niedziela, 16 listopada 2014

— 11. So open your eyes and see

Rozdział nie jest poprawiony przez betę, więc mogą pojawić się błędy :)

Deszcz dudnił w dach rezydencji. Powietrze było rześkie i przyjemne, a kropelki deszczu przedostały się do środka  przez otwarte drzwi, w których stał chłopak.  Jego przemoczone blond włosy opadały na zmarszczone czoło, a przymrużonymi oczami przyglądał się nieoświetlonemu pomieszczeniu.  Trzęsącą dłonią wyciągnął z kieszeni różdżkę, po czym wypowiedział cicho zaklęcie. Końcówka magicznego patyka rozbłysła jasnym światłem, który oświetlił mu drogę.  Zdziwił się, gdy zauważył pozrzucane obrazy, przewrócone meble i rozbite szkła na podłodze.  Powoli kroczył przez to pobojowisko zastanawiają się, co takiego mogło się tu stać. Trwała wojna, jednak był przekonany, że ich rezydencja była broniona przed wrogami z zewnątrz. No właśnie… z zewnątrz. Jego serce zabiło mocniej. Przyśpieszył kroku, a gdy wszedł do salonu, wszystko jakby stanęło w miejscu. Na posadce widniała wielka kałuża krwi, przy której leżała różdżka jego matki. Podniósł ją i schował do kieszeni.  Rozglądnął się dokładniej, a gdy zauważył odbity, czerwony ślady na ścianie, po jego plecach przeszły go ciarki. Wyszedł po schodach, przeskakując po dwa stopnie, czuł, że z każdą chwilą traci nadzieję. Bał się, że przybył za późno. Obwiniał się, że jej nie słuchał, że nie próbował zrozumieć. Kolejne ślady krwi… prowadziły wzdłuż korytarza, a kończyły się przed wejściem do gabinetu.  Delikatnie uchylił drzwi, zaglądając do środka.  Od razu poczuł zimne krople deszczu, które wpadały przez otwarte okno. Białe zasłony łopotały na wietrze, a gdy pierwsza błyskawica pojawiła się na niebie, zauważył na nich również czerwone ślady.  Końcówkę różdżki skierował na podłogę, gdzie zauważył większą plamę, wyglądała tak jakby ktoś w tym miejscu upadł, a później czołgał się dalej z braku sił. Poszedł za śladem, a gdy spojrzał za biurko…
-Draco!-usłyszał głos przy swoim uchu.
Szybko podniósł się do pozycji siedzącej i rozejrzał się dookoła. Nadal znajdował się w Skrzydle Szpitalnym, lecz zmieniło się jedno…nie był sam. Na krześle obok siedział Zabini i spoglądał na niego z zaciekawieniem, nad nim natomiast stała ona. W jej oczach czaiło się przerażenie oraz iskierka ciekawości. Szybko przetarł spoconą twarz ręką i spróbował połknąć ślinę.  Już po chwili zaczął się krztusić, a ona jak najszybciej podała mu wody. Przyjął ją bez żadnych sprzeciwów, napił się i od razu poczuł ulgę. 
-Granger?-Wychrypiał.
-Tak to ja- uśmiechnęła się i odwróciła się szybko do Diabła nakazując mu, żeby się przybliżył.
Chłopak wstał z krzesła i oparł rękę na ramieniu blondyna.
-No stary wszystkich nas przeraziłeś- powiedział, śmiejąc się.- Przybyliśmy uwolnić cię stąd ty nasza księżniczko.
Na ustach blondyna pojawił się znikomy uśmiech.
-Jak się czujesz?- Zapytała, a jej głos się załamał.
Troska. Tak dawno nie czuł, że komuś na nim zależy. Sam nie wiedział, co ma odpowiedzieć czuł się dobrze. Nic go nie bolało, jego głowa nie pulsowała mu tak jak po wypadku, jednak coś w środku nie dawało mu spokoju. Wypadek, sen i teraz ona…. Nie mógł znieść jej zakłopotania, gdy ich oczy się spotykały, nie mógł znieść tego rumieńca na jej policzkach, nie mógł znieść samego faktu, że ktoś mu współczuje.
