piątek, 26 grudnia 2014

(Nie) Wesołych Świąt!

Z zachmurzonego nieba sypał biały puch. Opadał na budynki, które powoli zostały usłane jedną wielką śnieżnobiałą kołdrą. W oknach mieszkań, bloków i domków świeciło się światło, a przy oknach można było zauważyć dzieci, które z niecierpliwością doszukiwały się pierwszej gwiazdki. Niezadowolone z braku widoczności, wołały rodziców, aby i oni szukali najbardziej wyczekiwanej gwiazdy, która tylko w ten jeden dzień w roku ma tak wielkie znaczenie, dla uśmiechniętych maluchów. Świąteczny klimat można było wyczuć już na kilometr.  Na wystawach sklepowych widniały wizerunki Mikołaja, reniferów, bałwanów i innych dobrze sprzedających się symboli, w okresie świąt.  Gdzieś w oddali można było dosłyszeć cichy śpiew, który dochodził z pobliskiego domu. W ten jedyny dzień w roku wszyscy gromadzą się wspólnie przy stole. Rodziny, które przez resztę dni w roku są zabiegane, znajdują spokój i odpoczynek, przy kominku, a na ich kolanach siadają ich pociechy. Wszyscy są szczęśliwi i bez wątpienia pełni nadziei na nowy, lepszy rok. Niestety, główny bohater, który przemierzał nieodśnieżone zaspy na chodniku, nie podzielał ich radosnych emocji. Co po chwilę przeklinał pod nosem, gdy kolejna warstwa zimnego śniegu, przedostała się do środka jego buta. Święta. Dla niego był to najgorsze dni w roku, które spędzał samotnie, popijając Ognistą. Dziś postanowił zmienić coroczną tradycję i wyjść z domu, niestety, nie przewidział, że warunki pogodowe okażą się również niesprzyjające i tak samo ponure jak jego humor. Do jego uszu doszedł dźwięk uderzenia w dzwoneczek.
-Jeśli to kolejny dzieciak, który będzie życzył mi wesołych świąt, to… nie pohamuję się- warknął pod nosem, lecz ku jemu zdziwieniu zza drzewa nie wyłoniło się dziecko, lecz staruszek. 
Ubrany był w czerwoną marynarkę, z której kieszeni wystawała zielona chustka w choinki, jego spodnie były w czarnym kolorze, lecz to nie jego dziwny strój przykuwał najbardziej uwagę. Staruszek miał długą, siwą brodę, która sięgała mu go pasa. Jedną dłonią bawił się jej końcówką, a drugą machał dzwoneczkiem. Jego dźwięk ponownie rozległ się w parku. Draco spojrzał na przybysza wrogo i skręcił w inne przejście, aby uniknąć konfrontacji z tym dziwnym mężczyznom.  Czuł się samotny, to fakt, ale nie miał zamiaru wyżalać się pierwszej napotkanej osobie, która stwierdziła, że w święta stanie się milutka i pomocna. Fuknął pod nosem.  Chciał mieć już spokój, od przesłodzonych reklam w telewizji, od świecących ozdób świątecznych i od słów „Wesołych Świąt”, które wszyscy wymawiają na prawo i lewo. Pragnął, aby jak najszybciej ta szopka się skończyła i wrócił szary Londyn, w którym ludzie mijają się jak cienie, nie zatrzymując się, chociaż na chwilę.
-Święta to nie tylko to, co myślisz…- usłyszał głos za sobą.-To czas, w którym spełniają się wszystkie marzenia, kiedy wszystkie relacje mogą się poprawić. Czy myślisz, że w świętach chodzi tylko o prezenty i tradycje? Gdyby o to chodziło, nie byłby to jeden z najwspanialszych dni w roku. Przemyśl to Draco, a na pewno zmienisz zdanie.
Jego ciało momentalnie zastygło w bezruchu, gdy usłyszał swoje imię. Następne słowa docierały do niego, ale jakby ich nie słyszał. Zacisnął ręce w pięści i odwrócił się do staruszka.
-Może i znasz moje imię, lecz nic o mnie nie wiesz… Moje problemy nie są twoim zmartwieniem, więc odejdź stąd i daj mi spokój!
-Nie odejdę dopóki ci nie pomogę- uśmiechnął się od ucha do ucha, ukazując białe zęby, które wyłoniły się spod gęstej brody.
-Znajdź sobie inną osobę, która potrzebuje pomocy- warknął.- Ja będę najszczęśliwszy tylko i wyłącznie wtedy, kiedy sobie pójdziesz.
W oczach staruszka pojawiła się iskierka radości, która wybiła Dracona z rytmu.  Spojrzał na nieznajomego jak na wariata, lecz ten ponownie się uśmiechnął, nic sobie nie robiąc z odmowy blondyna.
-To nie jest prawdą i dobrze o tym wiesz- odpowiedział po chwili ciszy i ponownie złapał się za koniec brody.- Najbardziej na świecie pragniesz spędzić te święta z jedną osobą, o której nie możesz zapomnieć. Nigdy nie chciałeś się z nią rozstawać, lecz los tak chciał, że musiało się tak stać…
-Co?! Za kogo ty się w ogóle uważasz?! Ty…
-Hermiona Granger, tak?-Przerwał mu, a gdy Draco nagle milknie, kontynuuje.- To jest twoje największe marzenie, a przez to, że uważasz, że nigdy się nie spełni… nienawidzisz świąt.
-Nic o mnie nie wiesz!-Upierał się.
-Oh! Draco-westchnął staruszek.- Przejrzyj na oczy i zrozum, że chce ci pomóc.
Blondyn przetarł dłonią twarz, na którą spadło kilka płatków śniegu. Chciał zaufać mężczyźnie, który był dla niego jak stary dobry znajomy.  Rozsiewał dookoła siebie ciepłą i pozytywną aurę, której nawet i on się oparł. Westchnął głośno i spojrzał mu prosto w oczy.
-Jak chcesz to zrobić?-Zapytał, poddając się.
Staruszek zdjął ze swojej dłoni wełnianą rękawiczkę w czerwonym kolorze i włożył ją do kieszeni. Dłoń ustawił od wewnętrznej strony w góry. Nad jej powierzchnią pojawił się mały, biały punkcik, który nagle rozbłysnął jasnym światłem.  Po chwili na jego dłoń upadła fotografia, która przedstawiała jego i Hermionę jeszcze z czasów szkolnych. Blondyn przyjrzał się uważnie zdjęciu i uśmiechnął się smutno, gdy przypomniał sobie moment zrobienia zdjęcia.
-Skąd je masz?-Zapytał.
-Poskładałem ja na nowo, gdy ty wrzuciłeś je do kominka- odpowiedział i wręczył mu je.
Blondyn przyłożył palec do twarzy szatynki i przejechał po niej delikatnie. Utonął w jej czekoladowych oczach, które z radością spoglądały w jego stronę, również w wielkim uśmiechu, który wywołany był przez gilgotki. Potrząsnął głową.
-Czy mogę…
-Zatrzymaj je- odpowiedział.- Zawsze było twoje.
Draco schował fotografię do kieszeni spodni.  Przyjrzał się dłoni staruszka, aż w końcu postanowił zadać nurtujące go pytanie:
-Czy to była magia?
-Czysta, prawdziwa magia świąt, w którą ty nie wierzysz- odpowiedział z uśmiechem.- Chociaż po moim przedstawieniu, myślę, że pojawił się w twoim sercu chodź malutki płomyczek nadziei. Lecz przecież nie przybyłem tutaj, aby dać ci tylko to zdjęcie! Czas przejść do sedna sprawy…
Odrzekł tajemniczo i tym razem podniósł obie ręce do góry, wcześniej wsuwając do środka marynarki dzwonek. Na końcach jego palców pojawił się delikatny blask, który oświetlił twarz Dracona. Mężczyzna wpatrywał się w nieznajomego z szokiem i zaciekawieniem. Jego dłonie unosiły się i opadały, a białe wstążeczki, które wypłynęły z jego palców, powoli otaczały blondyna, sprawiając, że powoli znikał.
-Czekaj!- Krzyknął, próbując przekrzyczeć głośny wiatr, który zebrał się w około nich.- Kim jesteś?!
Staruszek uśmiechnął się tajemniczo, a gdy ostatnia nitka wyleciała z jego palca, a blondyn powoli zaczynał zauważać ciemność, w jego głowie pojawił się jego głos.
-Nazywają mnie świętym Mikołajem.

