadziwić jego zachowaniu. To dziwne, że zmienia się, aż tak diametralnie, gdy ma dobry humor. Zapowiada się ciekawy dzień, powiedziała do siebie z przekąsem, lecz na jej ustach mimowolnie pojawił się uśmiech. Otuliła się swetrem i ruszyła ramię w ramię z blondynem w stronę wioski. Postanowili dzisiaj wykorzystać piękną pogodę, dlatego nie śpieszyli się zbytnio. Często zatrzymywali się, aby wskazać palcem jedną z chmur, która według z nich ułożyła się w jakiś kształt.
-Ta wygląda jak ty- powiedziała Hermiona i wskazała na jedną z nich, po czym zaniosła się śmiechem.
-Ja nie widzę w niej żadnego podobieństwa- opowiedział oburzony.
-Ja za to tak. Idealnie odwzorowana fretka- ponownie zachichotała, lecz Draconowi nie było do śmiechu.
Rzucił się za nią pędem, grożąc jej. Hermiona próbowała uciec, lecz jak już zdołała się przekonać na błoniach, nie mogła się równać z wysportowanych Ślizgonem. W końcu ją złapał i przyciągnął do siebie. Ich ciała były blisko siebie, co wywołało na policzkach dziewczyny wielkie rumieńce.
-Narażasz się Granger- powiedział z uśmiechem.- Nie dość, że wisisz mi przysługę, to jeszcze się ze mnie śmiejesz.
-Jaką przysługę?-Spytała, udając niewiniątko.
-Nie wywiniesz się mała- odpowiedział i wypuścił ją z uścisku.- Chodź, bo musimy zdążyć przed największym uderzeniem uczniów.
Gryfonka niechętnie odsunęła się od chłopaka i przystanęła na jego pomysł. Ponownie ruszyli do Hogsmeade, rzucając, do siebie, co po chwilę jakieś kąśliwe uwagi.