-Byłoby lepiej, gdyby zamiast wody była Ognista- powiedział tylko i oparł swoje plecy o metalową ramę łóżka.
Wiedział, że nie takiej odpowiedzi oczekiwała, wiedział, że nie takiego zachowania się spodziewała.  Na twarzy dziewczyny pojawił się smutny uśmiech, odeszła krok od łóżka, zastanawiając się nad nim. Pokręciła głową, nie mogąc nadal uwierzyć. A właściwie, czego oczekiwała? Że podczas snu będzie szeptał jej imię, że myśli o niej cały czas, że chce, żeby była przy nim. Głupia!, Krzyczała jej podświadomość.
-Mój chłop- krzyknął Zabini i uderzył przyjaciela mocno w ramię.- Mówiłem, że nic mu nie będzie.
Spojrzał na Hermione, która spoglądała w podłogę. Pokiwała głową i uśmiechnęła się do nich bez żadnych uczuć.
-Draco mogę z tobą porozmawiać?-zapytała, podnosząc na niego wzork.
Zauważył w jej oczach światełko nadziei, a w głębi ból. Nie były to wesołe oczy tej radosnej Gryfonki. Wiedział, że coś się stało, jednak…bał się. Spojrzał na Zabiniego, który już prawie wychodził zza kotary.
-Zostań Diable- krzyknął.- Możemy porozmawiać później? Chciałbym spędzić trochę czasu z przyjacielem.
Iskierka w jej oczach znikła, pozostawiając szkliste i smutne brązowe źrenice. Dziewczyna pociągnęła nosem i opuściła głowę.
-To może ja was zostawię- odparła, a gdy już prawie była za parawanem, usłyszała słowa blondyna.
-Tak chyba będzie najlepiej.

* * *
Kierowała się do wyjścia ze szkoły. Chciała uciec, gdzieś się schować. Miała nadzieję, że nikt jej tam nie będzie szukał, że zostanie sama. Nikt cię nie będzie szukał, do jej głowy przybyła nieznośna myśl. Niestety, musiała się z nią zgodzić. Ron, Harry i Ginny… próbowała za wszelką cenę ich unikać. Musiała przemyśleć wszystko, jednak najgorsze było to, że gdy tylko przypominała sobie ich rozmowę… Wtedy nie chciała słuchać ich wyjaśnień, liczył się sam fakt, że ją okłamali. Teraz cały czas jakiś cichy głosik w środku nakazywał jej szczerą rozmowę z przyjaciółmi. Poniekąd rozumiała, że robili to dla jej dobra i była im za to wdzięczna, a kłamstwo to kłamstwo. Ale przyjaciele… potrafią sobie przebaczyć. Westchnęła i popchnęła masywne drzwi. Jej włosy rozwiał wiatr, niosący po błoniach jesienne liście. Opatuliła się swoim płaszczem, chcąc nie dopuścić zimnych powiewów do swojego drobnego ciało, które i tak już drżało z zimna. Rozejrzała się dookoła. Błonia były puste, nie widziała żadnej żywej duszy, ani nie słyszała niczyjego głosu.  Zapadał wieczór, wszyscy grzali się w swoich pokojach wspólnych, rozmawiając z przyjaciółmi, ciesząc się wolną sobotą. Ona nie miała do czego wrócić. Nie chciała ponownie stanąć z nim twarzą w twarz, ponieważ wiedziała, że byłoby to dla niej zbyt bolesne. Niby mała błahostka. Pakt pomiędzy nimi, sprowadził do jej serca małą iskierkę nadziei, że ten brutalny, nikczemny chłopak się zmienił. Teraz… sama nie wiedziała, kim jest i czego może się po nim spodziewać. Był dla niej zagadką. Nieodkrytym skarbem, do którego posiada mapę, jednak droga do niego jest pełna niebezpieczeństw. Przedtem chciała podjąć to ryzyko, myślała, że postępuje właściwie. Jednak wątpliwości wróciły z podwojoną siłą. Nawet nie zauważyła, kiedy jej nogi zaprowadziły ją na pagórek przy domku Hagrida. Oparła się o kamienną ścianę, przyglądając się uchodzącemu z komina dymowi. Uśmiechnęła się, gdy w oknie ujrzała postać gajowego, który krzątał się po swojej chatce. Tak właśnie teraz potrzebowała wsparcia od najbliższych, a pół olbrzym zdecydowanie był dla niej ważną osobą.  Zacisnęła pięści i ruszyła kamienistą ścieżką w dół. Na około niej rósł gęsty, zakazany las, z którego wydobywały się odgłosy huczenia sów oraz uderzeń kopyt centaurów.  Po jej plecach przeszły ciarki, a jej nogi przyśpieszyły, aby jak najszybciej znaleźć się w bezpiecznym miejscu. Zapukała kilka razy w drzwi i odsunęła się od nich. Nie musiała długo czekać, po chwili w wejściu pojawił się Hagrid, a wraz z nim wspaniały zapach ciasta.