* * *

Hermiona w pośpiechu krzątała się po kuchni. W piekarniku miała wstawioną pieczeń, której prześliczny zapach zdążył już obiec cały dom, a w garnkach podgrzewała zupę. Wszystko miała już dopięte na ostatni guzik, brakowało tylko… jego. Oparła się o blat i zdjęła czerwony fartuszek. Westchnęła głośno i odwiesiła go na jeden z haczyków, przybitych koło wejścia do salonu. Wyjrzała do wnętrza pokoju i uśmiechnęła się widząc cudownie ozdobioną choinkę, na której wisiały kolorowe bombki, srebrny łańcuch oraz błyszczały czerwone światełka. Klimat dopełniał ozdobiony skarpetami kominek, do którego Hermiona włożyła prezent dla jej chłopaka. Niestety, jej nadal wisiała pusta. Podeszła do stołu i wygładziła śnieżnobiały obrus. Nagle poczuła jak w jej kieszeni zawibrował telefon, szybko otworzyła jego klapkę, a gdy zobaczyła nazwę nadawcy smsa jej serce zabiło mocniej.  Przeczytała tekst i zamknęła telefon, rzucając go na stół. Przyłożyła dłonie do twarzy i zajęła miejsce na jednym z krzeseł. Spodziewała się tego. Kolejne święta musi spędzić sama, ponieważ Ron musiał zająć się sprawami Ministerstwa. Co, jak co, ale chociaż tego jednego dnia, mógł dać sobie spokój. Dobrze wiedział, jak ważny jest dla niej ten czas.  Zdawał sobie sprawę nawet z tego, że zostawia ją samą. Samą w ogromnym domu z wigilijną kolacją. Podniosła wzrok na świeczkę i przyjrzała się jej malutkiemu płomieniowi. Zdmuchnęła ją i wróciła do kuchni. W gniewie wyłączyła wszystkie urządzenia kuchenne, sprawiając, że kilka z garnków i talerzy stojących blisko brzegu blatu, pospadało na ziemię. Wyjrzała zza okno i przyjrzała się uważnie zachmurzonemu niebu, gdy nagle poderwał się nagły wiatr, który rozpędził chmury, ukazując mocno świecący punkcik.
-Nie wesołych świąt, Hermiono!-Pożyczyła sobie i uśmiechnęła się smutno.
Do jej uszu dotarł znajomy dźwięk dzwonka do drzwi, poderwała się szybko i popędziła do nich. Jej myśli krążyły w niewyobrażalnie szybkim tempie, miała nadzieję, że to Ron.  Na pewno chciał jej zrobić głupi żart, a teraz pojawi się z bukietem kwiatów i czekoladkami.  Nie spoglądając przez wizjer, otworzyła drzwi z szerokim uśmiechem, który znikł tak szybko jak się pojawił. Mężczyzną, który stał na tarasie nie był Ronald, tylko…
-Malfoy?
-Witaj Granger- odpowiedział, a kąciki jego ust powędrowały w górę.
Kobieta stała jak wmurowana. Próbowała przez tą chwilę przypomnieć sobie obraz chłopaka, którego zostawiła na peronie w ostatni dzień ich szkolnej nauki. Wtedy na jego twarzy widniał tylko ironiczny uśmiech, który maskował inne uczucia. Pragnęła wtedy dowiedzieć się, co myśli, co czuje, lecz on był taki nieugięty. Pozwolił jej odejść, a ona przystanęła na to. Teraz… stała przed nią zupełnie inna osoba. Jego oczy patrzyły na nią ze smutkiem, nie było w nich tego błysku, w którym kiedyś się zakochała. Jego postawa nie była pewna. Stał skulony, a dłonie schował do kieszeni ciepłej, zimowej kurtki.
-Co tutaj robisz?-Pragnęła, aby zabrzmiało to łagodnie, lecz dosłyszała w swoim głosie niechcianą nutkę wrogości.
-Ja…- przerwał i opuścił wzrok w podłogę. Chwilę stał tak, jakby zastanawiając się, co odpowiedzieć, aż w końcu ponownie spojrzał w jej czekoladowe oczy, w których nie zauważył niechęci, to mu dało odwagę.- Może to głupie, ale chce, aby chociaż w te święta spełniło się moje największe marzenie.
Zanim Hermiona otworzyła usta, aby spytać się, o co mu chodzi, mężczyzna wręczył jej zdjęcie. Wyciągnęła drżącą dłoń i chwyciła delikatnie fotografię. Przyjrzała jej się dokładnie, od razu przypominając sobie dzień, w którym ją zrobili.
-Chcę to naprawić- odezwał się, uznając, że nadszedł właściwy moment.- Chcę naprawić naszerelację. Byłem głupi, gdy pozwoliłem ci odejść. Nie wiedziałem wtedy jak ważna dla mnie byłaś, lecz od pewnego czasu nie mogę normalnie funkcjonować…- przerwał i przyjrzał się jej zdziwionej twarzy.- To jest moje marzenie.
Szatynka przez chwilę wpatrywała się onieśmielona i zdziwiona na Dracona, lecz kiedy do jej głowy przybyły wszystkie ich wspomnienia z ostatniego roku, wszystkie pocałunki, słowa, obietnice… odpuściła.  Odsunęła się od framugi drzwi i zachęcająco spojrzała w jego oczy.