***

Droga we wiosce usłana była liśćmi, które opadły z drzew. Brąz mieszał się z czerwienią, a czerwień ze żółcią. Wszystko idealnie komponowało się w jeden, śliczny jesienny krajobraz, który przypadł do gustu Hermionie. Szła obok Malfoya, kopiąc, co po chwilę nieodgarnięte liście, powodując, że choć przez moment wzbijały się one w powietrze i tańczyły wraz z delikatnym, ciepłym wiatrem. Z ust dziewczyny nie mógł zejść uśmiech. Czuła się szczęśliwa mogąc korzystać z tak pięknego dnia oraz iść koło Dracona. Chłopak bezustannie wywoływał u niej śmiech.Nigdy nie myślała, że może się tak dobrze z nim dogadywać. Jego dobry humor przeszedł również na nią, a ona starała się żeby został u niego jak najdłużej. Zdążyła polubić tego prawdziwego Ślizgona i nie chciała, aby w ten dzień ponownie wrócił do maski obojętności, którą przybierał, na co dzień. Kamienny murek zakończył się, a oni weszli do wioski. Jak na razie świeciła ona pustkami, przez jeszcze wczesną godzinę, lecz było im to na rękę. Gryfonka pozwoliła się prowadzić przez Dracona, który miał najwyraźniej opracowany plan dzisiejszych zakupów. Po chwili zatrzymał się przed mały sklepem, na którego szyld przysłonięty był ciemnym materiałem. Wyglądał na nowy. Malfoy nacisnął na klamkę i otworzył drzwi. Ze środka dobiegł dźwięk dzwonka, który przywołał sprzedawcę. Mężczyzna był w podeszłym wieku. Na jego haczykowatym nosie spoczywały okulary, które musiał cały czas poprawiać. Zamienił z blondynem parę słów i uśmiechnął się do Hermiony.
-Mam nadzieję, że znajdziecie coś, co będzie wam odpowiadało- odpowiedział miłym głosem i udał się za ladę.
Hermiona odwzajemniła uśmiech i ruszyła za Malfoy’em, który wdarł się już pomiędzy regały. Dotykał ubrania i cmokał z przekąsem. Wszędzie znajdywał coś co mu nie odpowiadało.
-Jeśli chodzi o strój dla mnie to wydaję mi się, że lepiej będzie, jeśli sama go dla siebie znajdę- powiedziała w końcu i założyła ręce na piersi.
-O nie, nie…- zaprzeczył głową.- Umówiliśmy się, że…
-Że kupimy taki strój, który będzie mi odpowiadał- przerwała mu i dokończyła.
-Tak-zgodził się i odwrócił się w jej stronę z cwanym uśmiechem na ustach.- Ale nie wspomniałem, że będziesz mogła wybrać jeden z moich ulubieńców.
-Chyba sobie żartujesz?-Fuknęła.- W każdej chwili mogę zrezygnować z tej twojej ‘super’ imprezy i zostać w pokoju.
-Możesz próbować, ale i tak cię z niego wyciągnę- odpowiedział i wszedł w inną alejkę, zostawiając Hermione z wymalowaną złością na twarzy.
Zacisnęła dłonie w pięści i ponownie ruszyła za chłopakiem. Postanowiła na własną rękę poszukać jakiegoś stroju, który będzie się jej podobać. Jeśli jemu się nie spodoba… to trudno. Będzie musiał przeżyć, powiedziała sobie w duchu i przekręciła głowę w bok, przypatrując się ucieszonej minie Malfoya. Złapał w ręce wieszak z ubraniem i wyciągnął go w jej stronę.
-Co ty na to?-Spytał, wskazując skąpy strój pielęgniarki.- Trochę krwi i…
-Nie!-Oburzyła się i zdecydowanie pokręciła głową.- Miej na uwadze, że to ma być strój dla mnie, a nie dla… Pansy.
-Okej, okej…-odpowiedział i odłożył ubranie zrezygnowany.
-Idę poszukać sama- warknęła do niego i zniknęła w innej alejce.
Wszystkie stroje wydawały się być przeciętne. To nie tak, że pragnęła zdziwić Malfoy’a, czy też pokazać mu, że może też dobrze wyglądać, lecz pragnęła w jakiś sposób mu zaimponować. Na jej policzkach pojawił się niechciany rumieniec, gdy tylko przywędrowała do niej taka myśl. Wyjęła jedno z ubrań, które tym razem przedstawiało Draculę. Warknęła pod nosem i odłożyła je na miejsce. Wchodziła w sklep coraz głębiej, lecz nadal nic nie przykuło jej uwagi. Malfoy również nie dawał znaku życia, co świadczyło, że nic nie znalazł. Usłyszała dzwonek oraz skrzypienie otwieranych drzwi. Sprzedawca przywitał się z grupką rozchichotanej młodzieży, lecz nie otrzymał od nich odpowiedzi. Krążyła dalej między alejkami, a z każdą chwilą coraz bardziej wydawało się jej, że te poszukiwania nie przyniosą rezultatów.