-O cholibka! Hermionka! A cóż to cię przywiało w taki zimny dzień?- Zapytał i odsunął się z przejścia.- Proszę wchodź, wchodź.  Gdybym wiedział ogarnąłbym cały ten bałagan.
Uśmiechnął się skrępowany, próbując włożyć nieumyte talerze i brudne ubrania do szafy. Gryfonka zachichotała pod nosem i zamknęła drzwi.
-Nic nie szkodzi- odpowiedziała i usiadła przy stole.
Gajowy zaprzestał sprzątania i oparł się o blat w jego mini kuchni. Przeczesał swoją brodę grubiutkimi paluchami i przyjrzał się uważnie gościowi.
-Co tu cię do mnie sprowadza?
Hermiona spojrzała prosto w jego oczy i westchnęła, podpierając głowę na dłoni.
-Potrzebuję rady- wyznała.- Wszystko zepsułam… nie posłuchałam ich, nie chciałam ich słuchać. Przecież ja zawsze uważałam, że każde zachowanie prowadzi do czegoś dobrego.  A gdy moi przyjaciele zataili przede mną tę sprawę… ja, zachowałam się egoistycznie. Powinnam była ich wysłuchać. Ale to wszystko się zebrało. Wojna, oni, Ron, Malfoy… zaczyna mnie to przytłaczać. Same obowiązki powodują, że kładę się późno spać, ale to sny powodują, że jestem żywym nieszczęściem. Śni mi się pole walki, śmierć bliskich… odrodzenie zła. Nie chce… ja tak się boję.
Gajowy usiadł naprzeciwko niej i złapał jej drobną dłoń, przykrywając ją swoją.
-Byłem świadkiem wielu waszych kłótni- zaczął.- Od początku waszej znajomości byliście nierozłączną paczką i nawet sama wojna tego nie zmieniła. Wszystko robiliście razem, w słusznej sprawię. Może mało o tym wiem, ale patrząc na was byłem pewny, że wasza znajomość przetrwa wszystko. A teraz uśmiechnij się- nakazał jej, a ona wykonała polecenie.- Nie pozwól, aby jedna głupia sprawa zepsuła to co budowaliście wiele lat. Każda sprawa się wyjaśni, a wtedy będziesz wiedziała co robić.
-Dziękuję ci Hagridzie.
-Nie dziękuj mi Hermiono. To nie ja pomogłem ci to zrozumieć. Zawdzięczaj to wszystko sobie. Twoje serce jest czyste i dobre. Żadna banda oszołomów tego nie zmieni. A nawet Malfoy! Pamiętaj, że to ty jesteś górą. Nie musisz go słuchać… ignoruj go.
Nastała chwilowa cisza, w której Gryfonka myślała nad postacią blondyna.  Potrząsnęła jednak głową i odpowiedziała:
-Tak zrobię.