-Wejdź- wyszeptała.
Blondyn wszedł do mieszkania Hermiony, po czym rozejrzał się po jego wnętrzu. Panowała tutaj miła i świąteczna atmosfera, której brakowało mu zawsze. Dom wypełniony był zapachem pieczeni oraz ciastek.  Światło dawały świeczki oraz żarzący się w kominku ogień.  W środku pomieszczenia stała wysoka, żywa choinka, na której wisiało mnóstwo czerwonych bombek.
-Ślicznie tu- zdołał powiedzieć tylko tyle.
Kobieta uśmiechnęła się subtelnie, zakładając za ucho pasmo swoich kasztanowych włosów. Na jej alabastrowej skórze pojawiły się czerwone rumieńce, które dopełniały obraz jego ukochanej. Malfoy przyglądał się jej, nie mogąc oderwać oczu. Wszystkie wspomnienia wróciły, a on mógł jedynie żałować, że pozostawił ją i wrócił dopiero po dwóch latach.
-Dziękuję- wyszeptała, po czym podeszła do stołu i wskazała mu krzesło.-Usiądź. Zaraz wrócę, tylko przygotuję dla nas jedzenie.
-Pomogę ci- od razu zaproponował.
Spojrzała na niego zdziwiona, a w jej głowie pojawił się obraz z dnia, kiedy obydwoje spóźnili się na kolację i poszli do szkolnej kuchni, aby tam sobie coś ugotować… nie skończyło się to dobrze.
-Przecież ty nie potrafisz gotować-zaśmiała się.-Pamiętasz, co się stało ostatnim razem, kiedy chciałeś mi pomóc?
-Nie przypominam sobie-odpowiedział, marszcząc zabawnie czoło i robiąc minę niewiniątka.
-Oj wiem, że pamiętasz- uśmiechnęła się.- Wtedy w końcu pozbyłeś się tej ohydnej koszuli.
-Ej!-Oburzył się i oparł się o ścianę, podczas gdy ona zakładała na siebie fartuszek.- Ona była ładna i to była twoja wina, że sos eksplodował z garnka. Zrobiłaś to specjalnie i nie zapominaj, że wisisz mi koszulę.
-Moja wina?- Zdziwiła się.- To ty uparłeś się, że jak podkręcimy bardziej pokrętło, to szybciej się ugotuje.
Podniosła jedną brew do góry i spojrzała na niego dociekliwie. Blondyn fuknął pod nosem, a Hermiona wiedziała, że tym razem wygrała.
-Ja pamiętam to inaczej- z uśmiechem zakończył temat.- Co nie zmienia faktu, że w kuchni nie masz szans się ze mną równać.
- Zostaw swoje przechwałki, na kiedy indziej. Mam już wszystko gotowe- zapaliła światło w kuchni i nagle cofnęła się do tyłu.
Malfoy zaskoczony jej zachowaniem, zerknął do środka.
-Huragan tędy przeszedł czy co?- Zapytał rozbawiony, a gdy zauważył, że na policzkach jego towarzyszki pojawił się rumieniec, dopowiedział.- Huragan o nazwie Granger.
Spojrzała na niego srogo i uderzyła go w ramię. Mógł myśleć, że jest zła za jego komentarz, lecz wszystkiemu przeczył delikatny uśmiech na jej ustach.
Malfoy kucnął i zaczął zbierać odłamki porcelany. Hermiona natomiast zabrała szmatkę i ścierała wszystkie zaschnięte plamy, które skapały z mebli na podłogę. Po chwili w kuchni nie panował już taki chaos. Podłoga była w miarę czysta, a co najważniejsze nie walały się po niej odłamki stłuczonych talerzy.
-Tworzymy zgraną grupę- skwitował ich pracę, wyrzucając ostatnie odłamki do kosza.
Szatynka skinęła tylko głową, zerkając, co po chwilę na chłopaka, który przyglądał się potrawą, próbował ich oraz doprawiał.
-Tutaj może trochę pieprzu, nie sądzisz?-Spytał.
Hermiona przyglądała mu się nadal zaciekawiona, zaschło jej w gardle, więc zdołała tylko kiwnąć głową. Chłopak dosypał przyprawy, po czym nałożył trochę na łyżkę i podał jej.
-I jak?
-O wiele lepsze-odpowiedziała z delikatnym uśmiechem.
-A nie mówiłem- zaśmiał się.- Jestem mistrzem w kuchni.
Szatynka fuknęła pod nosem i podeszła do niego. Obydwoje zabrali się za dopracowywanie prawie gotowych dań. W swoim towarzyskie zachowywali się swobodnie, jakby czas rozłąki nigdy nie istniał. Dopełniali się oraz idealnie się rozumieli. Rozmowa toczyła się w miłej atmosferze, poruszali wszystkie tematy, często się śmiali i żartowali. Nie obyło się bez kilku wrogich spojrzeń oraz przewracania oczami, lecz to wszystko miało dla nich większe znaczenie. Właśnie w tym momencie uświadomili sobie, jak bardzo brakowało im ich drugiej połówki. Obydwoje zagłuszali ból, próbując zapomnieć, lecz gdy osoba, za którą tak bardzo tęsknili się pojawiła, nie mogli wymazać już tych wspomnień. Wszystko wróciło. A oni nie chcieli żeby uczucia, które towarzyszyły im w ten wieczór, zniknęły.