-A może to?-Usłyszała głos za sobą, który nie należał do blondyna.
Odwróciła się szybko w stronę chłopaka za nią, który trzymał w dłoni wieszak ze strojem anioła. Składał się z długiej, białej i opiętej sukienki, która sięgała, aż po samą podłogę. Z boku miała wysokie rozcięcie, które umożliwiało swobodne poruszanie się. Do jej nagich pleców dołączone były skrzydła, które bez problemu Hermiona mogłaby zamocować za pomocą czarów. Spojrzała na twarz chłopaka i cofnęła się o krok.
-Daniel…- wyszeptała.- Czy ty przypadkiem mnie dzisiaj nie śledzisz?
-Przypadkiem?- Wyszczerzył się.- Jestem stu procentowo pewny, że świadomie i z czystą premedytacją ruszyłem za tobą do tego sklepu.
Hermiona zmarszczyła czoło i przyjrzała mu się podejrzliwie. Serce biło jej jak szalone, lecz dzięki hałasowi, który wyrządzali inni uczniowie, jej zdenerwowania nie mógł usłyszeć Daniel.
-Zostaw mnie w spokoju- powiedziała i odwróciła się, skręcając w alejkę, w której przedtem stał Dracon. Niestety, nie było go tam.
-Nawet nie przymierzysz?- Zatrzymał ją i wręczył jej strój.
Stał za nią, a jego dłoń znajdowała się niebezpiecznie blisko jej ramienia. Materiał sukienki podrażniał jej skórę, która w tym momencie wyczulona była na nawet tak delikatny dotyk. Czuła jego zimny oddech na swoim karku, który spowodował nieprzyjemny dreszcz.
-Wydaje mi się, że będziesz wyglądać w niej naprawdę… apetycznie- wyszeptał i zaśmiał się do siebie.
Wręczył jej sukienkę i odsunął się od niej na parę kroków.
-Zastanów się…
Zanim się odwróciła, jego już nie było. Czuła się dziwnie odrętwiała, a jej myśli szalały.  Serce nadal łopotało o jej żebra, domagając się chwili odpoczynku. Zaczęła się coraz bardziej obawiać tego chłopaka. Przyznał się, że ją śledził…, lecz to, to nie było, aż takie dziwne. Była świadoma, że coś takiego mogło się stać, w końcu jej groził, lecz aluzje kierowane w jej stronę. Ten strój… Przyjrzała się sukience i przejechała dłonią po delikatnym jedwabiu, z którego była zrobiona. Była piękna, lecz zbyt odważna. Połowa jej umysłu krzyczała Bierz ją dziewczyno!, a druga połowa radziła jej wyrzucić ją w kąt, aby nie dać satysfakcji Danielowi.
-O tutaj jesteś!- Krzyknął Draco i spojrzał na strój, który trzymała w dłoniach.
Zagwizdał pod nosem i spojrzał tym razem na strój diabła, który trzymał w rękach.
-Nie chcesz diablicy?-Spytał i zacmokał z dezaprobatą.-Aniołkiem to ty niby nie jesteś Granger, ale wydaje mi się, że idealnie będziesz się w tym prezentować.
Na jej policzkach wypłyną niechciany rumieniec.
-Mam nadzieję, że ty masz coś, co dorówna temu- odpowiedziała z przekąsem, mierząc go triumfalnym spojrzeniem.
-Oj mam…
-Tylko nie żadne zombie- ostrzegła go.- Inaczej zostaję w pokoju!
-Merlinie! Kobieto tobie się nie da dogodzić- na jego ustach pojawił się grymas, lecz jego oczy nadal były rozbawione.-Daj mi to i idziemy do kasy. Zapłacę i nie ma żadnego ‘ale’…
Zabrał jej strój i przerwał, gdy tylko chciała otworzyć usta, aby zaprotestować. Podniosła ręce do góry i poszła za blondynem z stronę lady. W jej głowie panowała istna burza. Nie wiedziała czy postępowała dobrze. Wszystko miało się dopiero okazać na tej przeklętej imprezie, na którą niestety będzie musiała się wybrać.