Gajowy uśmiechnął się życzliwie. Nagle podskoczył na krześle, gdy z piekarnika wydobył się brzdęk.
-Mam nadzieję, że lubisz szarlotkę- powiedział.- A! I tym razem na pewno będzie jadalna.
Dziewczyna zachichotała pod nosem.
-Z chęcią spróbuję twojego specjału.

* * *
W kominku palił się ogień, a jego iskry co chwilę strzelały, pochłaniając swoimi płomieniami suche drewno, które przyniosły skrzaty. Dwójka uczniów z domu Slytherina siedziała na sofie, przyglądając się płomieniom i rozmyślając nad historią trzeciego. Draco Malfoy zajął miejsce na fotelu, a w swojej ręce trzymał szklankę wypełnioną Ognistą. Delikatnie obracał ją w dłoni, oczekując, aż jego przyjaciele w końcu zabiorą głos i wprowadzą to tej beznadziejnej sytuacji trochę światła. Potrzebował innej opinii, aby móc rozmyślać nad swoim planem poważnie. Tak… miał już plan, jednakże jak na razie nie chciał się nim z nikim dzielić. W głowie kłębiło mu się tyle pytań, na które nie mógł znaleźć odpowiedzi. Ponownie podniósł wzrok na uczniów, jednak oni nadal nie wyglądali na gotowych, aby wygłosić swoją decyzję. Nott od dłuższego czasu miał poważną minę oraz nerwowo tupał nogą.  Draco już dawno nie widział go tak przejętym, przez co zaczął również zastanawiać się nad tym, czy wprowadzenie chłopaka do akcji było potrzebne.  Jego przyjaciel nie pierwszy raz mu już pomagał, a gdy jakaś sprawa wciągnęła go do reszty, nigdy nie kończyło się to dla nich dobrze. Jednak blondyn potrzebował jego pomocy za wszelką cenę. Wiedział, że może liczyć na jego czysty i błyskotliwy umysł oraz był pewny, że gdyby jego plan okazałby się dla niego beznadziejny, powiedziałby mu to prosto w twarz, nie bojąc się jego reakcji. Teraz przeniósł swój wzrok na Zabiniego. Ten natomiast nie wyglądał na ani odrobinę przejętego. Na jego ustach widniał pijacki uśmiech, a jego rozmarzone oczy świadczyły o tym, że najważniejsze dla niego był powrót kolegi.
-Przewidziało ci się Smoku- powiedział, gdy tylko blondyn skończył opowiadać
Blondyn popatrzył na niego z byka.
-A rany zadałem sobie sam, tak Diable?!- Warknął.
-Może coś po treningu wypiłeś. Każdy dobrze wie, że masz problemy z alkoholem. Może i wtedy…?
-Nic nie piłem!-Krzyknął rozdrażniony.- Każdy? Słuchaj dalej Granger, a zaraz będziesz rozpowiadał, że Gryffindor wygra puchar domów.
Zabini uśmiechnął się tylko i podniósł do góry szklankę z bursztynowym płynem.  Niestety, Malfoy nie umiał uspokoić się tak łatwo jak jego kolega. Wzmianka o Hermionie jeszcze bardziej sprawiła, że jego ciało zaczęło buzować. Nie mógł znieść widoku jej smutnych oczu, ani  tonu jej głosu. Zachował się jak idiota, jednak co innego mu pozostało?  Zobaczyła jego inne oblicze, a on… to głupie, ale wstydził się przy niej pokazać swoją słabą stronę. Wszystko zaczęło go przytłaczać; sprawa matki, wypadek w lesie i teraz ona. Jej problemy zaczęły stawać się również jego, a on nie potrafił teraz jej pomóc. Nie mógł… nie wiedział jak. 
-Smoku weź sobie odpuść-Zabini przeciągnął się, ziewając przy tym głośno.- To na pewno było jakieś zwierzę. Zakazany las roi się od niebezpiecznych istot. Nic dziwnego, że wróciłeś stamtąd półżywy.