* * *
Po skończonej kolacji rozsiedli się na kanapie, naprzeciwko kominka. Hermiona wyciągnęła z piwnicy stare wino, a Draco otworzył je i rozlał do kieliszków. Siedzieli w ciszy, która jednak im nie przeszkadzała. Była potrzebna, aby każde z nich mogło pozbierać myśli.  Hermiona nie mogła wyobrazić sobie lepszych świąt. Dzień, który miała spędzić samotnie okazał się być dniem, w którym ponownie poczuła w swoim sercu ciepło. Draco natomiast cieszył się, że spełniło się jego marzenie. Chciał, aby ta chwila trwała wiecznie, lecz zdawał sobie sprawę z tego, że ich historia nie może zakończyć się happy endem. W końcu on nie zasłużył na jej miłość, uznanie, czy… przerwał, czując jak głowa szatynki powoli opada na jego ramię. Próbował spojrzeć w jej oczy, odnaleźć w nich wytłumaczenie jej zachowania, lecz przeszkadzały mu w tym włosy. Odgarnął z jej czoła niesforne kosmyki i założył za jej ucho. Hermiona spojrzała na niego, a w jej oczach odnalazł coś, czego nie oczekiwał. Patrzyła na niego z uznaniem, dobrocią oraz pewnością siebie. Otworzyła usta, lecz szybko je zamknęła. Draco chcąc wiedzieć, czego boi się powiedzieć, złapał ją za podbródek, tym sposobem sprawiając, aby ponownie spojrzała w jego oczy.
-Cieszę się, że tu jesteś- wyszeptała i ponownie oparła głowę na jego ramieniu, nie chcąc, aby wpatrywał się w jej oczy.
Wywoływał w niej tyle uczuć, a ona nie potrafiła nad nimi zapanować. Wszystko było takie nierealne. Pokręciła głową i upiła łyk wina.
-Dziękuję- odpowiedział.- Dziękuję, że spełniłaś moje marzenie.
Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Wyprostowała się i zdołała spojrzeć w jego oczy. Na jego twarzy tańczyły płomienie ognia, które padały od strony kominka, powodowały, że w jego oczach pojawiła się iskierka. Tęskniła z nią tak bardzo…
-Ja…-zaczęła, pesząc się.-Chcę stąd uciec. Gdzieś daleko…
Blondyna zdziwiło jej wyznanie. Gdy otworzył usta, aby powiedzieć, szybko zaczęła mówić ponownie.
-Chcę wyjechać, gdzieś z tobą. Odnaleźć te uczucia, które wzbudziłeś we mnie, gdy chodziliśmy do szkoły. Potrzebuję przerwy od życia. Potrzebuję ciebie.
-Zgadzam się na wszystko- odpowiedział zahipnotyzowany.- Możemy jechać nawet teraz, gdziekolwiek zechcesz… zabiorę cię wszędzie.
Uśmiechnął się od ucha do ucha i pogładził ją po zarumienionym policzku.
-Zrobię… zrobię dla ciebie wszystko.
-Dziękuję- wyszeptał mu do ucha.
Zostali jeszcze przez jakiś czas przytuleni do siebie na kanapie w jej salonie. Wszystko dookoła nie miało dla nich najmniejszego znaczenia. Liczyli się tylko oni i chwilę, które mogli ze sobą spędzić. Draco spojrzał za okno i uśmiechnął się, gdy zauważa, że ponownie na polu zaczął sypać śnieg. Wszystko powoli się zmieniało, pomyślał i przyciągnął do siebie Hermionę. Spojrzał w jej zamknięte oczy, wyczuwając jej miarowy oddech. Zasnęła. Delikatnie położył ją na kanapie i przykrył ją kocem.  Przez chwilę stał nad nią, wpatrując się w jej spokojną twarz. Nastała cisza, którą przerywało tylko spalające się drewno w kominku, gdy nagle Dracon usłyszał donośne wołanie:
-Ho ho ho! Tylko tego nie zepsuj młodzieńcze.
Wyciągnął z kieszeni zdjęcie, które podarował mu staruszek i przyjrzał mu się dokładnie. Na jego ustach pojawił się uśmiech.
-Nie zepsuje tego ponownie.




  • Tak jak obiecałam oto krótka świąteczna miniaturka. Mam nadzieję, że się Wam spodobała. Zachęcam do komentowania, ponieważ jak większość pewnie wie, jest to wielka motywacja do dalszego pisania. Na koniec chce życzyć Wam wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku! Mam nadzieję, że wszystko o czym marzycie spełni się w nowym, lepszym roku! :) :* 

niedziela, 14 grudnia 2014

—12.Pretty face; electric soul.

Rozdział nie jest poprawiony. Mogą pojawić się błędy. 
Muzyka 

Zatrzasnął za sobą drzwi. Spojrzał w głąb niewielkiego pokoju, który wypełniony był przez ciemność.  Jedynym źródłem światła stał się księżyc, który oświetlał swoim blaskiem podłogę oraz biurko przy łóżku Dracona. Chłopak czuł się okropnie, miał wrażenie, że wszystko, do czego dążył, jednej nocy rozprysło, jak przy użyciu magii. Nie potrafił sobie wybaczyć swojego zachowania, chociaż w głębi duszy cały czas powtarzał sobie, że zrobił słusznie, że tak właśnie musiało być. Nie chciał… nie mógł dać jej nadziei, że się zmienił. W jej oczach musiał pozostać jego starym odbiciem, którego tak bardzo nienawidził, które kojarzyło mu się z najgorszą i najokrutniejszą osobą na świecie… z jego ojcem.  Nie chciał być widziany tak jak on, lecz nie mógł również dać jej nadziei. Nie może mu ufać. Nie może myśleć, że go rozumie. Nie może mu współczuć. Wtedy… wszystko się pokruszy. Mur runie, a on ukarze jej prawdziwego siebie. Powie co tak naprawdę się wydarzyło podczas wojny, powie jak bardzo nie chciał tego zła, które wyrządził i powie… jak bardzo chciał być wtedy po ich stronie. Walczyć przy jej boku, mieć nadzieję, czuć, że walczy za coś co jest dobre i właściwe.
-Nie…nie…nie- powtarzał, kręcąc głową.
Musiał ją do siebie zniechęcić… to było jedyne, właściwe wyjście, dzięki któremu zachowa siebie oraz znajdzie rozwiązanie na niewytłumaczone zjawisko w lesie. Westchnął i opadł na fotel przy biurku. Miał dość cierpienia, dość tych wszystkich uczuć, które w nim buzują. Jego nowa odsłona dawała mu tylko ból. Wspomnienia zdołały się przedostać przez postawiony mur w jego głowie, a uczucia rozgrzały jego zamrożone serce.  Zacisnął pięści i zamknął oczy. W ciemności swojego umysłu zauważył posadzkę w jego domu. Wielką kałużę krwi, w której leżała ona. Blada, zimna i bez życia. Jej szaroniebieskie oczy wpatrywały się w niego, lecz to nie były te same oczy.  Kiedyś przepełnione miłością, dające mu nadzieję na lepsze jutro, wtedy zimne, nieruchome. Nadal utkwione w jego twarzy, jednak patrzące gdzieś daleko, jakby nie zauważały jego osoby.  Pamiętał dobrze, każdą chwilę, którą spędził nad jej ciałem. Upadł na kolana, złapał ją za lodowatą rękę i splótł z nią swoje palce. Cierpiał. To wtedy poczuł, że w jego sercu nie gości tylko nienawiść. To wtedy poczuł, że tylko ona mogła wprowadzić do jego życia jakąś zmianę. Mama, mamusia…, która teraz już nie żyła.  Położył głowę na jej niepodnoszącej się klatce i próbował wychwycić, chociaż jedno uderzenie serca. Nic. Tylko śmiertelna cisza, którą przerywały uderzenia piorunów za oknem. Otworzył oczy.   Otworzył jedną z szuflad w biurku i wyjął pakunek, na którym widniała pieczęć ministerstwa.  Na początku zabrał do ręki list, spojrzał na niego i szybko przełamał pieczęć.