***

Gdy tylko wyszli ze sklepu Malfoy pociągnął ją w stronę Miodowego Królestwa. Kupili tam tony słodyczy oraz wypróbowali oferowane przysmaki. Zatrzymali się również w sklepie, w którym blondyn złożył zamówienie na imprezę. Zapowiadało się, że nie będzie to zwykła kameralna impreza, a raczej wydarzenie roku, w które chłopak zaangażował się całym sobą. Hermiona próbowała ukryć niepokój, który rósł w niej z każdą chwilą, lecz czasami nie było to możliwe. Przeklinała w myślach samą siebie, że zgodziła się wyjść z nim.
-Ostatni przystanek… Pub pod Trzema Miotłami- odpowiedział, a na jego ustach pojawił się wielki uśmiech.-W końcu jakieś wynagrodzenie po całym dniu słuchania twoich zrzędzeń.
-Ha ha ha. Bardzo śmieszne Malfoy- założyła ręce na piersi i pokazała mu język.- Jeśli pod postacią nagrody rozumiesz Ognistą to zapomnij.
-Czemu to, aż tak ci przeszkadza?- Spytał i pchnął drzwi do knajpy.
Do pomieszczenia weszli wraz z powiewem wiatru, który spowodował, że płomienie świec, które tworzyły żyrandol, niebezpiecznie się pochyliły, prawie gasnąc. W pomieszczeniu unosiło się mnóstwo zapachów, które dodatkowo potęgowało gorąco, pochodzące od ogromnego kominka.
-Po prostu…nie mam zamiaru cię później zanosić do Hogwartu-odpowiedziała i ruszyła za nim w stronę wolnego stolika. –A poza tym jesteś…
-Uzależniony?-Dopowiedział za nią i podniósł do góry brew.
Westchnął, widząc jak kiwa głową na potwierdzenie. Zajął miejsce naprzeciwko niej i strącił dłonią okruszki z blatu, które posypały się na podłogę.
-Tylko dziś robię wyjątek- uśmiechnął się, chociaż nie zdołał zatuszować grymasu niezadowolenia.
Hermiona uśmiechnęła się szeroko i zawołała kelnerkę, która przechodziła akurat obok ich stolika.
-Dwa piwa kremowe z imbirem - powiedziała, a kelnerka zanotowała w notesie i odeszła.
-Wykończysz mnie- powiedział z wyrzutem.
-Nawet nie spróbowałeś, a już narzekasz. Zachowujesz się gorzej niż dziecko –stwierdziła i zabębniła paznokciami o stół.
Drzwi do pubu ponownie się otworzyły. Hermiona wyjrzała zza ramię Dracona i od razu szybko wróciła na swoje miejsce. Chłopak widząc dziwne zachowanie swojej towarzyszki obrócił się i zauważył, kto spowodował jej reakcję. Uśmiechnął się pod nosem, widząc paskudną osobę Weasleya i piskliwą Brown uwieszoną na jego ramieniu. Para, niestety, również i ich zauważyła.
-Rozpoczyna się zabawa- westchnął Draco i posłał Hermionie oczko.-Gotowa?  