Diabeł posłał im kolejny raz wesoły uśmiech, jednak pozostała dwójka zignorowała jego zachowanie.
-Co chcesz zrobić?-Spytał Nott.- Mamy zbyt mało informacji…
-Zdaję sobie z tego sprawę, jednak… muszę zaryzykować- westchnął.- Cały czas mam przed oczami blond włosy tamtej kobiety, a w uszach słyszę ten przeraźliwy śmiech. Muszę sprawdzić, czy…
-Chyba nie masz zamiaru tam wrócić?!-Podniósł głos.
-Muszę- odparł, przecierając twarz dłonią.
-Nawet nie wiesz, czy jakiekolwiek ślady tam zostały. Burza mogła wszystko zmyć…
-Ja muszę to sprawdzić! Muszę… i to jak najszybciej.  Jeśli szczęście będzie mi sprzyjało może zostanie tam coś, co nakieruje mnie dalej, jeśli nie… będę musiał szukać gdzieindziej.
-Nie odciągnę cię od tego pomysłu?-Zapytał.
-Nie-uśmiechnął się do kolegi.- Pierwszy raz od jakiegoś czasu, wiem, że robię dobrze. Może w końcu…
Drzwi do salonu otworzyły się z hukiem. W pomieszczeniu pojawiła się Hermiona. Jej policzki były całe czerwone, a ciało trzęsło się z zimna. Spojrzała na chłopaków i wyszeptała pod nosem przekleństwo. Wzrok Malfoya chwilę spoglądał na nią z zaciekawieniem, lecz przypominając sobie ich ostatnie spotkanie, wolał nie narażać się jej już bardziej.
-No to na nas już pora-zaczął Theodor.- Chodź Zabini wracamy do siebie.
-Już?-Spytał zdziwiony.-Ale dopiero co Hermiona wróciła! Może wprowadzimy ją w nasz pla…
Malfoy naskoczył na niego jak oparzony, zasłaniając mu buzię ręką. Gryfonka przystanęła, przyglądając się z zaskoczeniem tej scenie. Już chciała coś powiedzieć, jednak wyprzedził ją Malfoy.
-Tak, na was już pora- wysyczał, przez zaciśnięte zęby i spojrzał wymownie na Notta.
Chłopak zgarnął Diabła pod rękę i wyszedł z nim z pokoju. Gdy drzwi zatrzasnęły się za nimi, nastała cisza. Obydwoje spoglądali na podłogę, nie chcąc zaszczycić się nawet spojrzeniem. Hermiona czuła się urażona, a każde jego słowo sprawiało jej ból. Myślała, że się zmienił. Czuła, że może być jej oparciem, a on gdy tylko potrzebowała jego pomocy, odwrócił się od niej, a teraz miał jeszcze tajemnicę. Westchnęła głośno i podniosła wzrok. Otworzyła usta, jednak zamknęła je  szybko. Pokręciła głową i wyszeptała , zanim w jej oczach nie pojawiły się łzy:
-Dobranoc.
Odpowiedź Malfoy’a została zagłuszona przez zamykane drzwi.  Ponownie poczuł się okropnie. Wiedział, że jest skończonym kretynem, jednak wiedział również, że taka osoba jak on nie jest w stanie jej pomóc. 

  • rozdział wyszedł krótszy niż przewidziałam. Odjęłam jedną scenę, która w pierwszym zamyśle miała być tutaj, jednak potem troszkę mi się pozmieniało. Jak już pewnie zauważaliście staram się dodawać rozdziały raz w miesiącu. Wiem, że to dość rzadko, jednak staram się pisać, w każdej swojej wolnej chwili. Na pewno rozumiecie... rok szkolny. Zaczynam się zastanawiać nad miniaturką na święta, więc możecie oczekiwać czegoś w miłym, świątecznym klimacie. I obiecuję, że z happy endem :D Ale przed świętami czeka nas jeszcze 12 rozdział, którego plan mam już mniej więcej oplanowany.