Szanowny Panie Malfoy,
Pragniemy poinformować, że pańska prośba została rozpatrzona pozytywnie, a po wykonaniu obowiązkowych badań odsyłamy różdżkę Narcyzy Malfoy w pańskie ręce.
Ohanala Hugtarns

Oderwał wzrok od listu i położył go na blacie biurka. Przyjrzał się teraz kwadratowemu pudełku, które sprawiało, że jego serce zaczęło bić szybciej. Pakunek czekał już tak długo, a on nie chciał go nigdy otworzyć.  Był wdzięczny, że Granger skupiła jego uwagę, ponieważ mógł zwlekać z rozpakowaniem pudełka, które skrywało w sobie jedynie bolesne wspomnienia. Do jego głowy przybył obraz Gryfonki. Burza kasztanowych włosów, które jak małe sprężynki skaczą w górę i w dół, gdy tylko poruszy swoją głową. Blada cera, na której doskonale widać jej czerwone policzka, które zmieniają swoje odcienie wraz z przypływem złości albo niepewności, czy wstydu. Kilka piegów na jej drobnym nosie i pełne usta, które często wyginają się w delikatny uśmiech. Wszystko jest niczym w porównaniu z jej oczami, które są odbiciem jej prawdziwej osoby. Można wyczytać z nich wszystko, jeśli tylko ktoś wpatrzy się głębiej. Wszystko ulegnie zmianie…
Westchnął. Koniec wspominania, postanowił, rozdzierając papier.
-Czas w końcu zmierzyć się z przeszłością- dopowiedział, gdy powolnie z brązowego papieru wyciągał drewnianą różdżkę.
Wiąz. 14 cali. Włos z ogona jednorożca. Obrócił ją między palcami czując w niej małe, pulsujące zasoby magii. Z jej końca wydobyło się nikłe światło, które oświetliło jego przerażoną twarz. Szybko opuścił kawałek drewna na biurko. Różdżka potoczyła się po blacie i z hukiem spadła na podłogę.  Czuł nadal rozchodzące się po jego ramieniu ciepło magii, którą przelała na niego różdżka matki. Przez moment wydawało mu się, że jej dłoń ściska mu rękę, a jakiś szmer szepcze mu do ucha słowa pocieszenia. Przetarł dłonią swoją twarz i ponownie podniósł różdżkę. Nic się nie wydarzyło.  Drżącymi dłoni zapakował przedmiot w kawałek materiału i odłożył go w najgłębszy zakamarek szuflady. Nie tak miało wyglądać jego pożegnanie z przeszłością. Zapoczątkował tym sposobem więcej pytań, które nie miały odpowiedzi.