  

  • Na początku pragnę podziękować dwóm wspaniały osóbką, dzięki którym ten rozdział pojawia się tydzień przed wyznaczonym terminem ( wow). Sofi dziękuję za Twoją pomoc i rady, gdy wydawało mi się, że utknęłam w martwym punkcie i nie dam rady z niego ruszyć. Lora dziękuję za wzbudzanie we mnie chęci pisania i za częste nakłanianie mnie do niego -jestem wielkim leniem, więc taki kop w tyłek daje mi naprawdę dużo. Teraz rozdział.... muszę przyznać, że jestem z niego zadowolona. Niektórym może się wydać przesłodzony itd., ale starałam się jak najbardziej ich relacje sprowadzić do koleżeńskich relacji. Mam nadzieję, że mi się udało. Wszyscy nie mogą doczekać się imprezy, co? Muszę Was zmartwić, w rozdziale 17 na pewno jej jeszcze nie będzie. 

poniedziałek, 16 lutego 2015

—15.I'll protect you from the hooded claw




Szedł korytarzem. Otaczała go przerażająca ciemność, przez którą w jego umyśle pojawiły się nieprzyjemne wspomnienia służy u Voldemorta. Ciemność zawsze skrywała coś, czego on za wszelką cenę, nie chciał odkryć.
Jego pamięć wróciła do czasów, kiedy był wraz z ojcem w lochach. Słyszał szloch, krzyk, ciche rozmowy i błaganie. Wiedział, że ci ludzie spodziewali się najgorszego. Śmierć miała zapukać lada moment do ich drzwi. Sprawcą mógł być on, jego ojciec czy ktoś inny z podwładnych… Bał się. Codziennie bał się, że to jego imię wybierze Voldemort. Wtedy będzie musiał zejść do tego okropnego miejsca, wyciągnąć różdżkę i skierować ją w stronę człowieka. Czarodzieja. Mugola. Wszystko jedno. Musiałby wtedy zabić. Tamtego dnia poszedł wraz z ojcem, zobaczyć jak on dokonuje egzekucji. Szedł za nim, spoglądając na swoje buty. Nie miał odwagi spojrzeć do cel, chociaż czuł na sobie uważny wzrok zgromadzonych więźniów. Było mu wstyd i żal. Pierwszy raz czuł jak jego serce wybiera inną drogę niż tą, którą od dziecka wytyczał mu ojciec. Pragnął się sprzeciwić, lecz nie potrafił. Zatrzymali się, a Lucjusz wszedł do celi.
-Chodź ze mną- zachęcił syna.- Chcę żebyś patrzył mu prosto w oczy, gdy będzie umierał.
Malfoy przełknął ślinę i posłuchał ojca. Zauważył w kącie celi skulonego mężczyznę, który szeptał pod nosem modlitwę. Kołysał się do przodu i do tyłu, a głowę schował w swoje nogi.
-Podnieść się!-Rozkazał Lucjusz, a słowa, które wydobyły się z jego ust brzmiały jak syk.
Mężczyzna zatrzymał się i spojrzał w górę. Na początku na swojego oprawcę, a gdy nie zauważył w jego oczach skruchy, skierował swój wzrok na młodszego. Draco widział rozpacz w jego oczach. Czuł się jak przyparty do muru. Chciał pomóc, lecz nie mógł.
-Pomóż mi proszę…-wyszeptał i na kolanach przybliżył się do młodszego.
Ojciec Malfoya zaśmiał się złowieszczo, po czym spojrzał na syna. Pokręcił głową, gdy zauważył w nim tego, czego nienawidził, cechy charakteru Narcyzy. Słaby, tchórzliwy małolat. Opuścił różdżkę. Więzień zatrzymał wzrok na starszym Malfoyu i przez chwilę czuł, że może mu się udało. Jego radość trwała krótko… za krótko.
-Spójrz w jego oczy!-Rozkazał, a gdy blondyn wykonał jego rozkaz, z różdżki wystrzelił zielony promień, który ugodził mężczyznę prosto w klatkę piersiową. Po lochach rozniósł się huk, kiedy jego ciało upadło bez życia na brudną posadzkę. Jego oczy były wciąż otwarte. Wpatrywał się z nadzieją, połączoną ze strachem. Draco opuścił wzrok.
-Zero skruchy, zero wsparcia, zero współczucia- mówił, zaciskając zęby.- Czy ty w ogóle pamiętasz cokolwiek z moich nauk?! Myślisz, że to zabawa?! Przejrzyj na oczy smarkaczu, bo twój jeden zły ruch może kosztować życie całą naszą rodzinę.
Draco nic nie odpowiedział.
-Twoja matka jest za słaba- powiedział to z obrzydzeniem.- Sprawię, aby i z ciebie nie zrobiła tchórza, jakim się stała.
Odszedł nie zwracając uwagi na to, czy jego wychowanek idzie za nim. Draco splótł ręce w pięści ze złości. Matka wcale nie była tchórzem. Była najodważniejszą kobietą na świecie, która potrafiła przeciwstawić się jego tyranii. Pokazała, że nie wszystko jest tak jak on widzi. Ukazała mu świat, w którym tak naprawdę żyją. Prawdziwe oblicze Czarnego Pana oraz jej własne intencje. Nie chciała mu służyć. Miała dość ciągłego strachu i obawy. Chciała, aby jej syn miał normalne, szczęśliwe życie…
-Matka nie jest tchórzem- wyszeptał, a jego słowa odbiły się  echem w celi.
Spojrzał ostatni raz na otwarte oczy mężczyzny… Tutaj wszyscy byli równi. Wszyscy mieli zginąć. W tej przytłaczającej ciemności i kompletnej ciszy.
Obraz lochów w ich posiadłości zniknął, a on ponownie powrócił do wąskiego korytarza. Wyglądał jakby był jedną z opuszczonych dróg w Hogwarcie, gdzie nikt jeszcze nie zapuścił swojej nogi. Szedł, chociaż każda cząsteczka jego ciała pragnęła zawrócić. Wytężył wszystkie zmysły. Skupił się na dźwiękach, zapachach… Przeszkadzała mu ciemność. Mimo tego, że po obu stronach czuł kamienne ściany pod swoimi palcami, to i tak nie czuł się tutaj zbyt pewnie. Nie wiedział gdzie jest i po co się tu znajduje. Jego ciało zalał zimny pot, a jego klatka podnosiła się szybko w górę i w dół. Nagle jego ciało pokryła gęsia skórka, spowodowana sykiem, który usłyszał gdzieś przed sobą. Zatrzymał się i wytężył wzrok. W oddali pojawiła się zielona poświata, która powoli zbliżała się do chłopaka, kształtując swoją prawdziwą postać. Przed nim grawitował wąż… ten sam co w Zakazanym Lesie. Chłopak z przyzwyczajenia powędrował ręką do kieszeni, w której zawsze miał różdżkę, lecz tym razem była ona pusta. Odsunął się kilka kroków do tyłu, lecz przystanął, gdy tylko usłyszał syk zwierzęcia.
-Chodź za mną…
Blondyn znieruchomiał, lecz gdy dziwna zjawa ruszyła, jak zaczarowany poszedł za nią. Jego kroki odbijały się echem po korytarzu. Czuł pod podeszwą wodę, która cały czas podnosiła swój poziom. Hologram zatrzymał w ślepym zaułku i przeszedł przez ścianę, zostawiając chłopaka samego. Draco dotknął dłońmi ściany. Próbował szukać przycisku, wajchy, zapadni, dzięki której mógłby dostać się do pomieszczania, jednak nic takiego nie znalazł.
-Wszystko, czego potrzebujesz masz przy sobie- usłyszał syk, a wtedy świat zawirował.