* * *
Następnego wieczora Hermiona, gdy tylko wyszła z biblioteki, wybrała się na błonia.  Zachodzące słońce, sprawiało, że chmury przybrały różową barwę. Wiał delikatny, lecz mroźny wiatr. Liście, które zdążyły opaść z drzew, tańczyły wraz z jego powiewami. Dziewczyna otuliła się mocniej swoim płaszczem, a do czyi docisnęła czerwony szalik z godłem Gryffindoru. Westchnęła głośno i zamknęła oczy. Czuła jak jej włosy rozwiewają się we wszystkie strony, a na jej policzkach tworzą się rumieńce, które zaczynają delikatnie szczypać, przez panujący chłód. Zbliża się zima, a wraz z nią… bal.  Przedtem myślała, że to wspaniały pomysł. Wybierze się tam z przyjaciółmi, z… chłopakiem. Teraz wszystkich straciła. Chociaż o jedną relację będzie starała się walczyć to o tą drugą niekoniecznie. Gdy tylko jej umysły przywoływał obraz Rona, w jej sercu czuła ból, pewne ukłucie, które z każdym kolejnym razem rosło. Miała mu za złe, że ją tak potraktował. Zostawił ją w najgorszym momencie… samą, bez nadziei i wsparcia. Gdy zobaczyła go pierwszego dnia na peronie była zdolna mu to przebaczyć, w końcu również stracił ważne dla niego osoby, lecz teraz…, gdy prawda wyszła na jaw. Nie mogła. Nie chciała.  Przepełniała ją tylko i wyłącznie nienawiść, która była dla niej zgubnym uczuciem. Jeszcze nigdy nie czuła się tak wypełniona tym zwodniczym uczuciem. Nawet wkurzający Malfoy nie mógł wywołać u niej tak skrajnych emocji. Bo on… nie był przyjacielem, nie był chłopakiem.  Czyż nie boli najbardziej zdrada bliskiej osoby? Ron był dla niej najważniejszy. Kochała go, uważała go za przyjaciela, w którym pokładała nadzieję. A on? Zniszczył to wszystko. Przez jego cholerne wybryki ucierpiało wiele osób. Nie tylko ona, również związek Ginny i Harry’ego, którzy musieli się rozstać, nawet głupia Lavender, która musiała patrzeć, gdy na początku roku Ron wyznawał jej miłość.
-Przecież to nie ludzkie- westchnęła i zatrzymała się przy jeziorze.
Jego tafla delikatnie falowała, a gdzieś w oddali zauważyła dwie wystające głowy trytonów, którzy przyglądali się jej ze zdziwieniem. Uśmiechnęła się pod nosem i usiadła na końcu kładki. Gdyby było cieplej, pewnie zamoczyłaby swoje w stopy w jeziorze, jak zwykła to robić. Teraz musiała oddać się innej przyjemności, którą również uwielbiała. Ze swojej torby wyciągnęła jedną z książek, którą wypożyczyła z biblioteki i przejechała dłonią po jej skórzanej okładce.  Otworzyła ją, a do jej nosa dodarł przyjemny zapach pergaminu.  Spojrzała na spis treści i gdy już chciała otworzyć na wybranej stronie, coś zwróciło jej uwagę. Trytony szybko skryły się pod tafle wody, wydając przy tym okropne jęki. Podniosła głowę, zauważając, że ktoś właśnie wyszedł z Zakazanego Lasu. Szybko wstała i zarzuciła na ramię swoją torbę. Zbiegła z kładki i szybkim krokiem ruszyła w stronę obrzeży lasu. Jej serce biło jak szalone, a w jej żyłach buzowała adrenalina. Jako prefekt naczelna musiała zareagować, w końcu wstęp do Zakazanego Lasu był wzbroniony, co sprawiało, że ten uczeń będzie musiał się zmierzyć z nią, a później z wyznaczonymi przez dyrektorkę konsekwencjami. Hermiona coraz bardziej zbliżała się do nieznajomej postaci,a z postury mogła już wywnioskować, że był nim dość wysoki i dobrze zbudowany chłopak. Przeklęła pod nosem. Nienawidziła pewnych siebie chłoptasiów, którzy myślą, że wszystko im wolno. Przez ułamek sekundy pojawił się w niej niepokój, lecz szybko zagłuszyła go pewnością siebie, powtarzając sobie, kim jest i do czego jest zdolna. Niestety, do jej głowy doleciały obrazy wojny, jej niemoc, gdy ginęli niewinni ludzie, przez coraz bardziej jej postawiona ściana pewności rozpadała się.  Gdy chłopak przystanął ona przyśpieszyła swojego kroku. Już po chwili stała z nim twarzą w twarz i niestety poznała, z kim ma do czynienia. Na jej policzkach pojawił się rumieniec, który zamaskowała nadchodząca noc.
-Pani prefekt?- Zapytał, uśmiechając się zniewalająco.- To zaszczyt spotkać panią w ten piękny wieczór, lecz czy nie boisz się przebywać o tak późnej porze, tak blisko Zakazanego Lasu? Uważaj, bo jeszcze pomyślę, że chciałaś tam wejść…a przecież- zniżył głos i przybliżył swoją twarz do jej ucha.- To wbrew zasadą.
-Które właśnie złamałeś- odsunęła się od niego z grymasem na ustach.- Nie wywiniesz się Khal. Idziesz ze mną do dyrektorki, a ona z radością pozbędzie się ciebie ze szkoły.
-Pozbędzie?- Zaśmiał się szyderczo.- Co najwyżej mogę dostać miesiąc pracy z cherłakiem. A uwierz mam sposoby na tego niemagicznego głupka, żebym spędziły ten czas nie tak jak sobie to wyobrażasz.
Na jego ustach pojawił się ironiczny uśmiech, który działał Gryfonce na nerwy. Miała go dość, każda cząsteczka jej ciała nienawidziła chłopaka i krzyczała, aby jak najszybciej odejść i mieć od niego spokój, jednakże sprzeciwiał się temu rozum, który aż wrzeszczał o wyciągnięcie konsekwencji z zachowania chłopaka.
-Twoja kara będzie zależała od profesor McGonagall, nie ode mnie-odpowiedziała, starając się uspokoić swój głos.- A teraz za mną!
-A jeśli odmówię?
Zmarszczyła czoło i odwróciła się w jego stronę, mierząc go nienawistnym spojrzeniem. Zbliżyła się do niego, podnosząc jedną rękę, z której jeden palce wskazywał prosto w jego uśmiechniętą twarz.  Hermiona czuła, że chłopak był zbyt pewny siebie. Emanowała od niego dziwna aura, która dawała jej dużo do myślenia.
-Będę zmuszona użyć innych środków, aby zaprowadzić cię do gabinetu dyrekcji…- uśmiechnęła się cwanie, wprowadzając chłopaka w zakłopotanie.
-Co złapiesz mnie za rączkę i zaciągniesz mnie na dywanik?- Zaśmiał się i spojrzał prosto w jej oczy, sprawiając, że po jej plecach przeszły ją ciarki.-Jestem od ciebie silniejszy, sprytniejszy i mądrzejszy. Jeśli spróbujesz chodźmy jakiejkolwiek sztuczki na mnie, to…
Gryfonka w końcu znalazła w swojej torbie różdżkę, którą teraz trzymała skierowaną wprost na wkurzonego Ślizgona.  Westchnęła i odgarnęła ze swojego czoła pasmo włosów, które przykleiło się do niego. Uśmiechnęła się pod nosem i wyszeptała pod nosem zaklęcie. Bezwładne ciało chłopaka podniosło się o kilka centymetrów nad ziemię.
-Chyba jednak nie wywiniesz się od tej kary- odpowiedziała i ruszyła wraz z lewitującym obok niej kolegą do gabinetu dyrektorki.