Obudził się zalany potem. Przetarł dłonią twarz i ponownie opadł na łóżko. Czuł się zmęczony, przestraszony i zaciekawiony. Nie wiedział, co oznaczał ten dziwny i tak realistyczny sen, lecz zdawał sobie sprawę z tego, że wąż, który w nim występował miał związek z feralnym dniem w Zakazanym Lesie. Wszystko nagromadziło się w jego umyślę, sprowadzając jego myśli do dziwnego zachowania nauczycielki. W jego liścikach do Hermiony nie było nic takiego, co spowodowałoby taką reakcję nauczycielki. Napomknął tam o chwilach spędzonych w skrzydle szpitalnym, wyznał, że chce jej powiedzieć, co tak naprawdę stało się w Zakazanym Lesie, mając nadzieję, że dziewczyna to przeczyta, lecz los tak chciał, że nie dotarło to do jej rąk. Zachowanie nauczycielki natomiast było zaskakujące dla niego. Skłamała. Zawartość listu nie chowała w sobie żadnych tanich gadek na podryw, tylko prawdę, którą chciał przekazać Gryfoncę. Zamknął oczy i unormował swój oddech, których pod wpływem buzujących w nim emocji, ponownie przyśpieszył. Nie minęła chwila, a ponownie zasnął. Tym razem nie męczyły go żadne koszmary.

Minął tydzień od incydentu na błoniach. Prefekci nie unikali się, a wręcz przeciwnie, spędzali ze sobą każdą wolną chwilę. Lubieli przebywać w swoim towarzystwie, przez co coraz bardziej zbliżali się do siebie. Nawet nie wiedząc, tworzyli między sobą silną więź zaufania, która z dnia na dzień utwierdzała się w nich. Była silna, lecz nawet tak wielkie zaufanie, możne czasami zostać przerwane.  Tego dnia obydwoje zasiedli w fotelach w gabinecie dyrektorki Hogwartu. Kobieta miała na sobie długą czarną szatę, a brązowe włosy upięte w wysokiego koka. Wyciągnęła z biurka plik ulotek i wręczyła je prefektom.
-Informację o nadchodzącej Nocy Duchów-oznajmiła, gdy zauważyła ciekawskie spojrzenia uczniów, machnęła ręką, pozwalając im spojrzeć do teczki.- Chcę powrócić z tą tradycją i mam nadzieję, że zgodzicie się ze mną w tej kwestii.
-Oczywiście- powiedziała Hermiona, a Draco kiwnął tylko głową.- Wydaję mi się, że każdemu przyda się chwila odpoczynku od nauki.
-Cieszę się, że podoba wam się ten pomysł- odparła rozentuzjazmowana.- Chciałam wam przydzielić opiekę nad tym projektem, lecz wiem, że i tak wasze głowy zaprząta bal, więc mam do was tylko jedną prośbę. Możecie rozwiesić te ulotki w każdym dormitorium? Organizacją zajmę się wraz z innymi prefektami.
Gryfonka kiwnęła głową, a później pożegnała się z dyrektorką. Szła ramię w ramię z Draconem i oglądała stworzone przez kobietę ogłoszenia.
-Bardzo ładnie jej to wyszło- przyznała i wręczyła jedną blondynowi.
Ten tylko wzruszył ramionami i wskazał na nagłówek ulotki.
-Zapraszamy na nieziemską zabawę- przeczytał i wykrzywił usta w grymasie.- Mnie jakoś to nie przekonuję.
-Jesteś wybredny i tyle- stwierdziła i zabrała mu ogłoszenie.
-Nie jestem-odpowiedział i uśmiechnął się.- Za to wiem jak przekonać uczniów do przybycia na tą nudną ucztę.
-Słucham geniuszu- warknęła ironicznie.
-Zapraszamy na nieziemską zabawę, to może zostać, ale trzeba przykuć uwagę wybrednej młodzieży- dopowiedział z uśmiechem.- Pełną zombie! To już by było coś…
-Wielki fan zombie się znalazł?-fuknęła pod nosem.- Nie wydaję mi się, żeby ktokolwiek przystanąłby na twój pomysł.
Zatrzymali się przy rozwidleniu dróg.  Jeden korytarz prowadził do wieży Gryffindoru, a drugi do Slytherinu. Podała mu dwie ulotki, a dla siebie zatrzymała taką samą ilość.
-Zombie to bardzo dobry pomysł!-odparł urażony.- Moim zdaniem ludzie powinni się przebrać tak jak to Halloween.
-Wiesz, co to jest Halloween?-Spytała zdziwiona.
Przewrócił oczami.
-Tak, wiem- odpowiedział, zaciskając zęby. Nagle wyraz jego twarzy zmienił się diametralnie. Na jego ustach pojawił się wielki uśmiech, a w oczach pojawiły się iskierki radości.
-Lepiej znajdź sobie jakieś przebranie na Noc Duchów Granger. Po tej beznadziejnej uczcie, porwę cię na chwileczkę.
-Ani mi się śni!-Warknęła, lecz Draco tylko się uśmiechnął i zniknął za filarem.
Fuknęła pod nosem i tupnęła nogą. Nienawidziła, kiedy nie miała nic do powiedzenia.  W jej głowie pojawiło się nagle pytanie, które kompletnie wybiło ją z rytmu Skąd ja wezmę przebranie? 

***

Blondyn z uśmiechem na ustach wkroczył do salonu Ślizgonów. Przyjrzał się uważnie pomieszczeniu, odczuwając brak wspólnie spędzonych chwil z przyjaciółmi. Zawsze wieczorami siadali na skórzanych kanapach, rozmawiając na błahe tematy. Teraz wszystko się zmieniło. Został pozbawiony tych chwil, lecz zyskał przez to sojuszniczkę, która rozumiała go równie dobrze, jak jego przyjaciele.  Skierował swoje kroki do tablicy i przybił do niej kartkę, która oznajmiała o zbliżającej się kolacji. Jednym ruchem różdżki przywołał do siebie kartkę i pióro, po czym dokleił krótką informację pod ulotką. Kilka zaciekawionych osób zbliżyło się do tablicy ogłoszeń. Noc Duchów nie była w Slytherinie zazwyczaj przyjmowana z entuzjazmem, natomiast druga informacja zyskała o wiele większe poparcie. Nadchodząca impreza zaczęła być na językach zgromadzonych uczniów, którzy z zadowolenia rozmawiali o doborze stroju oraz partnera i parterki.
-Coś ty znowu wymyślił Draco?-westchnął Theodor, podchodząc do kolegi.- Jeśli dowie się o tym dyrektorka, to…
-Nie dowie się.
-A skąd ta pewność?- Założył ręce na piersi.- Jeśli myślisz, że to będzie kameralna imprezka to się mylisz. Przyjdzie cały Hogwart, a prefekci zaczną ingerować w braki swoich podopiecznych.
-Nie chcę ci przypominać drogi przyjacielu, że rozmawiasz z prefektem naczelnym, który…
-W każdej chwili może zostać pozbawiony tego stanowiska- przerwał mu i uśmiechnął się cwaniacko.
-Przesadzasz- westchnął Draco.- Będzie super! Sama dyrektorka zgodziła się z tym, że  uczniom należy się chwila odpoczynku, a Noc Duchów moim zdaniem nie jest wystarczającą rozrywką dla tłumów niewyżytych nastolatków.
Theodor przewrócił oczami. Wiedział, że jego przyjaciel musiał mieć w swoim pomyśle jakiś ukryty sens. Jego myśli krążyły wokół pewnej Gryfonki, której osoba dość często zajmowała myśli przyjaciela. 