*  * *
Blondyn był zły. Nadzieja, która przed chwilą w nim gościła, rozpłynęła się w powietrzu.  Mógł przysiąść, że przeszukał każdy kawałek tej cholernej ziemi w miejscu, w którym był świadkiem tego dziwnego zjawiska. Nic. Jakby nic nigdy się tu nie wydarzyło. Oparł się plecami o pień drzewa i przetarł spoconą twarz. Dochodziła północ, a on zaczął powoli odczuwać skutki braku snu. Jego myśli zaprzątało tyle spraw, że gdy zasnął chwilę później musiał wstać na lekcje, na których również nie mógł skupić swoich myśli na niczym innym niż na szukaniu dowodów, czy na pewnej nieznośnej Gryfonce, która za wszelką cenę starał się go unikać. Rozumiał jej zachowanie i powinien czuć się zadowolony, że zostawiła go w spokoju, lecz nie potrafił. Czasami ich wzrok się spotykał, lecz ona zawsze pierwsza opuszczała go i kręciła głową, jakby próbując wymazać ze wspomnień osobę, którą uważała za godną jej zaufania. Bolało. Jednak czy ważniejszy był jego ból, czy późniejszy zawód, gdy okaże się, że nie podoł jej wymaganiom. Zawiał zimny wiatr, który sprawił, że na jego ciele pojawiła się gęsia skórka. Postanowił spróbować jeszcze raz, wypowiedział zaklęcie i z końcówki różdżki wyłoniła się nikła smuga światła, która oświetlała ziemię pod jego stopami. Szedł powoli, rozglądając się i wytężając wzrok. Przeszedł pod zwalonym drzewem i gdy już miał się wyprostować coś zwróciło jego uwagę. Koło korzeni konaru znajdowała się dziura, w której błyszczał pewien przedmiot. Zwrócił w tamtą stronę różdżkę i przyjrzał się zostawionemu w szczelinie skarbowi. Był to śliczny, przeźroczysty kryształ, który wyglądem przypominał diament. Draco zabrał go do ręki i obejrzał dokładnie.
-Jak to możliwe, że wcześniej cię nie znalazłem?- Uśmiechnął się zadowolony.
Podrzucił kryształ w górę, złapał go i ścisnął mocno, przyglądając się mu z zaciekawieniem.  Poczuł ogromną satysfakcję, lecz wraz z nią pojawiły się pytania:, Co to jest? Do czego służy? I dlaczego komuś zależało na ukryciu tego? Włożył znalezisko do kieszeni i jeszcze raz skierował strugę światła do dziury. Przekopał dłonią trochę ziemi, lecz nie znalazł już nic więcej.  Westchnął i skierował strumień światła w miejsce, gdzie wydarzyło się spotkanie z nim i nieznajomą osobą. Zmarszczył czoło, gdy uświadomił sobie, że w ziemi znajdują się nieregularne wgłębienia, które mogły wytworzyć tylko i wyłącznie oderwana gałęź, która leżała kilka kroków od niego. Odszedł i przyjrzał się jej dokładnie. Na jej listkach znalazło się dużo ziemi, a mniejsze patyki były połamane, prawdopodobnie od zacierania śladów. Ktoś musiał to dotrzeć przed nim. Wszystko stanęło pod większym znakiem zapytania niż było przedtem, lecz on obiecał sobie, że się nie podda. Postanowił pokazać matce, że potrafi znaleźć w sobie odrobinę pewności siebie oraz uwierzyć w swoje możliwości. To dla niej stanie się bohaterem. Uśmiechnął się, uświadamiając sobie, że Narcyza starałaby się teraz go wesprzeć, przytulić, chodź pewnie chciałby ją odepchnąć, ona uparcie dążyłaby do celu.
-Tęsknię- wyszeptał i wyprostował się, ściskając mocniej różdżkę w jego dłoni. -Znajdę osobę odpowiednią za ten atak oraz dowiem się, czemu rozmawiała z Bellatrix. Dla ciebie mamo.

* * *

Wrócił do dormitorium około godziny pierwszej. Rozsiadł się na kanapie, a jednym ruchem różdżki sprawił, że w kominku rozpalił się ogień, który oświetlił pomieszczenie. Również za pomocą magii przywołał do siebie butelkę z Ognistą i szklankę. Nalał sobie do niej bursztynowego trunku i wypił go za jednym razem. Jego ciało powoli się ogrzewało, przez krążący w jego organizmie alkohol oraz ciepło rozchodzące się z kominka. Za głowę założył poduszę i oparł się o nią. Spojrzał w sufit. Czuł, że jego powieki powoli opadają, lecz coś nie dawało mu spokoju. Wydawało mu się, że w pomieszczeniu jest za cicho. Nie zauważył również na wieszaku płaszcza jego współlokatorki.  Gdy postanowił sprawdzić, czy jest w pokoju, drzwi do salonu otworzyły się i weszła przez nie jego zguba.  Jej włosy stały we wszystkie strony, na twarzy widniało zmęczenie i zdenerwowanie, co jeszcze bardziej zaciekawiło blondyna. Gryfonka zdjęła płaszcz i powiesiła go na haczyku, po czym nie podnosząc głowy, skierowała się w stronę łazienki.
-Nie chciałbym ci zaleźć za skórę Granger- powiedział, nie kontrolując przepływu myśli.
Dziewczyna zdziwiona podniosła wzrok i zmierzyła chłopaka morderczym spojrzeniem.
-Nie patrz się tak na mnie-podniósł ręce do góry.- Bo serio zaczynam się ciebie bać. Mów, kto jest, aż takim debilem żeby z tobą zadzierać?
Alkohol spowodował, że do jego ust cisnęły się wszystkie jego myśli. Wiedział, że lepiej dla niego było by zakończyć z nią rozmowę, lecz nie mógł się powstrzymać. Widok jej wkurzonej miny, był dla niego, chociaż jednym dowodem, że Gryfonka nie stała się wobec niego obojętna. Nienawiść przecież też jest w pewnym sensie uczuciem.
-Nie twoja sprawa Malfoy i radzę ci się zamknąć, jeśli i ty nie chcesz podpaść- warknęła.
-No nie bądź taka- uśmiechnął się i podniósł jedną brew do góry.- Jakiś pierwszak chodził minutę po ciszy nocnej po korytarzu? Nie… to nie to! A może… Już mam! Tajemna schadzka zakochanych w składziku na miotły. Tak to mogło się zdenerwować, przecież…
-Zamknij się!- Wybuchła, a na jej policzkach pojawiły się czerwone od złości wypieki.- Problem jak zawsze tkwi w Ślizgonach. Myślicie, że wszystko wam wolno! Jesteście w wielkim błędzie! Rozumiesz? Jeśli jeszcze raz ktokolwiek z twojego domu przekroczy choćby jedną stopą granicę Zakazanego Lasu to obiecuję, że dopilnuję, aby został uziemiony!
Draco ze zdziwienia rozszerzył oczy, a pusta szklanka po kolejnym trunku upadła na podłogę, roztrzaskując się na kawałki. Przyglądał się zezłoszczonej Grofonce, której jeszcze nigdy nie widział, aż tak bardzo przejętej jakąś sprawą. Zakazany Las. Ktoś był w Zakazanym Lesie? Ktoś, kto pozbył się śladów, ale ominął jedną dziurę, która może kosztować go bardzo wiele.
-Kto to był?-Zapytał, podnosząc się z kanapy.
-Nie twój zakichany interes!-Krzyknęła i zatrzasnęła za sobą drzwi, zostawiając jeszcze bardziej zmobilizowanego do okrycia prawdy blondyna.