***

Gdy wrócił do swojego dormitorium, zauważył Gryfonkę siedzącą na kanapie. Okryta była czerwonym kocem, a na jej kolanach spoczywała książka. Jej włosy opadały po bokach, zasłaniając jej twarz. Wiedział, że dziewczyna zamknięta jest w swoim własnym świecie, który był dla niej odskocznią od panującego wokół nich chaosu. Usiadł, więc na fotelu, a do szklanki nalał sobie ognistej. Jego oczy cały czas lustrowały jej poważną minę oraz oczy, w których skakały iskierki radości i zaciekawienia. Była taka niewinna. Jak ptak, który po latach zamknięcia w klatce, odzyskał wolność. Cieszyła się tym uczuciem. Przewróciła stronę książki, a pasmo włosów założyła za ucho. Draco chrząknął pod nosem, wybudzając dziewczynę z transu. Przestraszona podniosła wzrok znad książki i zmierzyła chłopaka wzrokiem godnym bazyliszka. Na jej policzkach wypłynęły czerwone plamy.
-Malfoy!-Oburzyła się.
-We własnej osobie- uśmiechnął się.- Wybierasz się jutro do Hogsmeade?
-Nie myślałam jeszcze o tym-odparła zgodnie z prawdą, zamykając książkę i odkładając ją na stolik.- A co?
Draco wzruszył ramionami i skierował wzrok na płonące drwa w kominku. Jednym ruchem różdżki sprawił, że ogień się zwiększył, a pokój oblała fala gorąca. Ponownie spojrzał na Gryfonkę, która podsunęła nogi do siebie, a twarz oparła po kolana. Na jej twarzy skakały czerwone płomienie, które odsłoniły kilka piegów na jej małym nosie. Draco uśmiechnął się, co nie uszło uwadze dziewczyny.
-Co?-Ponownie zapytała.
Zachowanie chłopaka coraz bardziej zaczynało ją irytować. Niby temat pocałunku zszedł w niepamięć, lecz ona nadal czuła na sobie jego dziwny wzrok, który przypominał jej o tym wydarzeniu. Wiedziała, że nawet jeśli nic nie wspominał o tamtym dniu, to jest on utkwiony w jego pamięci. Miała cichą nadzieję, że Draco zapomni o tym, że wisi mu przysługę, lecz… nadzieja matką głupich.
-Chodź ze mną jutro do wioski- stwierdził, bardziej niż zapytał.
-Proszę?-Zdziwiła się.
Blondyn zmieszał się jej odpowiedzią, ponieważ słowa, które wypowiedział, wyszły z niego bez pozwolenia mózgu. Powiedział co mu ślina na język przyniosła i teraz musiał pociągnąć dalej, poruszony temat.
-Chodź ze mną do Hogsmead- powiedział z uśmiechem, próbując zatuszować jak bardzo się stresuje. Jego serce biło jak szalone.- Wybiorę ci jakiś kostium na imprezę.
-A kto powiedział, że w ogóle na nią przyjdę?-Uśmiechnęła się.
-Ja?- Wzruszył ramionami, jakby to było już z góry ustalone.- Będzie fajnie, uwierz mi!
-Nie jestem duszą towarzystwa Malfoy- warknęła.- Wolę siedzieć z książką, przy kominku. Nie potrzebuję innej rozrywki, a tym bardziej imprezy w Slytherinie. Podziękuję.
-Nie możesz się chować przed światem- stwierdził i spojrzał na nią z nadzieją.
-Wcale się nie chowam- oburzyła się, na co Draco zaśmiał się ironicznie.
-Jeśli się nie chowasz, to co ci szkodzi pójść chociaż na chwilę?-Zapytał.
-Jesteś namolny i upierdliwy!- Warknęła.- Czemu tak bardzo zależy ci na tym, abym poszła?
-Nie bądź taka Granger!- Westchnął.- Po prostu chcę żebyś poszła i tyle…
Spojrzała na niego spod byka i westchnęła. Nie potrafiła zdefiniować tego dziwnego uczucia, które w niej powodował. Wiedziała, że gdy tylko spojrzy mu w oczy to się ugnie. Niestety, miała rację. Gdy tylko jej oczy spotkały się z jego błękitnymi, poczuła się bezsilna.
-Zaraz po śniadaniu widzę cię przed wejściem do szkoły. Jeśli się spóźnisz wrócę do dormitorium i nie ruszę się z niego przez cały dzień.
Na ustach Dracona pojawił się triumfalny uśmiech. Hermiona odłożyła na bok koc i wstała z kanapy.
-A i jeszcze jedno!- Skierowała w niego wskazujący palec.- Kupimy tylko i wyłącznie taki strój, który mi będzie odpowiadał. Zrozumiano?!
-Tak jest!-Krzyknął i zasalutował.
Dziewczyna próbowała ukryć uśmiech, który mimowolnie pojawił się na jej twarzy, jednak ponownie nie udało się jej opanować przy nim swoich emocji. Odwróciła się więc szybko i zniknęła za drzwiami, zostawiając Dracona w szampańskim humorze. 

                                                                                             


  •  Witam! Kochani chciałam Was na początku przeprosić za tak długą przerwę, lecz miałam tyle na głowie, że nie potrafiłam jeszcze z tym pogodzić bloga. W sobotę pisałam II etap olimpiady, więc na razie jestem wolna. Zobaczymy jak będzie dalej, gdy tylko ogłoszą wyniki. Teraz wróćmy do rozdziału. Muszę przyznać, że mi się on nie podoba. Początek może jeszcze w miarę mi wyszedł, ale jakoś czuję, że potem już wszystko się gorszy. Nie wiem... Zostawiam Wam go do ostrzału. Mam jednak malutką nadzieję, że komuś się spodoba. :)