* * *

Minęło kilka dni od tej feralnej nocy. Poranek był pochmurny i nieprzyjemny. Na niebie kłębiły się deszczowe chmury, które skutecznie zniechęcały uczniów od spędzenia czasu na błoniach. Wszyscy postanowili spędzić wolny czas przed obiadem w Pokoju Wspólnym Gryffindoru, grając w gry, rozmawiając z przyjaciółmi, czy tak jak Hermiona wpatrując się z trzaskający ogień w kominku. Chciała spędzić dzisiejszy dzień z dala od ich… dormitorium.  Nie chciała spotkać Malfoya na swojej drodze, dlatego uciekła tam gdzie jego sidła nie mogły jej dopaść. Dawniej uwielbiała przebywać w tym pomieszczeniu wraz z przyjaciółmi.  Wspólne wieczory przemijały w jej głowie jak przyśpieszony film. Sceny były pełne śmiechu i radości. Wszystko było naturalne. Łączyła ich szczera przyjaźń, która teraz została wystawiona na wielką próbę. Nagle do pomieszczenia wpadła para wcześniej skłóconych ze sobą przyjaciół. Na ich ustach jawił się wielki uśmiech, przez który Hermiona poczuła przyjemne ciepło w jej wnętrzu. Tak bardzo jej tego brakowało. Ich wzrok powędrował w stronę skulonej na kanapie dziewczyny, która próbowała uniknąć z nimi kontaktu wzrokowego. Harry i Ginny przystanęli na chwilę, a w ich głowach panowała zacięta walka o to czy odważyć się zrobić pierwszy krok. Rudowłosa delikatnie pociągnęła za ramie Harry’ego, który zaczerwienił się przy tym okropnie.  Zajęła miejsce po lewej stronie Hermiony, a Harry po prawej. Złapała ją za rękę i ścisnęła najmocniej jak potrafiła. Przez ten gest chciała przekazać jej wszystkie uczucia, które przez te kilka dni buzowały w niej po kłótni. Chciała, aby w niewytłumaczalny sposób Hermiona zrozumiała, że wszystko starali się zrobić dla jej dobra, chociaż od początku wiedzieli, że nie będzie to w stosunku do niej fair.
-Cieszę się, że wszystko sobie wytłumaczyliście- niespodziewanie odezwała się pani prefekt.
Spojrzała na przyjaciół, a kąciki jej ust powędrowały odrobinę w górę. Ginny uznała ten gest za wybawicielski i rzuciła się przyjaciółce w ramiona.
-Hemiona… ja cię tak bardzo, bardzo przepraszam- zaczęła, ściskając ją coraz to mocniej, jakby obawiając się, że jej przyjaciółka zaraz odejdzie.
-Spokojnie Rudzielcu- wyszeptała jej do ucha i również objęła ją ramionami.- Nie gniewam się na was. Ja po prostu…czułam się oszukana…-przerwała i później dodała już trochę głośniej-…, ale już sobie to wszystko przemyślałam. Już wszystko dobrze. Nie powinnam działać tak pochopnie. Nie chce was stracić przez błąd Ronalda…
-Tak bardzo się cieszę!-Krzyknęła Ruda i spojrzała prosto w oczy przyjaciółki, odrywając się od niej.- Obiecuję ci, że nigdy przenigdy więcej nie będę przed tobą nic ukrywała.
-Podpisuję się pod tym- dopowiedział czarnowłosy.- Ron to palant. Byłem głupi słuchając jego usprawiedliwień i co najgorsze wierząc w nie. 
Hermiona wtuliła się w Harry’ego. Poczuła, że wszystko powoli wraca do normalności. Ponownie zjednoczyła się z przyjaciółmi, którzy byli dla niej najważniejszymi osobami w życiu. Gdy została sama, zauważyła jak bardzo jest od nich uzależniona, jak bardzo uwielbia ich wygłupy i że tak naprawdę jej życie toczy się wraz z nimi. Razem tworzą historię, która miała swoje wzloty i upadki, jednakże zawsze znalazł się sposób, aby naprawić to co zepsute oraz polepszyć to co dobre.
-Byłbym zapomniał!-Krzyknął nagle Potter i odsunął się od szatynki.- Zaraz wrócę.
Rzucił, gdy zaczął wspinać się po schodach w stronę dormitorium mężczyzn.  Gryfonka spojrzała na swoją rudowłosą przyjaciółkę ze zdziwieniem, a ta tylko uśmiechnęła się do niej tajemniczo.
-I ty jesteś wplątana w to co wymyślił Harry?-Spytała zrezygnowana, a gdy Ginny kiwnęła głową, westchnęła głośno.
Rudzielec zachichotał po nosem i przysunęła się bliżej Hermiony. Na jej ustach cały czas widniał wielki uśmiech, który łączył się z błyszczącą iskierką w jej oczach. Po chwili do pokoju wpadł Harry. Za swoimi plecami trzymał niewielki pakunek ozdobiony czerwonym papierem i złotą wstążką.
-Wszystkiego najlepszego-powiedziała Ginny i jeszcze raz przytuliła przyjaciółkę z całej swojej siły.
Harry wręczył jej pakunek i zajął miejsce na fotelu obok. Dokładnie śledził jak kąciki ust przyjaciółki powoli podnoszą się do góry, a jej oczy szklą się od łez szczęścia. Chciał, aby ten dzień był dla Hermiony idealny. Nie wszystko wyszło tak jak powinno, ale dzięki zgodzie i niespodziance, był pewny, że dziewczyna na pewno będzie zadowolona.  Długo starali się z Ginny zrobić prezent, który miał pokazać dziewczynie jak ważna jest dla nich oraz miał pokazać również odrobinę mugolskiego świata. Hermiona jednym, sprawnym ruchem rozerwała papier i wyciągnęła ze środka wielką czarną ramkę, w której mieściły się mniejsze. Każda z nich przedstawiała ważne chwilę z ich życia.  Ruchome magiczne zdjęcia, mieszały się z mugolskimi. Był to piękny i osobisty prezent, który sprawił, że do jej oczu napłynęły łzy. Ponownie przytuliła swoich przyjaciół, szepcząc:
-Dziękuję.

  • Chyba dziś nie macie co narzekać na długość rozdziału. W końcu wróciła do mnie wena i zaowocowało tym o to rozdziałem. Mam nadzieję, że się Wam spodobał, liczę na Wasze opinię w komentarzach.Wiem, że trochę się tutaj dzieję i jakoś... sama nie wiem, mi nie podoba  się ten rozdział, no ale może Wam przypadnie do gustu. Głównie chciałabym bardzo podziękować Lycheey Lora za motywację oraz nakłanianie mnie do pisania. To dzięki Tobie wyrobiłam się z rozdziałem oraz wpadłam na pomysł na miniaturkę świąteczną ( możecie się jej spodziewać jeszcze w tym miesiącu).